Około
południa stało się coś niespodziewanego. Takie rzeczy nie dzieją się na co
dzień, nawet jeśli jest się Nefilim. Szef warszawskiego Instytutu, Gilbert
Nightray, wyszedł ze swojego gabinetu. A wszystko przez jakiś list z Nowego
Jorku. Jedyną osobą, która byłaby skora do wyjaśnień powinna być
piętnastoletnia amerykanka. Mogłem wysłać
Stefana, żeby poszukał jej za mnie pomyślał szatyn mijając zawsze
uśmiechniętą panią Halinkę z recepcji. Cóż, czasami stwierdzał, że Stefan
powinien być tu szefem. Zawsze miał kupę obowiązków i sobie radził, zdolny
człowiek.
W dużej odległości od swojego biura w końcu znalazł ową nastolatkę. Nicole Winters razem z Mieczysławem i Felicją przesiadywali w bibliotece. Okularnik jak zwykle nawijał bez przerwy, siostra od czasu do czasu mu odpowiadała, a poszukiwana nawet nie zawracała uwagi na hałaśliwe rodzeństwo. Biedne dzieciaki, cały dzień siedzą w Instytucie, bo ich rodzice są w Irdysie. Cicho odchrząknął zwracając na siebie uwagę młodzieży.
-Dzień dobry proszę pana! –Wydarł się Mieczysław –jakieś wieści o tym, że w końcu mogę polować gdzie chcę?
-Ty to byś chciał wszystko tak szybko, zakaz dalej trwa. –Odpowiedział starając się nie uśmiechnąć. –Nie mam sprawy do was bliźniaki. Nicole mam pytanie.
-Tak?
-Kto to jest Prezes Miał? –Zapytał Gilbert patrząc wyczekująco na blondynkę.
-Kot Magnusa Bane’a, Wielkiego Czarownika Brooklynu. –Wytłumaczyła Nicole wzruszając ramionami.
-Ty go znasz? –Zdziwił się pan Nightray, sam nawet nie miał okazji go poznać.
-Przecież jestem z Nowego Jorku. Magnus mnie lubi, a ja od czasu do czasu zajmuję się jego kotem. –Powiedziała Nicole zamykając książkę. –Nawet nie wiecie jak nie lubię gdy przeszkadza mi się w czytaniu –wtrąciła nagle. –Tak w ogóle to dzisiaj jadę na chwilę do tamtejszego Instytutu, żeby odwiedzić przyjaciół i no zabrać Prezesa Miał. Pewnie Magnus napisał o tym do pana?
-Owszem, ale spodziewałem się bardziej jakiegoś ważnego urzędnika od Clave… -wyznał ojciec Arii –nie kota…
-No cóż, jak się nie zna Magnusa to się nie zna Prezesa. –Wywnioskował Mieciu, który jak zwykle musiał się wciąć w rozmowę.
-Ok, idę porozmawiać o tym ze Stefanem, może on mnie przekona, że nie ma co mieć złych przeczuć do kotów… -rzucił cicho na pożegnanie Gabriel.
Po wyjściu szefa zapanowała chwila ciszy. Nicole znowu wróciła do książki, a Felicja spojrzała na swojego brata, który wyglądał na skupionego. Czyżbyś myślał? przeszło złośliwie przez różową głowę. Zmarszczone brwi i przymrużone oczy wpatrywały się intensywnie w drzwi.
-Po co ci jechać do tej Ameryki? –Nagle odezwał się Mieciu dalej patrząc tam gdzie wcześniej –nie mogli wysłać ci tego kota paczką ekonomiczną?
-Nie idę tylko po kota. –Prychnęła Nicole, a po chwili rozbrzmiał dźwięk smsa –zresztą Magnus już otworzył portal. Ktoś chce mnie odprowadzić?
Oczywiście Felicja i Mieczysław odprowadzili Nicole, w końcu oni nigdy nie mają co robić. Pomimo iż między biblioteką a holem nie była wcale taka duża odległość Mieczysław zdążył już posłać parę bardzo „mądrych” uwag o kotach i poczcie. W szarej ścianie holu pojawiło się błękitne koło. Można było przez niego swobodnie przejść, jeśli jest się wzrostu Nicole, a jeśli miało się wzrost Miecia trzeba się było jednak schylić. Panie Halinka nawet nie zauważyła, że coś pojawiło się w ścianie. Amerykanka wróciła na chwilę do ojczyzny. Bliźniaki stały wpatrując się w błękitną taflę wody. Przejście powoli zaczęło się zmniejszać, a Mieczysław rozmyślał czy ta cała woda wyleje się na nich. W tym momencie za nimi przeszedł Stefan, lecz zatrzymał się między nami.
-Felicjo, moja droga, sprawdziłem to o co mnie prosiłaś. –Obwieścił dwudziestolatek.
-O jak miło z twojej strony! –Ucieszyła się nastolatka, a jej brat posłał jej pytające spojrzenie. –No i co?
-Sprawa się ima tak, że w aktach Clave nie ma nic związanego z Pierre’em i jakimś tajemniczym S. –Wyjaśnił –oczywiście wszystkie tajne notatki o tym co stało się w Paryżu są tajne, więc nie mogę nic powiedzieć. Zdradzę wam tylko, że była tam niezła rozpierducha.
-To co w Paryżu zostaje w Paryżu. –Skwitowała Felicja potrząsając lekko głową z niezadowoleniem.
-W zasadzie to nie do końca. –Wysunął myśl Stefan –pamiętacie, że z Pierre’em przyjechał ktoś jeszcze?
-Nie. –Wyrwał się szybko Mieciu.
-Może… chyba był ktoś z nim, też się przedstawił po francusku. –Przypomniała sobie Felicja –a to nie był jakiś francuski cieć, który miał go po prostu przyprowadzić?
-To był Nocny Łowca, który też miał być przeniesiony, tyle że zwiał, o ile dobrze pamiętam miał na imię… Cédric? –Mówił Stefan, podekscytowanie było wprost wyczuwalne –ale go nie szukaliśmy czy coś, nie pamiętam już dobrze tej sprawy.
-A ja nic nie pamiętam z tamtego czasu, bo wtedy zaczęła się wojna: rodzina Sława kontra Clave. –Rzucił trochę naburmuszony Mieczysław.
-Ale teraz idzie dobrze i może w końcu Clave ogarnie dupę i zrozumie, że wymyślił sobie bajeczki, a nie fakty –skomentowała Felicja.
-Ojej Felicja pierwszy raz przeklęła publicznie. –Wytknął Mieczysław uśmiechając się.
-Oj zamknij się pesymisto. –Mruknęła różowowłosa –a jeszcze jakieś ciekawe rzeczy znalazłeś?
-To raczej zniszczy całą argumentację Mieczysława w kłótniach z Pierdołą –zaczął Stefan i zrobił efektywną przerwę. –Pierre miał dziewczynę.
-Co?! Nie no, wkręcacie mnie… No ja pierdzulululu on miał, a ja nie?! –Oburzył się okularnik –nie no, po prostu nie. Nosz… Pfffffff…
-Mieciu… -zwróciła się ze stoickim spokojem do niego Felicja –wiesz co to może oznaczać? Wiem, że teraz chcesz się odciąć i walnąć jakąś uwagę, która będzie bardzo na poziomie, ale słuchaj do końca. Oznacza to, że Pierre wcale nie jest uczuciowym ciuleksem jak ty.
-No to mnie bardzo pocieszyłaś, siostrzyczko –prychnął. –Zawsze wiesz co powiedzieć, mendo mała.
-Tylko nie mendo!
-Ej, ej dzieciaki bez kłótni. –Stefan stanął między bliźniakami mierzącymi się morderczymi spojrzeniami. –Nicole pojechała Nowojorskiego Instytutu?
-Pewnie też odwiedzi rodzinkę –wydedukowała różowowłosa.
-Nie sądzę –przerwał jej dwudziestolatek. –U niej w domu niby wszyscy są w zgodzie, ale jedno słowo i talerze latają.
-A skąd to niby wiesz? –Zapytał Mieciu.
-Jak się ma dostęp do wszystkich akt to wie się więcej niż wszyscy, drogi Mieczysławie. –Odparł tajemniczo Stefan. –Rodzina Wintersów jest podzielona politycznie jak świat po wojnie… ale nie powinienem wam nic więcej mówić, więc żegnam państwa.
Królowa recepcji tylko uśmiechnęła się na reakcje Stefana, a przez korytarz przemknął lekki wiatr. Aria zmaterlizowała się obok przyjaciół w lekko niebieskiej mgiełce. Niebieskie oczy zamigotały, a podmuch powietrza zanikł. W wyglądzie żadnych zmian, może jej wzrok wydawał się trochę mądrzejszy. Albo Feli i Mieciowi się zdawało.
-No co się tak patrzycie? –Zapytała Aria –teleportowałam z tej wiochy prosto tu.
-Jak tam było u ciotki? –Felicja spróbowała wybrnąć z głupiej sytuacji.
-Gdzie jest twój szpiczasty kapelusz, kocioł i miotła? –Mieczysław za to spróbował obrócić to w żart.
-Zostały w Hogwarcie. –Odpowiedziała ironicznie Aria –odpowiem tak: gotycko, dziwnie i tajemniczo.
-Jak u Edgara Allana Poe. –Dołożyła Feli.
-A wiesz co tu się działo jak ciebie nie było? –Zaczął Mieciu –normalnie taki sekret się wydał, że ci gały wyjdą na wierzch! Byłem se wczoraj w okolicach Starbucksa w Alejach Jerozolimskich i wiesz kogo widziałem? Pierre’a! No to sobie myślę: pójdę do niego i pożyczę kasę i kupie sobie taką kawę z bajerami, bo to co ja miałem to by mi nawet na kubek nie starczyło. I ja idę, ale… -na chwilę przerwał –patrzę i co widzę? On tam kręci z jakimś przystojniakiem przy stoliku. No to się wycofałem, bo nie będę przeszkadzał w takim randez-vous, jeszcze bym mu miłość odbił.
-Znając ciebie to to wszystko wymyśliłeś. –Skomentowała Aria uśmiechając się. Mieczysław zrobił oburzoną minę.
-Skąd wiesz?
-Bo opowiadałeś zbyt szczegółowo, a do tego wiem, że nie chodzisz tam gdzie sprzedają drogie picie. Do tej pory masz uraz po tej herbacie z McDonalda za piętnaście złoty. –Odrzekła niebieskooka. –Ty wolisz przecież te soczki z Biedronki.
-Piętnaście złoty za dwie herbaty! Wiesz ile psycholandii bym za to miał?!
-Mieczysław, ty Żydzie, uspokój się. –Uciszyła brata Felicja.
-A Nicole gdzie? –Zapytała Aria żeby zmienić tylko temat.
-Pojechała po Prezesa Miał. –Odrzekła młodsza z rodzeństwa.
-Kolejny imigrant z Ameryki?
-Kot. –Odpowiedział Mieczysław, poczym dodał widząc nietęgą minę Arii –co? Strach panienkę czarodziejkę obleciał?
-No wiesz… zwierzęta jakoś mnie nie lubią… najczęściej z wzajemnością. –Przyznała szatynka patrząc po okolicy.
Wszystkie nader wyostrzone magiczne zmysły mówiły dziewczynie, że Pierre już jej szuka w celu kolejnego treningu. Zresztą blondyn zaraz pojawił się koło windy. Tym razem nawet nie miał swoich spinek we włosach. Tak samo jak bliźniaki zapytał się o wizytę u ciotki. Podczas zwykłych pogaduszek wszyscy przenieśli się do sali treningowej. Mieczysław i Felicja postanowili pomóc troszkę w treningu Arii, w tym wypadku oczywiście francuz nie miał wyboru. Część teoretyczna prowadzona przez Pierre’a była urozmaicona komentarzem i durnymi ciekawostkami Mieczysława, a różowowłosa dokładała szczegóły.
-Dobra, teoria na dzisiaj za nami –obwieścił blondyn –a teraz niespodzianka. Część praktyczną dzisiaj będziemy mieli na dworze z prawdziwymi demonami!
-Że co? –Wydukała Aria.
-No na zewnątrz. Wiesz latanie po ulicach, dachach. –Dodał Pierre.
-Nie –niebieskooka usiadła na podłodze i skrzyżowała ręce. –Nie, ja nigdzie nie idę. Jeszcze mi zdrowego rozsądku nie zabrakło żeby rzucać się na pewną śmierć.
-Aria, przecież nie idziesz tam sama. –Pierre rozpoczął próby przekonywania przykucając obok niej.
-Znając ciebie to specjalnie będziesz ściągać więcej tego patałajstwa. –Odcięła szybko nawet nie patrząc na niego.
-To może chcesz sobie na serio powalczyć z Mieczysławem? –Zapytał Pierre. Instynkt podpowiadał mu, że trzeba przyjąć tu lepszą taktykę.
Aria siedziała cicho nie ruszając się z miejsca. Mieczysław za to uśmiechnął się na samą perspektywę walki. Nie zwlekając wyjął miecz z plecaka. Srebrny miecz ze złotymi zdobieniami połyskiwał w świetle jarzeniówek. Francuz szybko odstąpił od wciąż nieruchomej dziewczyny. Felicja spojrzała tylko na brata kręcąc głową z dezaprobatą.
-Mieciu, tak dziewczynę lać? –Zapytała zmartwiona patrząc na Arię, która jedynie podniosła wzrok na jej brata.
-Cicho Feli –syknął na siostrę. –Zobaczmy jak żabojady uczą.
-A gdzie tu twój honor? –Walnęła Felicja chociaż wiedziała, że nic to nie da.
-Aria się przecież nie obrazi jak dostanie w papę. –Odpowiedział okularnik aktywując magiczne moce miecza. Delikatne pomarańczowe płomienie zaczęły tańczyć wokół ostrza –prawda?
-Raczej ty się załamiesz. –Odpowiedziała Aria.
-Nie strasz, nie strasz. –Rzucił Mieczysław.
Chłopak wziął lekki rozbieg, a miecz zaczął pulsować gorącem. Jednym zamachem posłał falę ognia w stronę Arii. Płomienie zamieniły się w gorącą parę. Mina Miecia nie ukrywała zdziwienia. No cóż jedyne co mu pozostało to atak ostrzem. Rzucając się na przyjaciółkę z wyskoku nagle zawisł w powietrzu. Trwało to około sekundy potem przeleciał przez całą salę i trafił w ścianę. Aria nawet nie drgnęła. Na ścianie powstało drobne wgłębienie.
-Co to do cholery miało być? –Zapytał wściekle Mieczysław. –Normalnie zabić mnie chciała!
-I ty się boisz demonów, jak takiego Miecia załatwiasz nie ruszając się? –Zaczął Pierre –nie ma dyskusji dzisiaj idziemy na polowanie.
-Nie! –Dalej sprzeciwiała się Aria.
-Zamknij się. –Rzucił chłodno Pierre, co spowodowało, że dziewczyna zaniemówiła. Francuz wyszedł z pomieszczenia nie oglądając się za sobą.
-Co to miało być?! –Wrzasnął Mieczysław prosto w ucho Arii.
-Zamach na twoje życie. –Odpowiedziała ironicznie, a widząc poważne oblicze okularnika dodała –no dobra przyznaję poniosło mnie troszeczkę.
-Troszeczkę? Kurwa troszeczkę? –Mieciu dalej się darł.
-Mieczysławie! –Krzyknęła Felicja. –Nie drzyj mordy!
Szatyn oprzytomniał trochę po wybuchu złości siostry. Głośno wciągnął powietrze, a po chwili je wypuścił.
-Jestem oazą spokoju. Kwiatuszkiem lotosu na pieprzonej tafli jeziora. Jestem wyluzowany jak chiński mnich z Tybetu, który medytuje. –Mówił spokojnie do siebie chłopak. –Dobra, przebaczę ci to kiedyś Ario, ale serio możesz chociaż trochę punktów HP mi oddać? –Bez słowa Aria tyknęła palcem chłopaka. Od razu poczuł się lepiej. –To już?
-No a co? Oczekiwałeś fajerwerków? –Skomentowała Felicja.
-Wiesz po tym jak naoglądałem się tych filmów fantasy to trochę jestem zawiedzony. –Odparł szczerze okularnik.
***
Praktycznie aż do wieczora Aria w ogóle nie widziała się z Pierre’em. Przez cały czas aż do zachodu słońca dręczyły ją trochę wyrzuty sumienia. Ario zachowałaś się, jakby to powiedział Mieczysław: jak totalny gówniarz. Rozumiem, że nie wierzysz w swoje umiejętności bitewne, ale jak widać Pierre wierzy i wspiera. Powinnaś być dla niego milsza konwersacje samemu ze sobą wcale nie były dziwne no dobra, rozumiem, ale ile ja trenuje? No miesiąc, niecały do tego. Nie powinien chyba już posyłać mnie na pastwę Slendera? Rozmyślania przerwał obiekt ich tematu. Pierre był ubrany cały na czarno i tym razem już miał czarne spinki kontrolujące nieład grzywki. Przez ramię miał przerzuconą katanę schowaną w pochwie. Do tego miał jeszcze noże do rzucania przytroczone do prawego boku. Cóż nawet z tym lichym wyposażeniem był lepiej przygotowany niż Aria, która miała tylko swoją dzidę. Dalej się nie odzywając wyszli na nocne ulice stolicy. Sprawnie przemieścili się na Pragę. Aria wiedziała z opowieści, że demony lubiły tamtą okolicę. Miała gigantyczną ochotę zgłosić sprzeciw, ale to co dzisiaj odwaliła zmuszało ją do zgody. Nie ma co pogarszać sprawy.
-Nie no ja tak nie mogę. –Nagle odezwała się Aria –przepraszam. –Francuz zachował kamienną twarz, więc kontynuowała –przepraszam, zachowałam się jak jakiś bachor. Naprawdę… nie wiem czemu się tak zachowałam.
-I nie musisz się tłumaczyć –przerwał jej Pierre.
-Po prostu nie wierzę, że mogę pokonać coś takiego. –Wyznała.
-Wystarczy, że spróbujesz. Możesz nawet niczego nie pokonać. –Starał się ją uspokoić. –To w końcu tylko trening. Widzisz tą latającą plazmę w powietrzu?
-No ja bym nie powiedziała, że to plazma. Raczej to taka nie do końca urodziwa chmurka. –Stwierdziła Aria. –Myślisz, że jak to zamrożę, że spadnie?
-Powinno. –Ocenił szybko. –Czyń swoją powinność.
Dziewczyna wypuściła głośno powietrze. Dla szpanu obróciła włócznią zanim wycelowała w dziwnego demona. Mroźne skry wzniosły się w górę i pokryły częściowo stwora. Momentalnie zaczął opadać w dół. Wokół przeciwnika pojawiły się przeźroczyste sztylety, które przebiły go na wskroś. Demon nie zdążył nawet dotknąć podłoża. Dym po nim zmieszał się z nocnym powietrzem.
-I co? –Zapytał francuz patrząc na dziewczynę.
-No nic. –Odpowiedziała wzruszając ramionami. –Chyba będę atakować tylko z zaskoczenia.
-Ładna technika. Tam na dachu czeka na nas chyba jakaś hybryda. –Poinformował i od razu ruszył z miejsca.
Aria przewróciła oczyma, ale zaraz skarciła się w myślach przecież to było za proste. Idąc w ślady Pierre’a wdrapała się na dach. Liczyła na demona z opowieści bliźniąt, lecz jej oczom ukazało się połączenie człowieka z krukiem. Dłonie zakończone szponami, zresztą nogi tak samo. Z łopatek wyrastające gigantyczne skrzydła. Jednym z niewielu ludzkich elementów była twarz z nieobecnym wzrokiem czarnych oczu.
-Skrzydlak. –Wyjaśnił Pierre, jednak tym samym zwrócił na nich uwagę demona.
Gigantyczne ptaszysko rzuciło się prosto na Arię. Odparła atak włócznią i teleportowała się za plecy Skrzydlaka. Jednym zamachem odcięła skrzydło, które rozpłynęło się. Stworzenie wrzasnęło przeraźliwie szybko się obracając. Dynamiczny ruch szponów pozostawił po sobie ślady na lewym ramieniu. Siłą woli Aria wyrzuciła w tył Skrzydlaka. Po sekundzie namysłu posłała w jego stronę płomienie. Czarne pióra zajęły się ogniem. Demon skupiony na próbach ratowania się przed żywiołem nie zwrócił uwagi na Pierre’a, który od tyłu wbił w niego serafickie ostrze.
-Dzięki. –Rzuciła szatynka patrząc się na pozostawione po przeciwniku czarne pióra. Z powodu braku odpowiedzi przeniosła wzrok na francuza.
Wpatrywał się w ciemną postać na dachu po drugiej stronie ulicy. Wydawała jej się jakaś znajoma. Z początku chłopak powoli podszedł bliżej. Ustał na chwilę i wpatrywał się dalej. Aria zmarszczyła brwi. Pierre nagle zerwał się sprintem i spróbował przeskoczyć na drugi dach. Dziewczyna wiedziała, że nie może się to udać. Gdy tylko zobaczyła, że chłopak opada wyrzuciła gwałtownie rękę w powietrze, a tym samym pomagając dostać mu się na drugą stronę. Czarna postać podjęła ucieczkę. Nie mając zbyt wielkiego wyboru dziewczyna przyłączyła się do pościgu.
Już z samego początku wyciągnęła wniosek, że musi poćwiczyć bieganie i skoki. Nie nadążała. Biegła dając z siebie jak najwięcej, a Pierre i ścigany byli dobre sześć metrów przed nią. Wystrzeliła z włóczni wstęgę lodu, która pokryła ścieżkę przed nogami uciekiniera. Jeżeli Aria nie zdoła dobiec tam to chociaż Pierre miał o wiele większe szanse. Jednak postać nagle zniknęła zeskakując z dachu. Blondyn pochylił się nad jego krawędzią, ale nic tak nie było.
-Putain –zaklął cicho Pierre.
-Co to miało być? –Zapytała zdyszana Aria kiedy w końcu dobiegła.
-No cóż, to była znajoma osoba. –Wyjaśnił zdawkowo francuz.
-Nie owijaj w bawełnę –powiedziała Aria. Na dłuższą chwilę zapanowała cisza.
-To był mój brat. Shane Rogue, czasami przedstawia się jako Cédric.
Czekaj tylko kłamliwa łajzo, jak cię spotkam... pomyślała Aria pod wpływem emocji jak ja cię spotkam… to w zasadzie nie wiem co zrobię, ale przyjemne to nie będzie.
-Możemy wracać. –Zarządził Pierre zeskakując z gracją z krawędzi budynku.
Tymczasem w Instytucie Mieczysław siedział razem z Felicją w nowiuśkich głębokich fotelach w kawiarni. Nagle na korytarzu usłyszeli znajomy krzyk:
-Stefan!
-Co?! –Odpowiedz pojawiła się praktycznie od razu.
-Jest jeszcze Mieczysław w Instytucie?!
-Jest!
-Dzięki! Mieciu!
-Rudy pomiot wrócił z Niemiec. -Okularnik przewrócił oczyma, ale w końcu odkrzyknął –czego?!
-Mieciuchna! Tęskniłeś? – W drzwiach pojawił się Stanisław. Przerośnięty szesnastolatek o wzroście stu dziewięćdziesięciu centymetrów. Na pociągłej twarzy rozciągał się wielki bananowy uśmiech. Brązowe oczy wpatrywały się w bliźniaków.
-Myślałem, że umrę na suchoty z tęsknoty. –Skomentował z pełną ironią.
-Widzę, że zmieniłeś fryzurę. –Stwierdziła Felicja. Wcześniejsza fryzura wyglądała jak połączenie wkurzonego Chopina i nieczesania włosów od lat. Teraz boki głowy Stanisława były przystrzyżone prawie przy skórze, a reszta układała się łagodną falą idącą trochę do góry. –Już nie wyglądasz jak wkurzony rosomak.
-A dziękuję.
-A jak tam było u cioci? –Zapytał Mieczysław. –Przywiozłeś nam coś.
-Ty materialisto! –Skrytykowała brata różowowłosa.
-A spoko, wiesz normalnie sobie posiedziałem nad Bałtykiem i trochę w Berlinie, w święta było by fajniej. –Ocenił Stanisław –ale ja do was, a właściwie do Mieciuchny, w tej sprawie. Zobacz co znalazłem jak przyjechałem do domu.
Rudzielec podstawił pod nos okularnika telefon. W wiadomościach z Anzelmem była informacja o bitwie kapel. Mieczysław zwrócił za to na coś innego uwagę.
-Kto to Kasiunia?
-Dziewczyna Anzelma. –Odpowiedział Stanisław. –Zobacz zmienił fryzurę i od razu laski na niego lecą.
-A maturę zdał? –Zapytała Feli z czystej ciekawości.
-Zdał i nawet go na polibudę przyjęli. –Opowiadał dalej. –Ale wy mnie ciągle z tematu ściągacie. Mieczysławie pora na reaktywacje Dark Moon Spella!
-A wiesz, że ja nie mam na czym grać? –Zaczął Mieciu –gitara umarła śmiercią tragiczną.
-Ale pewnie masz hajs na nowiusieńką? –Bardziej stwierdził niż zapytał Stanisław.
-Stachu, ja czekam na dotację z unii rodzicielskiej. –Wytłumaczył okularnik z miną poważnego biznesmena.
-No ale zgadzasz się?
-Nawet nie wiesz jak mi brakowało tego, żeby grać i śpiewać z kimś. –Odpowiedział uśmiechając się.
-A właśnie, może wokalistka? –Zaproponował Stachu –no wiesz ta dziewczyna co jak chcieliśmy, żeby z nami występowała to zaczęła cię unikać. Miała takie strasznie muzyczne imię…
-Aria, ale pewnie się nie zgodzi. –Rzuciła Feli.
-Spróbować zawsze można. –Odparł optymistycznie Stanisław –szykuj piosenki do repertuaru, eliminacje do konkursu już w październiku.
W dużej odległości od swojego biura w końcu znalazł ową nastolatkę. Nicole Winters razem z Mieczysławem i Felicją przesiadywali w bibliotece. Okularnik jak zwykle nawijał bez przerwy, siostra od czasu do czasu mu odpowiadała, a poszukiwana nawet nie zawracała uwagi na hałaśliwe rodzeństwo. Biedne dzieciaki, cały dzień siedzą w Instytucie, bo ich rodzice są w Irdysie. Cicho odchrząknął zwracając na siebie uwagę młodzieży.
-Dzień dobry proszę pana! –Wydarł się Mieczysław –jakieś wieści o tym, że w końcu mogę polować gdzie chcę?
-Ty to byś chciał wszystko tak szybko, zakaz dalej trwa. –Odpowiedział starając się nie uśmiechnąć. –Nie mam sprawy do was bliźniaki. Nicole mam pytanie.
-Tak?
-Kto to jest Prezes Miał? –Zapytał Gilbert patrząc wyczekująco na blondynkę.
-Kot Magnusa Bane’a, Wielkiego Czarownika Brooklynu. –Wytłumaczyła Nicole wzruszając ramionami.
-Ty go znasz? –Zdziwił się pan Nightray, sam nawet nie miał okazji go poznać.
-Przecież jestem z Nowego Jorku. Magnus mnie lubi, a ja od czasu do czasu zajmuję się jego kotem. –Powiedziała Nicole zamykając książkę. –Nawet nie wiecie jak nie lubię gdy przeszkadza mi się w czytaniu –wtrąciła nagle. –Tak w ogóle to dzisiaj jadę na chwilę do tamtejszego Instytutu, żeby odwiedzić przyjaciół i no zabrać Prezesa Miał. Pewnie Magnus napisał o tym do pana?
-Owszem, ale spodziewałem się bardziej jakiegoś ważnego urzędnika od Clave… -wyznał ojciec Arii –nie kota…
-No cóż, jak się nie zna Magnusa to się nie zna Prezesa. –Wywnioskował Mieciu, który jak zwykle musiał się wciąć w rozmowę.
-Ok, idę porozmawiać o tym ze Stefanem, może on mnie przekona, że nie ma co mieć złych przeczuć do kotów… -rzucił cicho na pożegnanie Gabriel.
Po wyjściu szefa zapanowała chwila ciszy. Nicole znowu wróciła do książki, a Felicja spojrzała na swojego brata, który wyglądał na skupionego. Czyżbyś myślał? przeszło złośliwie przez różową głowę. Zmarszczone brwi i przymrużone oczy wpatrywały się intensywnie w drzwi.
-Po co ci jechać do tej Ameryki? –Nagle odezwał się Mieciu dalej patrząc tam gdzie wcześniej –nie mogli wysłać ci tego kota paczką ekonomiczną?
-Nie idę tylko po kota. –Prychnęła Nicole, a po chwili rozbrzmiał dźwięk smsa –zresztą Magnus już otworzył portal. Ktoś chce mnie odprowadzić?
Oczywiście Felicja i Mieczysław odprowadzili Nicole, w końcu oni nigdy nie mają co robić. Pomimo iż między biblioteką a holem nie była wcale taka duża odległość Mieczysław zdążył już posłać parę bardzo „mądrych” uwag o kotach i poczcie. W szarej ścianie holu pojawiło się błękitne koło. Można było przez niego swobodnie przejść, jeśli jest się wzrostu Nicole, a jeśli miało się wzrost Miecia trzeba się było jednak schylić. Panie Halinka nawet nie zauważyła, że coś pojawiło się w ścianie. Amerykanka wróciła na chwilę do ojczyzny. Bliźniaki stały wpatrując się w błękitną taflę wody. Przejście powoli zaczęło się zmniejszać, a Mieczysław rozmyślał czy ta cała woda wyleje się na nich. W tym momencie za nimi przeszedł Stefan, lecz zatrzymał się między nami.
-Felicjo, moja droga, sprawdziłem to o co mnie prosiłaś. –Obwieścił dwudziestolatek.
-O jak miło z twojej strony! –Ucieszyła się nastolatka, a jej brat posłał jej pytające spojrzenie. –No i co?
-Sprawa się ima tak, że w aktach Clave nie ma nic związanego z Pierre’em i jakimś tajemniczym S. –Wyjaśnił –oczywiście wszystkie tajne notatki o tym co stało się w Paryżu są tajne, więc nie mogę nic powiedzieć. Zdradzę wam tylko, że była tam niezła rozpierducha.
-To co w Paryżu zostaje w Paryżu. –Skwitowała Felicja potrząsając lekko głową z niezadowoleniem.
-W zasadzie to nie do końca. –Wysunął myśl Stefan –pamiętacie, że z Pierre’em przyjechał ktoś jeszcze?
-Nie. –Wyrwał się szybko Mieciu.
-Może… chyba był ktoś z nim, też się przedstawił po francusku. –Przypomniała sobie Felicja –a to nie był jakiś francuski cieć, który miał go po prostu przyprowadzić?
-To był Nocny Łowca, który też miał być przeniesiony, tyle że zwiał, o ile dobrze pamiętam miał na imię… Cédric? –Mówił Stefan, podekscytowanie było wprost wyczuwalne –ale go nie szukaliśmy czy coś, nie pamiętam już dobrze tej sprawy.
-A ja nic nie pamiętam z tamtego czasu, bo wtedy zaczęła się wojna: rodzina Sława kontra Clave. –Rzucił trochę naburmuszony Mieczysław.
-Ale teraz idzie dobrze i może w końcu Clave ogarnie dupę i zrozumie, że wymyślił sobie bajeczki, a nie fakty –skomentowała Felicja.
-Ojej Felicja pierwszy raz przeklęła publicznie. –Wytknął Mieczysław uśmiechając się.
-Oj zamknij się pesymisto. –Mruknęła różowowłosa –a jeszcze jakieś ciekawe rzeczy znalazłeś?
-To raczej zniszczy całą argumentację Mieczysława w kłótniach z Pierdołą –zaczął Stefan i zrobił efektywną przerwę. –Pierre miał dziewczynę.
-Co?! Nie no, wkręcacie mnie… No ja pierdzulululu on miał, a ja nie?! –Oburzył się okularnik –nie no, po prostu nie. Nosz… Pfffffff…
-Mieciu… -zwróciła się ze stoickim spokojem do niego Felicja –wiesz co to może oznaczać? Wiem, że teraz chcesz się odciąć i walnąć jakąś uwagę, która będzie bardzo na poziomie, ale słuchaj do końca. Oznacza to, że Pierre wcale nie jest uczuciowym ciuleksem jak ty.
-No to mnie bardzo pocieszyłaś, siostrzyczko –prychnął. –Zawsze wiesz co powiedzieć, mendo mała.
-Tylko nie mendo!
-Ej, ej dzieciaki bez kłótni. –Stefan stanął między bliźniakami mierzącymi się morderczymi spojrzeniami. –Nicole pojechała Nowojorskiego Instytutu?
-Pewnie też odwiedzi rodzinkę –wydedukowała różowowłosa.
-Nie sądzę –przerwał jej dwudziestolatek. –U niej w domu niby wszyscy są w zgodzie, ale jedno słowo i talerze latają.
-A skąd to niby wiesz? –Zapytał Mieciu.
-Jak się ma dostęp do wszystkich akt to wie się więcej niż wszyscy, drogi Mieczysławie. –Odparł tajemniczo Stefan. –Rodzina Wintersów jest podzielona politycznie jak świat po wojnie… ale nie powinienem wam nic więcej mówić, więc żegnam państwa.
Królowa recepcji tylko uśmiechnęła się na reakcje Stefana, a przez korytarz przemknął lekki wiatr. Aria zmaterlizowała się obok przyjaciół w lekko niebieskiej mgiełce. Niebieskie oczy zamigotały, a podmuch powietrza zanikł. W wyglądzie żadnych zmian, może jej wzrok wydawał się trochę mądrzejszy. Albo Feli i Mieciowi się zdawało.
-No co się tak patrzycie? –Zapytała Aria –teleportowałam z tej wiochy prosto tu.
-Jak tam było u ciotki? –Felicja spróbowała wybrnąć z głupiej sytuacji.
-Gdzie jest twój szpiczasty kapelusz, kocioł i miotła? –Mieczysław za to spróbował obrócić to w żart.
-Zostały w Hogwarcie. –Odpowiedziała ironicznie Aria –odpowiem tak: gotycko, dziwnie i tajemniczo.
-Jak u Edgara Allana Poe. –Dołożyła Feli.
-A wiesz co tu się działo jak ciebie nie było? –Zaczął Mieciu –normalnie taki sekret się wydał, że ci gały wyjdą na wierzch! Byłem se wczoraj w okolicach Starbucksa w Alejach Jerozolimskich i wiesz kogo widziałem? Pierre’a! No to sobie myślę: pójdę do niego i pożyczę kasę i kupie sobie taką kawę z bajerami, bo to co ja miałem to by mi nawet na kubek nie starczyło. I ja idę, ale… -na chwilę przerwał –patrzę i co widzę? On tam kręci z jakimś przystojniakiem przy stoliku. No to się wycofałem, bo nie będę przeszkadzał w takim randez-vous, jeszcze bym mu miłość odbił.
-Znając ciebie to to wszystko wymyśliłeś. –Skomentowała Aria uśmiechając się. Mieczysław zrobił oburzoną minę.
-Skąd wiesz?
-Bo opowiadałeś zbyt szczegółowo, a do tego wiem, że nie chodzisz tam gdzie sprzedają drogie picie. Do tej pory masz uraz po tej herbacie z McDonalda za piętnaście złoty. –Odrzekła niebieskooka. –Ty wolisz przecież te soczki z Biedronki.
-Piętnaście złoty za dwie herbaty! Wiesz ile psycholandii bym za to miał?!
-Mieczysław, ty Żydzie, uspokój się. –Uciszyła brata Felicja.
-A Nicole gdzie? –Zapytała Aria żeby zmienić tylko temat.
-Pojechała po Prezesa Miał. –Odrzekła młodsza z rodzeństwa.
-Kolejny imigrant z Ameryki?
-Kot. –Odpowiedział Mieczysław, poczym dodał widząc nietęgą minę Arii –co? Strach panienkę czarodziejkę obleciał?
-No wiesz… zwierzęta jakoś mnie nie lubią… najczęściej z wzajemnością. –Przyznała szatynka patrząc po okolicy.
Wszystkie nader wyostrzone magiczne zmysły mówiły dziewczynie, że Pierre już jej szuka w celu kolejnego treningu. Zresztą blondyn zaraz pojawił się koło windy. Tym razem nawet nie miał swoich spinek we włosach. Tak samo jak bliźniaki zapytał się o wizytę u ciotki. Podczas zwykłych pogaduszek wszyscy przenieśli się do sali treningowej. Mieczysław i Felicja postanowili pomóc troszkę w treningu Arii, w tym wypadku oczywiście francuz nie miał wyboru. Część teoretyczna prowadzona przez Pierre’a była urozmaicona komentarzem i durnymi ciekawostkami Mieczysława, a różowowłosa dokładała szczegóły.
-Dobra, teoria na dzisiaj za nami –obwieścił blondyn –a teraz niespodzianka. Część praktyczną dzisiaj będziemy mieli na dworze z prawdziwymi demonami!
-Że co? –Wydukała Aria.
-No na zewnątrz. Wiesz latanie po ulicach, dachach. –Dodał Pierre.
-Nie –niebieskooka usiadła na podłodze i skrzyżowała ręce. –Nie, ja nigdzie nie idę. Jeszcze mi zdrowego rozsądku nie zabrakło żeby rzucać się na pewną śmierć.
-Aria, przecież nie idziesz tam sama. –Pierre rozpoczął próby przekonywania przykucając obok niej.
-Znając ciebie to specjalnie będziesz ściągać więcej tego patałajstwa. –Odcięła szybko nawet nie patrząc na niego.
-To może chcesz sobie na serio powalczyć z Mieczysławem? –Zapytał Pierre. Instynkt podpowiadał mu, że trzeba przyjąć tu lepszą taktykę.
Aria siedziała cicho nie ruszając się z miejsca. Mieczysław za to uśmiechnął się na samą perspektywę walki. Nie zwlekając wyjął miecz z plecaka. Srebrny miecz ze złotymi zdobieniami połyskiwał w świetle jarzeniówek. Francuz szybko odstąpił od wciąż nieruchomej dziewczyny. Felicja spojrzała tylko na brata kręcąc głową z dezaprobatą.
-Mieciu, tak dziewczynę lać? –Zapytała zmartwiona patrząc na Arię, która jedynie podniosła wzrok na jej brata.
-Cicho Feli –syknął na siostrę. –Zobaczmy jak żabojady uczą.
-A gdzie tu twój honor? –Walnęła Felicja chociaż wiedziała, że nic to nie da.
-Aria się przecież nie obrazi jak dostanie w papę. –Odpowiedział okularnik aktywując magiczne moce miecza. Delikatne pomarańczowe płomienie zaczęły tańczyć wokół ostrza –prawda?
-Raczej ty się załamiesz. –Odpowiedziała Aria.
-Nie strasz, nie strasz. –Rzucił Mieczysław.
Chłopak wziął lekki rozbieg, a miecz zaczął pulsować gorącem. Jednym zamachem posłał falę ognia w stronę Arii. Płomienie zamieniły się w gorącą parę. Mina Miecia nie ukrywała zdziwienia. No cóż jedyne co mu pozostało to atak ostrzem. Rzucając się na przyjaciółkę z wyskoku nagle zawisł w powietrzu. Trwało to około sekundy potem przeleciał przez całą salę i trafił w ścianę. Aria nawet nie drgnęła. Na ścianie powstało drobne wgłębienie.
-Co to do cholery miało być? –Zapytał wściekle Mieczysław. –Normalnie zabić mnie chciała!
-I ty się boisz demonów, jak takiego Miecia załatwiasz nie ruszając się? –Zaczął Pierre –nie ma dyskusji dzisiaj idziemy na polowanie.
-Nie! –Dalej sprzeciwiała się Aria.
-Zamknij się. –Rzucił chłodno Pierre, co spowodowało, że dziewczyna zaniemówiła. Francuz wyszedł z pomieszczenia nie oglądając się za sobą.
-Co to miało być?! –Wrzasnął Mieczysław prosto w ucho Arii.
-Zamach na twoje życie. –Odpowiedziała ironicznie, a widząc poważne oblicze okularnika dodała –no dobra przyznaję poniosło mnie troszeczkę.
-Troszeczkę? Kurwa troszeczkę? –Mieciu dalej się darł.
-Mieczysławie! –Krzyknęła Felicja. –Nie drzyj mordy!
Szatyn oprzytomniał trochę po wybuchu złości siostry. Głośno wciągnął powietrze, a po chwili je wypuścił.
-Jestem oazą spokoju. Kwiatuszkiem lotosu na pieprzonej tafli jeziora. Jestem wyluzowany jak chiński mnich z Tybetu, który medytuje. –Mówił spokojnie do siebie chłopak. –Dobra, przebaczę ci to kiedyś Ario, ale serio możesz chociaż trochę punktów HP mi oddać? –Bez słowa Aria tyknęła palcem chłopaka. Od razu poczuł się lepiej. –To już?
-No a co? Oczekiwałeś fajerwerków? –Skomentowała Felicja.
-Wiesz po tym jak naoglądałem się tych filmów fantasy to trochę jestem zawiedzony. –Odparł szczerze okularnik.
***
Praktycznie aż do wieczora Aria w ogóle nie widziała się z Pierre’em. Przez cały czas aż do zachodu słońca dręczyły ją trochę wyrzuty sumienia. Ario zachowałaś się, jakby to powiedział Mieczysław: jak totalny gówniarz. Rozumiem, że nie wierzysz w swoje umiejętności bitewne, ale jak widać Pierre wierzy i wspiera. Powinnaś być dla niego milsza konwersacje samemu ze sobą wcale nie były dziwne no dobra, rozumiem, ale ile ja trenuje? No miesiąc, niecały do tego. Nie powinien chyba już posyłać mnie na pastwę Slendera? Rozmyślania przerwał obiekt ich tematu. Pierre był ubrany cały na czarno i tym razem już miał czarne spinki kontrolujące nieład grzywki. Przez ramię miał przerzuconą katanę schowaną w pochwie. Do tego miał jeszcze noże do rzucania przytroczone do prawego boku. Cóż nawet z tym lichym wyposażeniem był lepiej przygotowany niż Aria, która miała tylko swoją dzidę. Dalej się nie odzywając wyszli na nocne ulice stolicy. Sprawnie przemieścili się na Pragę. Aria wiedziała z opowieści, że demony lubiły tamtą okolicę. Miała gigantyczną ochotę zgłosić sprzeciw, ale to co dzisiaj odwaliła zmuszało ją do zgody. Nie ma co pogarszać sprawy.
-Nie no ja tak nie mogę. –Nagle odezwała się Aria –przepraszam. –Francuz zachował kamienną twarz, więc kontynuowała –przepraszam, zachowałam się jak jakiś bachor. Naprawdę… nie wiem czemu się tak zachowałam.
-I nie musisz się tłumaczyć –przerwał jej Pierre.
-Po prostu nie wierzę, że mogę pokonać coś takiego. –Wyznała.
-Wystarczy, że spróbujesz. Możesz nawet niczego nie pokonać. –Starał się ją uspokoić. –To w końcu tylko trening. Widzisz tą latającą plazmę w powietrzu?
-No ja bym nie powiedziała, że to plazma. Raczej to taka nie do końca urodziwa chmurka. –Stwierdziła Aria. –Myślisz, że jak to zamrożę, że spadnie?
-Powinno. –Ocenił szybko. –Czyń swoją powinność.
Dziewczyna wypuściła głośno powietrze. Dla szpanu obróciła włócznią zanim wycelowała w dziwnego demona. Mroźne skry wzniosły się w górę i pokryły częściowo stwora. Momentalnie zaczął opadać w dół. Wokół przeciwnika pojawiły się przeźroczyste sztylety, które przebiły go na wskroś. Demon nie zdążył nawet dotknąć podłoża. Dym po nim zmieszał się z nocnym powietrzem.
-I co? –Zapytał francuz patrząc na dziewczynę.
-No nic. –Odpowiedziała wzruszając ramionami. –Chyba będę atakować tylko z zaskoczenia.
-Ładna technika. Tam na dachu czeka na nas chyba jakaś hybryda. –Poinformował i od razu ruszył z miejsca.
Aria przewróciła oczyma, ale zaraz skarciła się w myślach przecież to było za proste. Idąc w ślady Pierre’a wdrapała się na dach. Liczyła na demona z opowieści bliźniąt, lecz jej oczom ukazało się połączenie człowieka z krukiem. Dłonie zakończone szponami, zresztą nogi tak samo. Z łopatek wyrastające gigantyczne skrzydła. Jednym z niewielu ludzkich elementów była twarz z nieobecnym wzrokiem czarnych oczu.
-Skrzydlak. –Wyjaśnił Pierre, jednak tym samym zwrócił na nich uwagę demona.
Gigantyczne ptaszysko rzuciło się prosto na Arię. Odparła atak włócznią i teleportowała się za plecy Skrzydlaka. Jednym zamachem odcięła skrzydło, które rozpłynęło się. Stworzenie wrzasnęło przeraźliwie szybko się obracając. Dynamiczny ruch szponów pozostawił po sobie ślady na lewym ramieniu. Siłą woli Aria wyrzuciła w tył Skrzydlaka. Po sekundzie namysłu posłała w jego stronę płomienie. Czarne pióra zajęły się ogniem. Demon skupiony na próbach ratowania się przed żywiołem nie zwrócił uwagi na Pierre’a, który od tyłu wbił w niego serafickie ostrze.
-Dzięki. –Rzuciła szatynka patrząc się na pozostawione po przeciwniku czarne pióra. Z powodu braku odpowiedzi przeniosła wzrok na francuza.
Wpatrywał się w ciemną postać na dachu po drugiej stronie ulicy. Wydawała jej się jakaś znajoma. Z początku chłopak powoli podszedł bliżej. Ustał na chwilę i wpatrywał się dalej. Aria zmarszczyła brwi. Pierre nagle zerwał się sprintem i spróbował przeskoczyć na drugi dach. Dziewczyna wiedziała, że nie może się to udać. Gdy tylko zobaczyła, że chłopak opada wyrzuciła gwałtownie rękę w powietrze, a tym samym pomagając dostać mu się na drugą stronę. Czarna postać podjęła ucieczkę. Nie mając zbyt wielkiego wyboru dziewczyna przyłączyła się do pościgu.
Już z samego początku wyciągnęła wniosek, że musi poćwiczyć bieganie i skoki. Nie nadążała. Biegła dając z siebie jak najwięcej, a Pierre i ścigany byli dobre sześć metrów przed nią. Wystrzeliła z włóczni wstęgę lodu, która pokryła ścieżkę przed nogami uciekiniera. Jeżeli Aria nie zdoła dobiec tam to chociaż Pierre miał o wiele większe szanse. Jednak postać nagle zniknęła zeskakując z dachu. Blondyn pochylił się nad jego krawędzią, ale nic tak nie było.
-Putain –zaklął cicho Pierre.
-Co to miało być? –Zapytała zdyszana Aria kiedy w końcu dobiegła.
-No cóż, to była znajoma osoba. –Wyjaśnił zdawkowo francuz.
-Nie owijaj w bawełnę –powiedziała Aria. Na dłuższą chwilę zapanowała cisza.
-To był mój brat. Shane Rogue, czasami przedstawia się jako Cédric.
Czekaj tylko kłamliwa łajzo, jak cię spotkam... pomyślała Aria pod wpływem emocji jak ja cię spotkam… to w zasadzie nie wiem co zrobię, ale przyjemne to nie będzie.
-Możemy wracać. –Zarządził Pierre zeskakując z gracją z krawędzi budynku.
Tymczasem w Instytucie Mieczysław siedział razem z Felicją w nowiuśkich głębokich fotelach w kawiarni. Nagle na korytarzu usłyszeli znajomy krzyk:
-Stefan!
-Co?! –Odpowiedz pojawiła się praktycznie od razu.
-Jest jeszcze Mieczysław w Instytucie?!
-Jest!
-Dzięki! Mieciu!
-Rudy pomiot wrócił z Niemiec. -Okularnik przewrócił oczyma, ale w końcu odkrzyknął –czego?!
-Mieciuchna! Tęskniłeś? – W drzwiach pojawił się Stanisław. Przerośnięty szesnastolatek o wzroście stu dziewięćdziesięciu centymetrów. Na pociągłej twarzy rozciągał się wielki bananowy uśmiech. Brązowe oczy wpatrywały się w bliźniaków.
-Myślałem, że umrę na suchoty z tęsknoty. –Skomentował z pełną ironią.
-Widzę, że zmieniłeś fryzurę. –Stwierdziła Felicja. Wcześniejsza fryzura wyglądała jak połączenie wkurzonego Chopina i nieczesania włosów od lat. Teraz boki głowy Stanisława były przystrzyżone prawie przy skórze, a reszta układała się łagodną falą idącą trochę do góry. –Już nie wyglądasz jak wkurzony rosomak.
-A dziękuję.
-A jak tam było u cioci? –Zapytał Mieczysław. –Przywiozłeś nam coś.
-Ty materialisto! –Skrytykowała brata różowowłosa.
-A spoko, wiesz normalnie sobie posiedziałem nad Bałtykiem i trochę w Berlinie, w święta było by fajniej. –Ocenił Stanisław –ale ja do was, a właściwie do Mieciuchny, w tej sprawie. Zobacz co znalazłem jak przyjechałem do domu.
Rudzielec podstawił pod nos okularnika telefon. W wiadomościach z Anzelmem była informacja o bitwie kapel. Mieczysław zwrócił za to na coś innego uwagę.
-Kto to Kasiunia?
-Dziewczyna Anzelma. –Odpowiedział Stanisław. –Zobacz zmienił fryzurę i od razu laski na niego lecą.
-A maturę zdał? –Zapytała Feli z czystej ciekawości.
-Zdał i nawet go na polibudę przyjęli. –Opowiadał dalej. –Ale wy mnie ciągle z tematu ściągacie. Mieczysławie pora na reaktywacje Dark Moon Spella!
-A wiesz, że ja nie mam na czym grać? –Zaczął Mieciu –gitara umarła śmiercią tragiczną.
-Ale pewnie masz hajs na nowiusieńką? –Bardziej stwierdził niż zapytał Stanisław.
-Stachu, ja czekam na dotację z unii rodzicielskiej. –Wytłumaczył okularnik z miną poważnego biznesmena.
-No ale zgadzasz się?
-Nawet nie wiesz jak mi brakowało tego, żeby grać i śpiewać z kimś. –Odpowiedział uśmiechając się.
-A właśnie, może wokalistka? –Zaproponował Stachu –no wiesz ta dziewczyna co jak chcieliśmy, żeby z nami występowała to zaczęła cię unikać. Miała takie strasznie muzyczne imię…
-Aria, ale pewnie się nie zgodzi. –Rzuciła Feli.
-Spróbować zawsze można. –Odparł optymistycznie Stanisław –szykuj piosenki do repertuaru, eliminacje do konkursu już w październiku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz