W sobotę Aria zaspała. Wiedziała co prawda, że nie powinna była czytać książki aż do drugiej w nocy. Jednak uparcie i wielka ciekawość co się potem wydarzy nie dawała jej położyć się o w miarę przyzwoitej porze. Gdy się w końcu obudziła zobaczyła, że jest jedenasta. Szybko się ubrała i wybiegła z pokoju do łazienki, żeby w równie szybkim tempie zrobić coś z włosami.
-Aria! –Usłyszała kiedy dotykała już klamki łazienki. –A śniadanie?
-Zjem coś w Instytucie. –Rzuciła brunetka. W odpowiedzi usłyszała przepełnione ironią Yhm. –Mamo… jestem już spóźniona. Umówiłam się z Pierre’em na trening na jedenastą. On jest punktualny, zawsze. A ostatnio mnie nawet dręczył na treningu przez to, że się spóźniłam.
-Nie przejmuj się nim. –Powiedziała lekkim tonem jej matka –już niedługo może to on będzie się bał ciebie…
-Co masz na myśli? –Zapytała Aria wchodząc do kuchni.
-Niedługo poznasz całą magię. –Wytłumaczyła uśmiechając się Helena.
-Będziesz mnie uczyć? –Bardziej stwierdziła niż zapytała Aria odwzajemniając uśmiech matki.
-Ja się już z magią nie babram. –Odpowiedziała, lecz po chwili dodała widząc karcące spojrzenie córki –No może nie tak często jak kiedyś. Twoja ciotka Telimena przyjeżdża, zamierzam ja przekonać, żeby pouczyła cię trochę magii i tych spraw.
-Mamo naprawdę nie możesz ty tego zrobić? –Aria starała się przybrać jak najbardziej skruszoną minę.
-Nie, wiesz już parę ładnych lat tego nie robiłam. –Wyznała Helena ze zdenerwowaniem drapiąc się po głowie. –Ale Telimena nie jest zła. Naprawdę się na tym zna. Może się okazać trochę oschła, ale we wnętrzu jest naprawdę miłą osobą.
-I tak wolałabym żebyś to była ty. –Stwierdziła. –Nie znam nawet swojej rodziny, a ma mnie uczyć twoja siostra, o której nie miałam pojęcia całe życie. Ahh ciężkie życie nowego Nocnego Łowcy. –Opuściła głowę na ręce, ale po chwili się poderwała. –Właśnie! To wszystko dlaczego mnie zatrzymałaś?
-Tak. –Powiedziała spokojnie Helena. –A nie! Jeszcze jedno. Wróć dzisiaj wcześniej, tak około siedemnastej, ciocia przyjedzie.
-Spróbuję się nie spóźnić. –Obiecała Aria całując matkę w policzek. –Więc lecę, bo pewnie już Pierre wymyśla co zrobi mi za kolejne spóźnienie.
Szybko wybiegła z domu. Szybkim biegiem, który zawdzięczała nowej runie, przemierzyła ulice Mokotowa. Dopiero kiedy znalazła się na granicach Śródmieścia pomyślała, że mogła się teleportować. Teraz już było za późno, nie ma co ryzykować z mocami w tłumie Warszawiaków. Chociaż oni są przyzwyczajeni do dziwnych akcji, happeningów i częstego zamykania ulic. Z biegu płynnie przeszła w chód. I tak była spóźniona, więc nie było sensu się śpieszyć. Nagle poczuła wibracje w kieszeni spodni i usłyszała przygłuszone odgłosami miasta Did You Hear The Rain George’a Ezry. Wyjęła komórkę nie przerywając dynamicznego marszu. Dzwonił Pierre.
-Tak?
-Aria, gdzie ty jesteś? –Zapytał Pierre. Mimo, że jego głos był opanowany z jego tonu można było wyczytać zniecierpliwienie.
-Na Śródmieściu. –Odpowiedziała Aria najspokojniej w świecie.
-A może powiesz coś dokładniejszego? –Rzucił do słuchawki. Aria już wyobrażała sobie jak zamyka z dezaprobatą oczy i kręci głową.
-Jak pobiegnę to zaraz będę pod Pałacem. –Poirytowana powiedziała i zaraz się rozłączyła.
Znów podjęła bieg. Runy bardzo dobrze działały. Na początku Aria trochę nie wierzyła, lecz kiedy doznała tego na własnej skórze odczuła ich potęgę. Ludzie wokoło niej stawali się kolorowymi smugami. Nigdy wcześniej nie czuła się tak podczas biegu. Lekka, zwinna i szybka, jakby nie była człowiekiem. Jakby nie miała żadnych ograniczeń. Może zrobić wszystko. Ma wystarczająco siły. Przynajmniej tak jej się wydaje do momentu gdy gwałtownie zwalnia. Nagle braknie jej oddechu, a nogi stają się jak z ołowiu. Znowu zaczyna iść. Z rwącym oddechem idzie dalej, nie może już gorzej się spóźnić. Już widzi Pałac Kultury. Poprzechodzi przez parę przejść. Kiedy już czuje, że jej serce pracuje normalnie znowu zaczyna biec. Aria przebiega przez każde przejście. Już została tylko jedna prosta do przecięcia. Mimo, że zielone światło już miga dziewczyna podejmuje ryzyko. Wokoło niej tłum już czeka na kolejną okazję. Kiedy brunetka stawia pierwszy krok na jezdni światło zmienia swoją barwę. Świat zwalnia. Kątem oka zauważa, że czarny samochód po jej lewej stronie rusza. W tym wypadku wypadałoby się cofnąć, lecz nie ma już na to czasu. Biec przed siebie też nie jest dobrym rozwiązaniem, tym bardziej coś ją rozjedzie.
Aria nagle wyczuwa, że ktoś łapie ją za nadgarstek i ciągnie w przeciwną stronę. Znowu znajduje się na krawężniku. Jej dłoń jest bezwładnie uniesiona przez czyjąś silną rękę. Druga nagle pojawia się na jej ramieniu. Dopiero teraz Aria wyczuwa swoje szybko bijące serce. Adrenalina i zmęczenie po biegu wypełniają cały jej krwioobieg. Tępo wpatruje się przed siebie błękitnymi oczyma. Oddech jej się rwie. Ludzie wokoło podejmują marsz na znak zielonego światła, a ona dalej stoi myśląc o tym co się dzieje. Zdrowy rozsądek każe jej się powoli odwrócić i zobaczyć kto wciąż trzyma jej rękę w uścisku, tym razem delikatnym lecz stanowczym.
Obróciła się trochę za szybko, lecz człowiek stojący za nią sprawił, że poczuła się jakby ktoś obrócił nią w tańcu. Był to wysoki chłopak, mniej więcej o pół głowy wyższy od Arii. Delikatne rysy twarzy, leciutko podkreślone kości policzkowe, wąski nos. Miał tak spokojny wyraz twarzy jakby nic się nie stało. Jego szmaragdowe duże oczy patrzyły na nią z cierpliwością. Roztrzepana fryzura z grzywką miała kolor ciemnej czekolady. Mógł być w jej wieku. Nie. On był w jej wieku. Wyczuwała to.
-Takie ładne dziewczyny nie powinny umierać młodo. –Odezwał się jako pierwszy uśmiechając szeroko. Aria miała świadomość tego, że się gapi, ale nie miała pojęcia co powiedzieć.
-Dziękuję, że mnie uratowałeś. –Powiedziała w końcu. Dalej trzymał ją za rękę. –Cały czas w pośpiechu, niestety mam zły zwyczaj spóźniania się.
-Też się często spóźniam, jednak nie przeszkadza mi to. –Wyznał patrząc na wysoki sowiecki gmach. –No to teraz poczekamy sobie jeszcze na przejście. A gdzie się tak spieszyłaś, że aż chciałaś się wpakować pod samochód?
-Spotkanie ze znajomymi, strasznie niecierpliwi ludzie. –Wyjaśniła. W tym momencie znowu rozbrzmiał dzwonek jej telefonu.
-George Ezra? –Zapytał, a dziewczyna potwierdziła kiwnięciem głową. –Ten to jest świetny gość, a słyszałaś Budapest?
-My house in Budapest. My hidden treasure chest, golden grand piano. My beautiful castillo –zaintonowała śpiewnie patrząc prosto w jego oczy.
- . I’d leave it All –dokończył śpiewanie za nią. Taki przyjemny ton głosu pomyślała Aria uśmiechając się. –Jeśli możesz mi zdradzić swoje imię to chętnie je poznam, gusty muzyczne podobno mocno łączą ludzi. –Stwierdził radośnie.
-Aria Szumańska.
-Dwie narodowości jak słyszę. Shane. –Odpowiedział posyłając jej szczery uśmiech.
-Aria! –Ich rozmowę przerwał krzyk z przeciwnej strony przejścia. Pierre podbiegł do dziewczyny i spojrzał na nią z góry. –Co ty tu robisz?
-Usiłują przejść przez pasy. –Mówi z całkowitą szczerością, zapominając o tym, że jakaś obca osoba wciąż trzyma ją za rękę.
-To czemu on cię trzyma? –Zapytał z jawną złością blondyn.
-Uratowałem tu obecną dziewczynę przed śmiercią przez rozjechanie. –Wytłumaczył za nią Shane puszczając jej rękę. Pierre obrzucił go zdziwionym spojrzeniem, lecz nic nie powiedział. Odwrócił wzrok na sygnalizację.
-Chodź Aria, wszyscy już czekają. –Rzucił obracając się i wtapiając w tłum przechodniów.
Kiedy odeszli na dobrą odległość Aria zapytała:
-Znasz go, prawda?
-Nie, raczej dziwi mnie to, że weszłaś pod samochód. –Stwierdził oglądając się przez ramię na nieznajomego. Machał do niego przyjaźnie uśmiechając się z melancholią.
-Za bardzo się przejęłam, że się spóźnię. –Wyznała Aria wzdychając.
-Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało –stwierdził zerkając na nią obojętnie.
-Jakoś wcześniej nie dostawałam zadań przekraczających moich możliwości za każde spóźnienie. –Odcięła się szybko.
-Mogłabyś czasami spasować. Akurat dzisiaj nasze spóźnienia się łączą. –Rzucił przechodząc przez wysokie drzwi.
-Zgadując: dali ci jakieś zadanie i zamierzasz mnie zostawić bym sama zajęła się treningiem. –Domyślała się Aria, lecz w jej głosie słychać było pewność.
-Mniej więcej. Jako, że się spóźniłaś nie masz dowolności co do kolejności zajęć. –Przyznał uśmiechając się wrednie.
-O ty łajdaku. –Trzepnęła go w ramię i się uśmiechnęła –takiej bolesnej kary nikt mi nie dał.
-Zapamiętałaś moje nazwisko! Czuję się zaszczycony, panno Nightray. –Pierre starał się być poważnym, ale zaczął się śmiać. –Całkiem serio to twój ojciec mnie wzywa z uwagi na jakąś nową magiczną zabawkę, ale o tym mam być cicho. Ups… właśnie ci o tym powiedziałem.
-Szefowi trzeba być posłusznym. Zresztą pewnie skoro cię wezwali to dostaniesz tą broń. –Aria wzruszyła ramionami.
-Tego nie byłbym wcale taki pewny, wszystko podobno tym razem zależy od światła duszy. O tym też nie powinienem mówić. –Wyznał.
-Ale ja przecież nic nie wiem. –Odrzekła zaskoczona mrugając okiem.
-Jak dobrze, że umiesz kłamać. –Przyznał. –Troszeczkę ci zazdroszczę. Dobra koniec gadaniny, na początku już ci postawiłem parę przeciwników na sali treningowej, potem możesz powtórzyć runy ewentualnie poczytać o demonach. Do zobaczenia. –Pożegnał się kiedy winda dojechała na właściwe piętro.
Aria posłusznie udała się w stronę miejsca gdzie zazwyczaj pokonywała sztuczny substrat udający przeróżne rodzaje demonów. Ledwo otworzyła drzwi prowadzące do szarego pomieszczenia, a cienie rzuciły się w jej stronę. W ostatniej chwili zgrabnie odskoczyła, a czarna maź rozpłaszczyła się na białej powierzchni drzwi. Szybko zdjęła naszyjnik i aktywowała włócznię. W momencie kiedy cień znowu przybrał jakiś konkretniejszy kształt przecięła go na pół grotem. Czarny oleisty dym rozpłynął się, a tusz obok niej powstał wielki trójgłowy pies.
Powalił ją naskakując na nią. Poczuła jak ostre pazury orają jej plecy i ramiona. Mocnym podmuchem powietrza zrzuciła go z siebie. Oczywiście nie miała pojęcia jak to zrobiła. Jeszcze nie panowała do końca nad swoimi magicznymi zdolnościami. Jakbym chciała, żeby ten pies spłonął. Jak na życzenie czarna sierść zajęła się ogniem. Płomienie wcale nie przygasały, a psiej kreaturze nic się nie działo. Obnażył kły wszystkich trzech szczęk i zaczął powarkiwać okrążając brunetkę.
-Świetnie. Zapomniałam, że ogień tylko doda ci mocy.
Dziewczyna starała się nie spuszczać w oczu przeciwnika. Obracali się wokoło siebie. Aria mogłaby robić to znudzenia, lecz demony nie miały tyle cierpliwości. Może po minucie zabawy w wyczekiwanie dobrego momentu potwór znudził się i rzucił na Arię. Dziewczyna wyciągnęła przed siebie włócznię. Błękitny kryształ lodu zatrzymał demona. Zimno zawsze odbierało im siły. Kiedy lód się rozkruszył pojawił się też charakterystyczny dym.
Chwila oddechu wystarczyła aby pojawił się kolejny przeciwnik. Na wpół zgniłe dziecko o szarej skórze. Niska dziewczynka w poszarpanej sukience, cała otoczona przez cienie.
-Pierre twoje nazwisko jednak teraz do ciebie świetnie pasuje. –Powiedziała sama do siebie –zombie dziecko, ty to jednak jesteś okrutny.
Dziecko nie zbliżyło się
nawet na krok do Arii. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić. Stać, uciekać,
szukać innej broni? Może spalić ciało na proch? Obie stały w bezruchu tylko
mierząc się wzrokiem. Pierwszy ruch wykonała dziewczynka. Podniesieniem
malutkiej ręki, w której trzy palce były już tylko kośćmi, odrzuciła Arię w
ścianę. Brunetka bezwładnie spadła na ziemię, a jej broń poleciała w drugi kąt
sali. Pojękując podniosła się. Dziecko tylko na to czekało. Machnęła w górę
otwartą dłonią, tym samym wzywając cienie, które uniosły Arię do góry. Bez
możliwości ruchu brunetka wisiała w powietrzu opleciona mrokiem. Twarz
dziewczynki ozdobił uśmiech krwawych ust kiedy zaciskała rękę w pięść. Aria
poczuła mocny ucisk na całym ciele. Myśl,
zrób coś magicznego, jak myślisz to się udaje! Zimny prąd nagle rozszedł
się po całym jej ciele, a nacisk zniknął. Ciężko wylądowała na stopach na
posadzce. Chyba to była fala uderzeniowa pomyślała
Aria patrząc na dziecko leżące pod ścianą. Wyczuwała to, że jeszcze żyje.
Gestem przywołała włócznię. Podbiegła do dziewczynki. Z poprzebijaną kośćmi
skórą, dopiero zaczynała podnosić się.
-Pierre, nienawidzę cię z takich przeciwników –wyszeptała wściekle Aria.
Wymierzając perfekcyjnie cios przebiła zombie włócznią. Ukrywając się w kłębach czarnej mazi opadła na kolana. Oddychając powoli oparła czoło o chłodny metal. Czuła się tak podle. Nie ważne, że było to zombie, to było kiedyś dziecko. A Aria je zabiła. Chciało jej się płakać i wrzeszczeć, lecz oczy miała suche, a z gardła nie mogła wydać żadnego dźwięku. Na jej kolana opadła kartka z wykaligrafowanym: gratulacje, to koniec –Pierre. Rozerwała kartkę na drobne kawałeczki i usiadła pod ścianą podciągając kolana pod brodę.
To było dziecko… nie ważne, że zombie, to było dziecko. Miało przed sobą życie. Znajomości. Miłość. Pracę. A ja je zabiłam. Nocni Łowcy są bezwzględni, to chcą we mnie wyrobić. Wyrobić chłód, wytępić wrażliwość. Sprawić mordercą. Jej oddech dopiero teraz zaczął przyśpieszać. Ręce miała mokre. Ci, którzy zabijają nie powinni sami żyć. Chociaż… w zasadzie ta dziewczynka była już martwa… ja też byłabym dzisiaj już martwa gdyby nie ten chłopak. Shane, nawet zapamiętałam jak miał na imię. Pewnie nigdy już go nie spotkam. Szkoda, chciałabym się zapytać czemu mnie uratował. Ludzie od tak siebie nie ratują. Wszyscy raczej martwią się o siebie, o swoją rodzinę. Jakaś przypadkowa nastolatka na ulicy ich nie rusza… chyba, że jest martwa.
Uspokajając się zejściem na temat tajemniczego nieznajomego wstała i przeszła do biblioteki Instytutu. W tym pomieszczeniu najczęściej się uczyła. Cisza otulona spokojną aurą dawała ukojenie. Wysokie pułki wypełnione po brzegi woluminami w twardych oprawach otaczały czytelników ze wszystkich stron. Często można było tu spotkać Nicole kiedy miała nos w książkach o demonach. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej było jej wtedy nie przeszkadzać. Dzisiaj nie było jej tutaj. Aria była sama. Przysiadła przy Podręczniku Nocnego Łowcy dla początkujących. W owej książce można było znaleźć wszelkie potrzebne informacje od definicji Nefilim przez rodzaje demonów i krótkie charakterystyki Podziemnych do najprzydatniejszych run. Krótko, szybko, bez zbędnych ozdobników, tak jak lubiła się uczyć Aria. Zalecając się do notatek, które pozostawił jej Piere rozpoczęła od przypominania sobie run. W zasadzie wiedziała o oznacza większość z nich, ale wciąż zapominała o istotnych szczegółach przy ich rysowaniu. Poddając się, chociaż sobie wmówiła, iż robi sobie przerwę, oddała się lekturze na temat demonów.
O szesnastej przerwała nauki. Chciała spokojnie dojść do domu, pomóc trochę mamie. Nie wypada się spóźnić na pierwsze spotkanie z ciotką o staroświeckim imieniu. Wyczuwała, że nie będzie to przyjemny wieczór rodzinny. Próbowała wyjść po angielsku, ale natknęła się na Mieczysława.
-Cześć. –Rzuciła nie przerywając marszu.
-Hej, gdzie to się idzie? –Zapytał zraniony zignorowaniem okularnik.
-Spotkanie rodzinne, ciotka Telimena… -Odparła odwracając się w jego stronę.
-Starsze panie nie lubią jak ktoś się spóźnia. –Powiedział Mieciu –powodzenia.
-Bez przesady.
Znając Mieczysława zaraz powie o wszystkim Nicole i Felicji, jednak nie martwiło to jej. Zrobiła wszystko co miała do roboty w Instytucie na dzisiaj. Przemieszczając się płynnie po przejściach dla pieszych przypominała sobie o dzisiejszym incydencie. Uważała na samochody bardziej niż zwykle. Nie śpieszyło jej się, w końcu miała godzinę na dojście do domu. Idąc blisko kawiarni pełnych hipsterów na Placu Zbawiciela zerkała na tęczę. Znowu była cała. Uśmiechnęła się gdy przypomniała sobie Mieczysława wlatującego w tęczę. Przez nieuwagę wpadła na kogoś. Odruchowo schyliła głowę i przeprosiła.
-Nie ma za co. –Odezwał się znajomy głos. –To chyba przeznaczenie, nie?
Podniosła głowę by zobaczyć kto przed nią stoi. Shane. Był ubrany całkowicie na czarno, co nie wzbudziło zdziwienia Arii. Za dużo osób z jej otoczenia miało całą czarną garderobę. Uśmiechał się do niej, czuła, że był to pobłażliwy uśmiech. Nie miał pretensji o to, że na niego wpadła.
-Wpadłam na ciebie już drugi raz jednego dnia. Wychodzi na to, że coś musi być na rzeczy. –Zgodziła się odwzajemniając uśmiech.
-Tyle razy już naprawiają tą tęczę. –Zagadnął zerkając na kolorowy łuk. –Jestem ciekawy, kto tym razem to zrobił.
-Ja też, chociaż jak widziałam w telewizji nagrania to była to trójka osób. –Odpowiedziała po części kłamiąc.
-Nie wiem co ci ludzie mają do tej tęczy. –Wyznał Shane przeczesując włosy palcami.
- Brak jednego koloru chociażby… -zaczęła Aria, ale przerwała wpatrując się w dłoń chłopaka. Wierzch zdobił znajomy czarny znak oka. –Nocny Łowca…
Zdezorientowany zerknął odruchowo na swoją dłoń ze znakiem wzroku. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Skąd wiesz?
-Znam paru takich… -Przyznała, ale zamilkła kiedy wziął ją za rękę, również z runą.
-Sama też jesteś Łowcą. –Stwierdził przeciągając kciukiem po czarnych liniach.
-Czemu nie widziałam cię w Instytucie? –Zapytała jawnie zaintrygowana. Powoli puścił jej dłoń.
-Jakby to ci powiedzieć… jestem wolnym strzelcem –Odparł chowając ręce w kieszeniach spodni. –Nie należę do Instytutu, nie działam dla Clave.
-Miło, że dowiedziałam się, że tak można. –Rzuciła z ironią –jednak wydaje mi się, że twoja wersja nie jest do końca prawdziwa.
-Nie zawsze mówię prawdę. –Wzruszył ramionami –zresztą też nie mówisz do końca prawdy o sobie.
-Skomplikowana sprawa, dopóki sama jej nie ogarnę nie ma powodu do dumy. –Powiedziała Aria rzucając spojrzenie na wyświetlacz komórki. –A teraz cię opuszczę, jestem już spóźniona.
-Do kolejnego wpadnięcia na siebie. –Pożegnał się unosząc dłoń.
-Do zobaczenia. –Odpowiedziała obserwując jak Shane znika w tłumie, a sama ruszyła w przeciwną stronę.
Kiedy chłopak wtopił się w tłum wykorzystał prostą sztuczkę, której nauczył się od Fryderyka. Wykorzystując więź i jego moc teleportował się do mini pałacu Vivian. Sala skąpana w świetle popołudniowego słońca wyglądała zbyt przyjemnie. Wygląd przeczył przeznaczeniu. Nie tylko w tym przypadku. Obojętna blada twarz spoglądała na chłopaka.
-I co? –Zapytała, a jej głos odbijał się od filarów nadając mu mocy.
-Pani, plan się rozpoczął. –Oznajmił Shane –spotkałem właścicielkę Zimowej Włóczni, poznałem ją. Teraz zamierzam się do niej zbliżyć i przeciągnąć ją na naszą stronę.
-Doskonale. Czekam na kolejne efekty.
-Pierre, nienawidzę cię z takich przeciwników –wyszeptała wściekle Aria.
Wymierzając perfekcyjnie cios przebiła zombie włócznią. Ukrywając się w kłębach czarnej mazi opadła na kolana. Oddychając powoli oparła czoło o chłodny metal. Czuła się tak podle. Nie ważne, że było to zombie, to było kiedyś dziecko. A Aria je zabiła. Chciało jej się płakać i wrzeszczeć, lecz oczy miała suche, a z gardła nie mogła wydać żadnego dźwięku. Na jej kolana opadła kartka z wykaligrafowanym: gratulacje, to koniec –Pierre. Rozerwała kartkę na drobne kawałeczki i usiadła pod ścianą podciągając kolana pod brodę.
To było dziecko… nie ważne, że zombie, to było dziecko. Miało przed sobą życie. Znajomości. Miłość. Pracę. A ja je zabiłam. Nocni Łowcy są bezwzględni, to chcą we mnie wyrobić. Wyrobić chłód, wytępić wrażliwość. Sprawić mordercą. Jej oddech dopiero teraz zaczął przyśpieszać. Ręce miała mokre. Ci, którzy zabijają nie powinni sami żyć. Chociaż… w zasadzie ta dziewczynka była już martwa… ja też byłabym dzisiaj już martwa gdyby nie ten chłopak. Shane, nawet zapamiętałam jak miał na imię. Pewnie nigdy już go nie spotkam. Szkoda, chciałabym się zapytać czemu mnie uratował. Ludzie od tak siebie nie ratują. Wszyscy raczej martwią się o siebie, o swoją rodzinę. Jakaś przypadkowa nastolatka na ulicy ich nie rusza… chyba, że jest martwa.
Uspokajając się zejściem na temat tajemniczego nieznajomego wstała i przeszła do biblioteki Instytutu. W tym pomieszczeniu najczęściej się uczyła. Cisza otulona spokojną aurą dawała ukojenie. Wysokie pułki wypełnione po brzegi woluminami w twardych oprawach otaczały czytelników ze wszystkich stron. Często można było tu spotkać Nicole kiedy miała nos w książkach o demonach. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej było jej wtedy nie przeszkadzać. Dzisiaj nie było jej tutaj. Aria była sama. Przysiadła przy Podręczniku Nocnego Łowcy dla początkujących. W owej książce można było znaleźć wszelkie potrzebne informacje od definicji Nefilim przez rodzaje demonów i krótkie charakterystyki Podziemnych do najprzydatniejszych run. Krótko, szybko, bez zbędnych ozdobników, tak jak lubiła się uczyć Aria. Zalecając się do notatek, które pozostawił jej Piere rozpoczęła od przypominania sobie run. W zasadzie wiedziała o oznacza większość z nich, ale wciąż zapominała o istotnych szczegółach przy ich rysowaniu. Poddając się, chociaż sobie wmówiła, iż robi sobie przerwę, oddała się lekturze na temat demonów.
O szesnastej przerwała nauki. Chciała spokojnie dojść do domu, pomóc trochę mamie. Nie wypada się spóźnić na pierwsze spotkanie z ciotką o staroświeckim imieniu. Wyczuwała, że nie będzie to przyjemny wieczór rodzinny. Próbowała wyjść po angielsku, ale natknęła się na Mieczysława.
-Cześć. –Rzuciła nie przerywając marszu.
-Hej, gdzie to się idzie? –Zapytał zraniony zignorowaniem okularnik.
-Spotkanie rodzinne, ciotka Telimena… -Odparła odwracając się w jego stronę.
-Starsze panie nie lubią jak ktoś się spóźnia. –Powiedział Mieciu –powodzenia.
-Bez przesady.
Znając Mieczysława zaraz powie o wszystkim Nicole i Felicji, jednak nie martwiło to jej. Zrobiła wszystko co miała do roboty w Instytucie na dzisiaj. Przemieszczając się płynnie po przejściach dla pieszych przypominała sobie o dzisiejszym incydencie. Uważała na samochody bardziej niż zwykle. Nie śpieszyło jej się, w końcu miała godzinę na dojście do domu. Idąc blisko kawiarni pełnych hipsterów na Placu Zbawiciela zerkała na tęczę. Znowu była cała. Uśmiechnęła się gdy przypomniała sobie Mieczysława wlatującego w tęczę. Przez nieuwagę wpadła na kogoś. Odruchowo schyliła głowę i przeprosiła.
-Nie ma za co. –Odezwał się znajomy głos. –To chyba przeznaczenie, nie?
Podniosła głowę by zobaczyć kto przed nią stoi. Shane. Był ubrany całkowicie na czarno, co nie wzbudziło zdziwienia Arii. Za dużo osób z jej otoczenia miało całą czarną garderobę. Uśmiechał się do niej, czuła, że był to pobłażliwy uśmiech. Nie miał pretensji o to, że na niego wpadła.
-Wpadłam na ciebie już drugi raz jednego dnia. Wychodzi na to, że coś musi być na rzeczy. –Zgodziła się odwzajemniając uśmiech.
-Tyle razy już naprawiają tą tęczę. –Zagadnął zerkając na kolorowy łuk. –Jestem ciekawy, kto tym razem to zrobił.
-Ja też, chociaż jak widziałam w telewizji nagrania to była to trójka osób. –Odpowiedziała po części kłamiąc.
-Nie wiem co ci ludzie mają do tej tęczy. –Wyznał Shane przeczesując włosy palcami.
- Brak jednego koloru chociażby… -zaczęła Aria, ale przerwała wpatrując się w dłoń chłopaka. Wierzch zdobił znajomy czarny znak oka. –Nocny Łowca…
Zdezorientowany zerknął odruchowo na swoją dłoń ze znakiem wzroku. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Skąd wiesz?
-Znam paru takich… -Przyznała, ale zamilkła kiedy wziął ją za rękę, również z runą.
-Sama też jesteś Łowcą. –Stwierdził przeciągając kciukiem po czarnych liniach.
-Czemu nie widziałam cię w Instytucie? –Zapytała jawnie zaintrygowana. Powoli puścił jej dłoń.
-Jakby to ci powiedzieć… jestem wolnym strzelcem –Odparł chowając ręce w kieszeniach spodni. –Nie należę do Instytutu, nie działam dla Clave.
-Miło, że dowiedziałam się, że tak można. –Rzuciła z ironią –jednak wydaje mi się, że twoja wersja nie jest do końca prawdziwa.
-Nie zawsze mówię prawdę. –Wzruszył ramionami –zresztą też nie mówisz do końca prawdy o sobie.
-Skomplikowana sprawa, dopóki sama jej nie ogarnę nie ma powodu do dumy. –Powiedziała Aria rzucając spojrzenie na wyświetlacz komórki. –A teraz cię opuszczę, jestem już spóźniona.
-Do kolejnego wpadnięcia na siebie. –Pożegnał się unosząc dłoń.
-Do zobaczenia. –Odpowiedziała obserwując jak Shane znika w tłumie, a sama ruszyła w przeciwną stronę.
Kiedy chłopak wtopił się w tłum wykorzystał prostą sztuczkę, której nauczył się od Fryderyka. Wykorzystując więź i jego moc teleportował się do mini pałacu Vivian. Sala skąpana w świetle popołudniowego słońca wyglądała zbyt przyjemnie. Wygląd przeczył przeznaczeniu. Nie tylko w tym przypadku. Obojętna blada twarz spoglądała na chłopaka.
-I co? –Zapytała, a jej głos odbijał się od filarów nadając mu mocy.
-Pani, plan się rozpoczął. –Oznajmił Shane –spotkałem właścicielkę Zimowej Włóczni, poznałem ją. Teraz zamierzam się do niej zbliżyć i przeciągnąć ją na naszą stronę.
-Doskonale. Czekam na kolejne efekty.