niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 1 Nieszczęśliwy początek

Zwykłe letnie popołudnie zmieniło jej życie nie do poznania. Aria właśnie odprowadzała na zajęcia taneczne Felicje, jej dobrą przyjaciółkę.
 Felicja w pierwszym momencie ich znajomości była przeciętną nastolatką, która w ogóle nie wyróżniała się z tłumu. Sto sześćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, wychudzona sylwetka z wystającymi kośćmi i proste jasno brązowe włosy. Obecnie Felicja była o cztery centymetry wyższa, z delikatnym kolczykiem w prawym obojczyku i z ufarbowanymi na pudrowy róż włosami. Jedyne co nie zmieniło się od początku ich znajomości to kolor oczu dziewczyny, wciąż pozostawały szare niczym betonowe bloki jej osiedla. Kiedy ustały przed drzwiami domu kultury w którym Felicja miała zajęcia pożegnały się i odeszły w dwie przeciwne strony. Aria zamierzała do parku ujazdowskiego, był niedaleko, a umówiła się z różowowłosą, że wróci z nią do domu. Nie wróci. Środek lata. Parno i gorąco, wszystko wokoło kwitnie, ewentualnie przekwita. Sztuczny strumyk snuł się przy ścieżce, którą szła piętnastolatka. Przystanęła na chwilę przy obwieszonym grawerowanymi dowodami miłości w postaci kłódek mostku. Ciekawe kiedy się zawali? przeszło jej złośliwie przez myśl.
 W niezbyt czystej wodzie odbijała się jej postać. Wysoka, blada, szczupła, ale nie chuda, sylwetka. Owalna twarz z lekko zarysowaną szczęką, średniej wielkości, dość zgrabny nos, wąskie różowe wargi. Oczy były dość zagadkowe. Niby był to typowy błękit, może bardziej intensywny, ale nie to było zastanawiające. Kiedy było ciemno świeciły się właśnie w tym kolorze, jak u kota. Było to jedną nie wyjaśnioną zagadką, lecz jej matka miała tak samo. Kiedy znajomi pytali ją czemu takie są mówiła, że taki efekt dają jej szkła kontaktowe. Włosy były wycieniowane, więc układały się łagodnymi, prawie nie widocznymi falami, a miały przeciętny kolor jasnego złotego brązu, chociaż niektórzy mówili że jest to ciemny karmelowy blond. Różnicy między tymi odcieniami nie było. Ubrana w jasną koszulkę z nadrukiem I'm not morning person i dżinsowe szorty nie wyróżniała się z tłumu nastolatek szwędających się po Warszawie.
Nie lubiła sama chodzić po mieście. Mogła trochę poczekać i wyjść z Mieczysławem, bratem bliźniakiem Felicji. Zawsze zdawało jej się, że coś ją obserwuje. Nie przyjemne wrażenie. Teraz zaczynała troszkę żałować, że zgodziła się odprowadzić przyjaciółkę. Niby wiedziała, że przecież nic złego nie może się jej stać. A nawet jakby się stało to przecież wokoło są ludzie, przecież wśród tych wszystkich biegaczy, hipsterów, gimbusów i dziadków znajdzie się jakiś porządny człowiek, który chociaż trochę jej pomoże. Z dość nieprzyjemnych rozmyślań wyrwał ją brzęk stóp lądujących na metalowej poręczy mostu. Przy okazji zabrzęczało też parę wiecznych kłódek. Przekręciła powoli głowę w tamtą stronę. Idealnie utrzymując balans między twardą powierzchnią, na której stała Aria, a kamienistym strumyczkiem na barierce stał wysoki chłopak. Dziewczyny nie zdziwiło to co on zrobił, sama jak była mała chodziła tak podtrzymywana przez matkę. Niewiarygodny był jego wygląd. Śnieżnobiała cera, smukła sylwetka, która wydawała się chuda przez czarne przylegające spodnie, podobne do tych, w których widywało się biegających ludzi, a do tego o wiele za duży czarny sweter z golfem, który zakrywał pół twarzy. Między lśniącymi w słońcu żółtymi oczyma widniały trzy czarne kropki pnące się do góry oraz kolczyk. Dobra, tatuaże, kolczyki, dużo piercingu, pewnie też miał coś zrobione z uszami, ale przecież tacy ludzie też chodzą po tym mieście. Włosy też miał oryginalne, prawa połowa biała, a lewa czarna. Ok, w Warszawie można spotkać takich ludzi kiedy nastaje czas konwentów, ale z tego co wiedziała w obecnym czasie ni było żadnej tego typu imprezy. Z kocią gracją, której szczerze mówiąc mu zazdrościła, zszedł na ziemię. Był dokładnie jej wzrostu, może troszkę wyższy. Dopiero teraz zauważyła, że niewiadomo jakim sposobem miał na plecach czarny japoński miecz, katanę. Smukłymi, wyglądającymi na delikatne i wypielęgnowane, lecz posiadającymi dwa tatuaże w formie oka i jakiegoś zawijasa, dłońmi ściągną z twarzy materiał. Czy już gdzieś nie widziała tych znaków? Równie blade jak twarz usta przyjęły formę uśmiechu.

-Przepraszam, że tak nagle i bez uprzedzenia, ale muszę cię zabrać do Instytutu. –Oświadczył zaskakująco przyjaznym głosem. –Twój ojciec chce z tobą porozmawiać, panno Nightray. 
-Chwila, chwila… -odezwała się zdezorientowana –przecież nie mam na nazwisko Nightray, tylko Szumańska, a swojego ojca nie znam i nie mam pojęcia gdzie jest.
Jeśli miała być szczerza poszłaby od razu za tym chłopakiem. Nie z uwagi na to, że był intrygujący, lecz z powodu jego wypowiedzi. Nie wiedziała kto jest jej ojcem, a gdy zaczynała ten temat ze swoją mamą ta zawsze opowiadała nieszczęśliwą historię miłosną o młodej dwudziestopięciolatce i przystojnym mężczyźnie w tym samym wieku, pochodzącym z Anglii, który stał ślepy na jej szczere uczucia i zbzikował na punkcie swojej kariery. Obecnie podobno był dyrektorem w jakiejś potężnej firmie na drugim końcu Polski. Z tego jeszcze co wiedziała swoje kretyńskie imię zawdzięcza właśnie tajemniczemu tatusiowi. Aria, no kto normalny by tak się nazywał? Miało być lirycznie i dziewczęco, tak wynikało z opowieści matki. Aria bardzo nie lubiła swojego imienia, już wolałaby nazywać się prosto i niewymyślnie. Dlaczego nie mogła być Ania, Honorata, Maria albo nawet Daniela? Nieważne, teraz trzeba pomyśleć jak tego gościa spławić, w końcu jeszcze mam trochę rozsądku by nie ufać nieznajomym pomyślała gorączkowo.
-Ale twój ojciec wie, że żyjesz, mieszkasz w Warszawie, twoja matka to Helena Szumańska z rodu Azela. Oraz wie, że czeka cię dość duże niebezpieczeństwo przez jeden drobny błąd, którzy popełnił Cichy Brat trochę po twoich narodzinach. –Kontynuował nakłanianie tajemniczy chłopak. 
-Co za Cichy Brat? Jaki niby ród Azela? Jakie niebezpieczeństwo mnie czeka? –Zasypała go serią pytań po czym dodała po namyśle –a w ogóle to kim ty jesteś? 
-Ehh, za dużo pytań zadajesz. –Stwierdził z teatralnym westchnieniem. –Jestem Shion, jestem Nocnym Łowcą, a służę w Czarnej Gwardii, czyli jednostce chroniącej Warszawę przed demonami. A tak w ogóle to Czarna Gwardia to pomysł twojego ojca, zbiera najlepszych Łowców i proponuje im wynagrodzenia za ochronę Warszawy. 
-Chwila, chwila… -powtórzyła po tym jak uścisnęła jego wyciągnęła ręką. 
-Jak widzę jesteś dość oporna, więc zaprzestanę delikatnych technik, bo i tak czego ci nie powiem to się nie zgodzisz ze mną iść. –Przerwał jej przymrużając oczy. –Pan Nightray bardzo nie lubi kiedy mu się coś nie udaje. Na marginesie to bardzo przeżywał stratę twojej matki. 
Aria chciała dalej wypytywać nieznajomego, lecz poczuła, że traci grunt pod nogami. Teraz oglądała świat z perspektywy bycia przerzuconą przez ramię Shiona. Niby wydawał się strasznie chudy, ale zaskoczyła ją jego siła. Wiedziała, że nie jest z tych szczupłych dziewczyn, które z łatwością można oderwać od ziemi i wyrzucić w powietrze. Zaczęła się wić i kopać na oślep, lecz chwyt ani trochę nie zelżał, a wręcz się wzmocnił. 
-Mimo, że mam runę zdrowotną i tak czuję jak mocno kopiesz. –Poskarżył się pretensjonalnym tonem a w jednym czasie wyjął coś przypominającego różdżki z Harry’ego Pottera. 
Smukły, czarny, połyskliwy materiał w formie pałeczki z przejrzystym kryształem na końcu. Kiedy się jednak bliżej przyjrzeć wyraźnie było widać, że różdżka jest zrobiona z metalu i miała wyryte takie same symbole jak na dłoniach chłopaka oraz parę innych w tym samym stylu. Z wielką gracją przykucnął, a zarazem na chwilę postawił obute w białe balerinki stopy Arii. 
-Nawet nie myśl o tym by uciec. –Rzucił przerażająco słodkim tonem, który zmroził krew brunetki. On naprawdę nie żartował. Dla bezpieczeństwa wolała wykonywać jego polecenia, dopóki ma komórkę zawsze może wezwać pomoc. Płynnym ruchem na betonowej powierzchni Shion namalował dziwny symbol, który świecił błękitnym światłem, a po chwili otoczenie wokoło nich zawirowało. Po chwili Aria znowu stała na swoich stopach. Trochę kręciło jej się w głowie, ale przynajmniej wiedziała, że nie jest w jakimś podejrzanym miejscu w gorszej dzielnicy.
-Pani Halinko, może pani zawiadomić Pana Nightray’a, że zadanie zostało pomyślnie wykonane. –Shion zwrócił się przyjaznym tonem do niskiej, farbowanej blondynki z początkami ciemnych odrostów siedzącej za biurkiem przy laptopie. Sprawiała wrażenie przyjaznej kobiety dobijającej do czterdziestki.
-Dobrze. –Odpowiedziała sięgając po mikrofon –Stefan Kruczyński wzywany do recepcji. –Shion roześmiał się. 

Aria zdziwiona tą reakcje postanowiła na chwilę zignorować swojego porywacza. Rzuciła okiem na wnętrze. Dość ciemne pomieszczenie oświetlane ciepłym światłem żarówek energooszczędnych. Ściany w kolorze ciemnej kawy z częstymi kremowymi wstawkami. Nad jasnym stanowiskiem pracy pani Halinki widniał ten sam symbol co na dłoni Shiona oraz napis: Warszawski Instytut. Podłoga z ciemnego gresu polerowanego odbijała światło. Za Arią była winda o srebrnych drzwiach, a po jej prawej i lewej stronie przeszklone ściany z otwartymi szklanymi przejściami.
Z lewej strony zjawił się szczupły mężczyzna średniego wzrostu. Na oko miał koło dwudziestki. Spiczasty podbródek świetnie pasował do lekko zadartego nosa. Oczy miał brązowe i dość zmęczone. Ciekawe kim on tu jest? Kolejny koleś z Czarnej Gwardii? Drwiąco pomyślała Aria co za cyrk. Jego włosy miały pomieszany kolor rudego i brązu, w zasadzie były bardzo ładne. Chociaż trochę za długie i strasznie roztrzepane. Ubrany w czarne luźne spodenki do kolan i czarną bluzkę na ramiączka ujawniał dziwne symbole na ciele. Tak jak Shion miał znak oka, tego zawijasa, do tego jeszcze jakąś pokreśloną kreskę, owal z ogonem i jakby krzyż z prostopadłymi liniami na końcach. 

-A więc królowo recepcji –zaczął zmęczonym i znudzonym głosem. –Po co mnie wzywasz? 
-Mógłbyś pójść do szefa i powiedzieć, że jego córeczka się zjawiła? –Poprosiła słodkim tonem, Aria najpewniej porównałaby go do zjedzenia na raz całej paczki landrynek, oczywiście po przebraniu i wywaleniu tych o smaku anyszkowym. 
- A może niech ona od razu idzie ze mną, nie opłaca mi się tak cały czas latać. –Zaproponował mężczyzna zerkając ukradkiem na Arię. 
-Rób jak chcesz, ja tylko przekazuję polecenia. –Rzuciła Halina wzruszając ramionami. 
-Powodzenia. –Powiedział Shion klepiąc po ramieniu Arię, po czym zniknął za drzwiami z prawej strony. 
Nastolatka posłusznie poszła za Stefanem, jak się domyśliła. Przeszli przez korytarz. Na obu jego końcach były okna, ale wciąż był bardzo ciemny. Kiedy mężczyzna zatrzymał się przed ostatnimi drzwiami kazał jej poczekać, a sam wszedł na chwilę do pomieszczenia. Korzystając z okazji brunetka zerknęła za okno. Zobaczyła znajomy widok. Plac Defilad 1. Była w Pałacu Kultury i Nauki. Oceniając wysokość zapewne było to jakieś trzydzieste piętro. W razie czego wiedziała przynajmniej, że w dalszym ciągu jest w rodzinnym mieście i może dostać się do swojego mieszkania na Mokotowie. Trochę to trwało zanim Stefan wrócił do niej, w tym czasie już dwa razy rozważyła ucieczkę. 
-Niestety, twój najukochańszy tatuś… 
-Którego nie widziałam całe życie. –Wtrąciła sprostowanie Aria. 
-…ma teraz ważne spotkanie na temat zaklęć ochronnych nad Warszawą i paroma większymi miastami z naszego regionu. –Wyjaśnił rzetelnym tonem. Wyciągnął do niej dłoń. –Tak w ogóle to jestem Stefan Kruczyński, cieć od czarnej roboty. 
-Aria Szumańska, totalnie normalna nastolatka, która została uprowadzona przez dziwnego chłopaka z Bronia. –Przedstawiła się ironicznie podając mu dłoń. 
-Zdziwisz się, nic nie ma w tobie z normalności jaką znasz. –Odezwał się tajemniczo. –Twój ojciec, a mój szef zaproponował bym wyjaśnił ci o co w tym wszystkich chodzi, pewnie jesteś ciekawa. 
-Nie specjalnie, przecież codziennie porywają mnie tajemniczy nieznajomi. –Rzuciła sarkastycznie. 
-Taka miła jak tatuś kiedy jest zły. –Skomentował przeczesując szopę na głowie. –I tak ci wszystko wyjaśnię, bo wyjaśnia jak najbardziej się tobie należą. Chodź za mną.
Znów skierował się do recepcji. Kiedy przez nią przechodzili pani Halinka uśmiechnęła się miło do dziewczyny. Podlizywanie się do córki szefa, czy to nie jest takie typowe? jak zwykle pomyślała radośnie brunetka. Stefan powiódł ją na prawą stronę piętra. Wyglądało na to, że ten Instytut zajmuje całe jedno piętro w PKiN. Wprowadził ją do przyjaznego jasnego przeszklonego wnętrza. Parę stolików, bar, mała kuchnia. Czyżby coś w stylu kafeterii? Aria spojrzała na ludzi siedzących w pomieszczeniu. Wszyscy ubrani podobnie, czernie lub inne ciemne kolory dominowały w ich ubiorze. Stefan zaprowadził ją do pierwszego lepszego stołu znajdującego się bardziej na uboczu. Grzecznie zapytał jej się czego by się napiła i czy nie ma ochoty na coś do jedzenia. W tej sytuacji ostatnią rzeczą jaką by robiła to jedzenie. Odpowiedziała, że kawa z mlekiem i półtorej łyżeczki cukru wystarczy. Gdy jej przewodnik odszedł na chwilę wbiła wzrok w kolana, które widziała przez szklany blat. Co ja tutaj robię?ta i jej podobne myśli kłębiły się jej w głowie. Uspokój się dziewczyno, jesteś całkowicie normalna. Nie dasz sobie zrobić prania mózgu! Teraz masz szansę o wszystko wypytać. Próbując się uspokoić spojrzała w okno. Nawet to, że była dopiero druga popołudniu a ruch na Marszałkowskiej był duży nie dziwiło jej. 
-Stefan! Tu jesteś! Dasz mi klucze do schowka? –Nagle usłyszała znajomy głos. Zawsze pobrzmiewała w nim nuta ironii, ale był jednym z bardziej przyjaźniejszych dźwięków. 
-A co znowu zrobiłeś? –Zapytał spokojnie Stefan stawiając dwie kawy na stoliku. Jedna jasna z mleczną pianą na wierzchu, druga za to w kolorze smoły.
Jego rozmówca dopiero spojrzał na Arię. Ich oczy się spotkały. Nie mogła go pomylić. Wysoki na metr osiemdziesiąt, ani chuderlak, ani mięśniak. Kwadratowa twarz, która wyrażała obecnie zdziwienie. Szaroniebieskie oczy skryte za szkłami okularów typu wayfarer i jasnobrązowa szopa na głowie. Mieczysław Mieciu Sława, brat bliźniak Felicji Feli Sława. Mimo, że byli bliźniakami byli od siebie tak różni, że można byłoby brać ich bardziej za rodzeństwo cioteczne. 

-A-Aria? –Powiedział zdziwiony –co ty tu robisz? 
-Jestem na wycieczce krajoznawczej. –Zażartowała obrzucając go gniewnym spojrzeniem, które mówiło: wyjaśnisz mi to później. 
-Później sobie porozmawiacie. –Przerwał im Stefan podając pęk srebrnych kluczy nastolatkowi, który skinął głową w podzięce i powoli wycofał się na korytarz. Stefan usiadł naprzeciwko niej i uśmiechnął się przyjaźnie. 
-Straszny z niego roztrzepaniec, co? –Zaczął pogawędkę. –Pewnie znasz też Felicję? 
-Tak, znam ich oboje. Jesteśmy przyjaciółmi. Szkoda tylko, że nie powiedzieli mi, że nalezą do Instytutu pajaców. –Odpowiedziała z nutka żalu. 
-Instytut pajaców? Dobra jesteś. –Zaśmiał się Stefan. –Pewnie masz masę pytań. 
-Mogę już zaczynać? –Zapytała dla pewności, a on przytaknął upijając łyk z filiżanki. 
-Albo poczekaj jeszcze chwilę, bo strasznie gorzka mi wyszła. –Rzucił wyciągając się na krześle, by zabrać cukierniczkę z stolika obok. –No to już. 
-Kim w jesteście? 
-Nefilim, zwani też Nocnymi Łowcami. 
-A kim są Nocni Łowcy? 
-Jesteśmy pół- aniołami, nasza krew jest połączona z krwią anioła Razjela. Zajmujemy się zabijaniem demonów. Całą naszą wspólnotą rządzi Clave, a Idris jest tak jakby naszą stolicą. 
-Jak stajecie się pół-aniołami?
-Zazwyczaj działa to przez bycie potomkiem Nocnego Łowcy. Opcją drugą jest wypicie krwi Razjela z Kielicha Anioła. 
- Ok… czym są te znaki, które macie na rękach? 
-To runy. Starożytne znaki zapewniające nam specjalne umiejętności. Coś w stylu zaklęć. Im bliżej serca się je rysuje tym są silniejsze. Rysujemy je przy użyciu Steli. –Wytłumaczył wyjmując z kieszeni podobną do różdżki Shiona pałeczkę z kamieniem na końcu. Nie różdżka, Stela. Wskazał na wierzch swojej lewej dłoni, symbol otwartego oka. –Jeden z podstawowych symboli Nocnych Łowców. Runa widzenia. A tu –wskazał teraz runę, którą miał pod lewym obojczykiem. –To runa Anielskiej mocy, ma ją każdy Łowca. 
-Gdzie jesteśmy? –Gdy już miał otworzyć usta by udzielić odpowiedzi jeszcze dodała –wiem, że w Instytucie, trudno przegapić ten napis w recepcji. 
-No tak, pewnie chodzi ci o to czym zajmuje się Instytut i takie sprawy. –Aria przytaknęła. –Instytut jest lokalną bazą Łowców. Jest ich parę w Polsce, zazwyczaj przerabiają na nie większe kościoły. My akurat wybraliśmy radziecki drapacz chmur, widać go prawie wszędzie. Mieszkają tu Nefilim, Podziemni i niektórzy Przyziemni, oczywiście tylko ci, którzy pomagają nam w walce. 
-Poproszę o definicję Podziemnych i Przyziemnych.
-Zabrzmiało szkolnym tonem. Podziemni to wampiry, wilkołaki, czarownicy, faerie, demony, ogólnie magiczne stworzenia. Przyziemni to zwykli ludzie. 

-A czym są faerie? Nigdy o nich nie słyszałam. 
-Pół-anioły, pół-demony. Są naprawdę piękne, ale zarazem niebezpieczne. Lepiej ich unikać, tej zasady trzymaj się bardzo mocno. 
- Czym walczycie z demonami? 
-Mamy różne bronie, głównie używa się serafickich ostrzy. Chociaż… -zaczął nachylając się nad stolikiem i ściszając głos do szeptu –nasi polscy inżynierowie wynaleźli broń, która daje magiczne umiejętności typu kriokineza, pirokineza, hydrokineza i tym podobne. 
-Czyli mamy coś czego nie ma nikt inny? 
-Ta, Cleo, Donatan. –Roześmiał się Stefan. Zaczynała mu ufać, wydawał się naprawdę w porządku. Niczego nie ukrywał, mówił prosto z mostu. 
-Mam jeszcze tylko jedno pytanie, może dwa. –Zaczęła Aria, lecz w tym momencie odezwał się piskliwy sygnał smsa, a Stefan wyjął komórkę i sprawdził wiadomość. –Kim ja jestem i co niby mam z tym wszystkim wspólnego? 
-Nie odpowiem ci już. Teraz czas, żeby zrobił to ktoś z twojej rodziny. –Oświadczył wstając. 
Nagle nastolatka poczuła ucisk w żołądku. Spotka się z człowiekiem, który jest jej ojcem, a nigdy w życiu go nie widziała. Szybkim krokiem znowu przeszli przez recepcję i korytarz by znaleźć się pod drzwiami opatrzonymi tabliczką Gabriel Nightray. Stefan uśmiechnął się do Arii. 
-Nie martw się, nie będzie źle. Tak naprawdę to jest bardzo w porządku gość. –Mówił pocieszającym tonem. –Pewnie po tej rozmowie będę musiał się tobą zająć, więc nie martw się, wszystko mi powiesz. 
Aria już troszkę mniej nerwowa weszła do kolejnego ciemnego pomieszczenia. Pokój, którego ściany były całkowicie zasłonięte przez regały z książkami. Tutaj przynajmniej podłoga była wyłożona jasnymi panelami. Zero dywanów. Pod oknami stało mahoniowe biurko a za nim siedział wysoki mężczyzna po trzydziestce. Wstał. Mógł mieć około metra osiemdziesięciu dwóch. Był szczupły, ubrany w dobrze skrojony szary garnitur i koszulę. Miał śniadą cerę, a na jego skórze również widniały czarne runy. Twarz obecnie o pewnym wyrazie twarzy i uśmiechu na wąskich wargach miała mocno zarysowaną szczękę. Oczy w kolorze świeżej zieleni wpatrywały się w nią. Włosy krótko ścięte miał w kolorze identycznym jak córka. 
-Witaj Ario. –Głęboki spokojny głos o profesjonalnym brzmieniu. 
-Witaj… tato. –Odwzajemniła przywitanie z ociągnięciem. Patrzyła na niego i próbowała znaleźć jak najwięcej cech wspólnych z nią. 
-Zapewne Kruczyński zapoznał cię trochę z tym miejscem i sytuacją. –Zagadnął siadając. Brunetka wykonała to samo. 
-Tak, ale nie ze wszystkim. Moje podstawowe pytanie, a będzie ich bardzo mało, to kim jestem i czemu po piętnastu latach przypomniałeś sobie o córeczce? –Chciała, żeby te pytania zabrzmiały jak najchłodniej, lecz czuła, że głos jej drży. 
-Jesteś Aria Szumańska Nightray. Córka Gabriela Nightray’a i Heleny Szumańskiej z rodu Azela. Z tego ciekawego połączenia krwi wyszło coś nieprawdopodobnego. Pewnie nie pytałaś kim są czarownicy? Pewnie Helena nigdy ci nie powiedziała czemu twoje oczy są takie wyjątkowe? Twoja matka, a moja dawna żona, jest czarownicą. Tak właściwie nie powinno cię tu być. –To zabolało. Jak można mówić w taki sposób do swojego dziecka, nawet jeśli praktycznie się go nie znało? –Czarownicy są bezpłodni. Lecz twoja matka przez jakiś czas była też Nocnym Łowcą, zrobiła to dlatego, że chciała się ze mną związać. Jednak jej geny wiedźmy były zbyt silne i nie udało się ich do końca pozbyć. Jednak wtedy zyskała możliwość posiadania dzieci. –Aria od razu zwróciła uwagę na różnicę tłumaczeń Stefana i Gabriela. Stefan wykładał wszystko prosto, nie wdawał się w szczegóły. Natomiast jej ojciec był bardzo szczegółowy. –Twoje narodziny były wręcz cudem, były bardzo małe szanse na to, że się pojawisz. Kiedy już przyszłaś na ten świat specjaliści uznali, że też jesteś czarownicą, tyle, że nie jesteś nieśmiertelna. Tak właściwie zacząłem odpowiadać już na drugie pytanie. –Wtrącił. –Kiedy rodzi się Nefilim wykonuje się ceremonię, która ma go chronić, Cisi Bracia, taki rodzaj zakonu, uznali, że w twoim przypadku jest to zbędne. Jednak ostatnio odkryłem, że popełnili błąd. Kiedy Nocny Łowca nie jest chroniony demony zbliżają się do niego, aby go zabić. Wiem gdzie mieszkacie, właśnie na Mokotowie wzrosła aktywność demonów. Na szczęście twoja matka też to zauważyła i rzuciła zaklęcie chroniące na wasze mieszkanie. Widząc ten problem postanowiłem cię wyśledzić i uświadomić. Jednak nie jesteś do końca czarownicą. Jesteś też Nefilim.
Aria siedziała jak wryta. Jakby się uparł to miało to sens, ale przecież magia, wróżki i demony nie istnieją. Chociaż… ten cały Shion, te symbole zwane runami i Stele do ich rysowania. Stefan mówił o tym z takim przekonaniem jakby była to prawda. No i jeszcze Mieczysław. Jednak nie chodził do żadnego lekarza. Tak właściwie nie miała pojęcia co robił. To co robiła Felicja, przecież o niej też wspominał tak zwany cieć od czarnej roboty. Jeszcze jej mama… niby dlaczego miała być czarownicą? Przecież była ładną kobietą, która marnowała swój potencjał pracując w amerykańskiej korporacji. Ale jej oczy… może to jakaś choroba. 
-To wszystko cię przytłoczyło? –Zapytał Gabriel zerkając na nią z troską. –Nie martw się, przydzielę ci dobrego nauczyciela, może nawet w twoim wieku… 
-Czy ja się na cokolwiek zgodziłam? –Zapytała retorycznie. –Nie. Nie mogę w to uwierzyć, nie chcę w tym uczestniczyć. 
-Rozumiem. –Odezwał się spokojnie. –Gdybyś zmieniła zdanie to wiesz gdzie mnie szukać. Możesz  przyjść z mamą. Tęsknię za nią i wiem, że głupio zrobiłem odcinając się od świata i ślęcząc nad tymi broniami. –Westchnął. Włączył interkom. –Halino, zawołaj Stefana, żeby przyszedł do mojego gabinetu z Zimową Włócznią. –Zdjął palec z guzika. –Mimo, że nie chcesz się zgodzić to zamierzam ci dać coś czym możesz się bronić. 
Po paru minutach napiętej ciszy pojawił się Stefan. W dłoniach, które miał w różowych rękawicach kuchennych przyniósł równą sobie długą dzidę. Była piękna. Główny trzon z błękitnego kryształu zdobionego delikatnymi wzorami szronu. Srebrna wstawka, która służyła do trzymania również była pokryta wzorami jak główna część, lecz tutaj były mocniejsze. Na górze był srebrzysty grot z wtopionym przeźroczystym kryształem rozsyłającym tęczowe refleksy po pokoju. 
-Ty to masz łeb. –Pochwalił Gabriel. –Rękawiczki kuchenne, tylko mógłbyś wybrać jakiś lepszy kolor. 
-Pożyczyłem od Magdy. –Wyjaśnił Stefan. Rzuciwszy okiem na Arię dodał. –Moja dziewczyna. 
-Weź ją do rąk Ario. W wypadku jakbyś nie mogła tego zrobić po porostu ją wypuść. –Zachęcił ojciec dziewczyny.
Sceptycznie nastawiona piętnastolatka złapała za metalową wzorzystą powierzchnię. Była lekko chłodna, przyjemne uczucie. Powoli podała ją sobie z ręki do ręki. Wygodna. Czuła moc tego narzędzia. Nie mogła być to zwykła broń. 

-Wiedziałem, że to wyjdzie. –Powiedział z dumą Gabriel. 
-Wyjdzie co? –Zapytała Aria. 
-Wiedziałem, że będziecie do siebie pasować. Ty i włócznia. –Rzekł uśmiechając się. –Czujesz pewnie, że nie jest zwykła. Daje zdolność kriokinezy, zamrażanie, zmiana temperatur. Weź ją. 
-No dobra, wziąć ją mogę, ale nie sądzicie, że trochę dziwnym będzie paradowanie po Warszawie z włócznią? –Zapytała z ironią brunetka. 
-Dlatego da się ją zmniejszyć. –Oświadczył Stefan. –Potrzymaj za grot i pomyśl, żeby się zmniejszyła. Aria wykonała posłusznie polecenie, a z włóczni została dość duża zawieszka w kształcie ostrza na błękitnym łańcuszku. Dziewczyna stała zszokowana. 
-Jak sądzę powinnaś już wracać do domu, Helena będzie się martwić. –Stwierdził mężczyzna w garniturze. –Do zobaczenia, córko. 
-Papa, tato i ty Stefanie. –Rzuciła na odchodne. 
Podświadomie zapamiętała drogę do wyjścia i przed wejściem do windy rzuciła pożegnanie w strony Pani Halinki. Owiana przez powietrze pełne spalin pomyślała teraz ciebie czeka przesłuchanie matko wiedźmo z rodu Gazela… nie… to było Azela.