Shane bez wahania podszedł bliżej ku podwyższeniu, na którym
siedziała Vivian.
-Spóźnił się. –Powiedział nagle Fryderyk wstając.
-Oh zaćmienie słońca ty moje trzeba mu wybaczyć. –Vivian mówiła z przerażającą słodyczą, tak zachowywała się jedynie w towarzystwie swojego syna. –Może kiedyś wykorzenimy z niego brak punktualności .
-Chyba, że nie będzie już nam potrzebny. –Rzucił czarnowłosy rzucając pewne siebie spojrzenie w stronę Shane’a
To przerażało go najbardziej. Nie miał pojęcia co będzie jutro. Co stanie się kiedy będzie niepotrzebny? Po prostu go zabiją czy zamienią w kolejnego bezmózgiego sługę, który nie opanuje swojej żądzy krwi? To martwiło go najbardziej, uczucie niepewności. Mógł tego nie robić, mógł się wtedy nie zgodzić. Teraz już nie ma odwrotu głupcze upomniał się w myślach zdradziłeś już wszystkich, którzy byli dla ciebie naprawdę ważni.
-Spójrz na jego minę. –Odezwała się z dziwną troską Vivian –wystraszyłeś go.
Kpiny na jego temat były tu na porządku dziennym. Podobno każdy nowy członek to przechodził zanim stał się zwykłym trybikiem w maszynie Mrocznych Łowców. Gdybym dalej siedział w Paryżu w Instytucie nie byłoby tych żarcików na temat mojej ekspresyjnej i nader szczerej mimiki.
-Przechodząc do tematu. –Odrzekła w końcu fioletowooka –Fryderyku, co widziałeś?
-Jak co jakiś czas bawiłem się z Mieczysławem i jego siostrą. –Każda osoba, która nie zna syna Vivian byłby zaskoczony dziecinnością jego wypowiedzi. Shane już do tego przywykł, a może to tylko za sprawą ich połączenia? –Miałem przewagę, myślałem, że w końcu uda mi się zabrać mu Ogniste Ostrze, ale stało się coś niezwykłego. Mojego demona zamroziło.
-Czyli to oznacza tylko jedno –przerwała mu matka. -Zimowa Włócznia została wprowadzona w użytek.
-Niech zgadnę, mamy znaleźć właściciela i siłą, ewentualnie podstępem, zabrać mu broń. –Odrzekł brunet przerywając.
-Tak. –Zgodziła się lodowatym głosem Vivian, nie można było jej przerywać. –Fryderyk opracuje plan i się tym zajmiecie.
-Spóźnił się. –Powiedział nagle Fryderyk wstając.
-Oh zaćmienie słońca ty moje trzeba mu wybaczyć. –Vivian mówiła z przerażającą słodyczą, tak zachowywała się jedynie w towarzystwie swojego syna. –Może kiedyś wykorzenimy z niego brak punktualności .
-Chyba, że nie będzie już nam potrzebny. –Rzucił czarnowłosy rzucając pewne siebie spojrzenie w stronę Shane’a
To przerażało go najbardziej. Nie miał pojęcia co będzie jutro. Co stanie się kiedy będzie niepotrzebny? Po prostu go zabiją czy zamienią w kolejnego bezmózgiego sługę, który nie opanuje swojej żądzy krwi? To martwiło go najbardziej, uczucie niepewności. Mógł tego nie robić, mógł się wtedy nie zgodzić. Teraz już nie ma odwrotu głupcze upomniał się w myślach zdradziłeś już wszystkich, którzy byli dla ciebie naprawdę ważni.
-Spójrz na jego minę. –Odezwała się z dziwną troską Vivian –wystraszyłeś go.
Kpiny na jego temat były tu na porządku dziennym. Podobno każdy nowy członek to przechodził zanim stał się zwykłym trybikiem w maszynie Mrocznych Łowców. Gdybym dalej siedział w Paryżu w Instytucie nie byłoby tych żarcików na temat mojej ekspresyjnej i nader szczerej mimiki.
-Przechodząc do tematu. –Odrzekła w końcu fioletowooka –Fryderyku, co widziałeś?
-Jak co jakiś czas bawiłem się z Mieczysławem i jego siostrą. –Każda osoba, która nie zna syna Vivian byłby zaskoczony dziecinnością jego wypowiedzi. Shane już do tego przywykł, a może to tylko za sprawą ich połączenia? –Miałem przewagę, myślałem, że w końcu uda mi się zabrać mu Ogniste Ostrze, ale stało się coś niezwykłego. Mojego demona zamroziło.
-Czyli to oznacza tylko jedno –przerwała mu matka. -Zimowa Włócznia została wprowadzona w użytek.
-Niech zgadnę, mamy znaleźć właściciela i siłą, ewentualnie podstępem, zabrać mu broń. –Odrzekł brunet przerywając.
-Tak. –Zgodziła się lodowatym głosem Vivian, nie można było jej przerywać. –Fryderyk opracuje plan i się tym zajmiecie.
***
Tak jak sądziła wszyscy tam byli. Felicja, Mieczysław, Pierre i amerykanka. Uspokajając się przekroczyła niepewnie próg. Sama nie była pewna czemu boi się tej drobnej blondynki, jak to gdzieś tam przeczytała słowa ranią bardziej niż czyny. Może było w tym jednak więcej prawdy niż sądziła. Zbierając całą pewność siebie przysiadła się do ich stolika i przywitała się.
-Hej wszystkim.
-Jak miło, że jesteś ze sobą szczera. –Rzuciła nagle Nicole. Czyli usłyszała pomyślała brunetka.
-Dobra ocena sytuacji jest podstawą wszelkich strategii –odpowiedziała jej spokojnie. Czemu takie teksty zawsze wpędzają mnie w rozmyślania nad własną beznadziejnością?
-No przynajmniej wydajesz się bardziej poważna niż ten tam. –Stwierdziła blondynka wskazując na Mieczysława.
-Słyszałem to, amerykańska… -okularnik już miał wybuchnąć lecz przerwała mu Felicja zakrywając mu usta dłonią zdobioną runą Łowców.
-Przepraszam za niego, to szaleniec, nie wie co mówi. –Wytłumaczyła patrząc karcąco na bliźniaka.
-Potwierdzam! –Potwierdził Pierre unosząc dłoń jak do głosowania.
-Mieciu jak się nudzisz to idź po szklankę mleka. –Zaproponowała Nicole posyłając mu mordercze spojrzenie.
-Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. –Oświadczył odsuwając się od stolika Mieczysław. Wstał i wyszedł.
-Przy tobie jest jakiś kulturalniejszy, zazwyczaj już poleciałyby z trzy przekleństwa. –Powiedziała różowowłosa.
-Wiesz, nie bez powodu. Jakby nie patrzeć to on jest tylko ode mnie wyższy. W pojedynku by zginąłby choćby nie wiem jakich run użył. –Oceniła amerykanka mieszając słomką swojego mlecznego shake’a.
-Przecenili go, dali za dobrą broń i masz babo placek… -usprawiedliwiała brata po czym wzruszyła ramionami.
-Czy to nie była troszkę aluzja do mnie? –Odezwała się lekko urażonym głosem Aria. Nicole zaśmiała się radośnie.
-Jako, że jestem pseudo nauczycielem oto tej pani powinienem się za nią wstawić, ale nie widzę sensu. –Wtrącił Pierre wskazując na niebieskooką.
-Dziękuję, że we mnie wierzycie! –Rzuciła ironicznie przewracając oczyma brunetka.
-Zobaczysz, jeszcze się wyrobisz. –Powiedziała Nicole celując w nią słomką.
-Powiedziała dziewczyna, która pewnie trenuje takie rzeczy od kołyski. –Aria wygłosiła kolejny ironiczny komentarz. Nagle blondyn podniósł się z krzesła.
-Dam ci taki wycisk, żebyś nie myślała, sceptyczny debilu. –Powiedział łapiąc Arię za ramiona i unosząc do góry. Cała scena zakończyła się upadkiem z krzesła.
-Wypraszam sobie. Trenuję dopiero od siódmego roku życia! –Wytłumaczyła Nicole. –Pierre ma rację, idź ćwiczyć, bo zaraz pójdą w ruch sztylety, a ja mam słabą cierpliwość. –Rzuciła w formie pożegnania kiedy zbierała się do wyjścia.
Aria jeszcze chwilę kłóciła się z blondynem o to co zrobił, a amerykanka wyszła z pomieszczenia. W końcu kiedy nauczyciel pomógł wstać uczennicy doszli do porozumienia. Felicja została sama. Dopiła swoją zieloną herbatę z nutą grejpfruta po czym powiedziała sama do siebie:
-A jeszcze parę tygodni temu to było takie spokojne miejsce…
Głębokie westchnienie połączone z podniesieniem się przypieczętowało jej wyjście.

Treningi Arii można było podzielić na dwie części. Teoria i praktyka.
Oczywiście w tej pierwszej dziewczyna czuła się pewniej. Pochłanianie wiedzy
szło jej zawsze z łatwością. Wszystko układało się w logiczną całość w jej
umyśle. Gorzej było z praktyką. Co prawda już jakoś ogarniała włócznię, ale
wciąż nie były to poziom jakiego by oczekiwała. Pierre próbował wprowadzić do
jej wyposażenia inne bronie. W miarę radziła sobie ze sztyletami, gorzej z
mieczami. Jeszcze gorzej było z biczami, łukami, pistoletami. Nie miała cela,
zawsze chybiła. Plusem tych wszystkich męczarni było to, że lepiej wychodziły
jej akrobacje. Podczas skoków czuła się lekko jak bryza pchana w górę przez
prądy morskie. Często zdarzało się jej przypominać jak pierwszy raz zrobiła ten
efektywny unik. Gdy prosto na nią pędził demon zwany cieniem uskoczyła w bok.
Zatrzymała się chwilę na rękach poczym znowu wylądowała na nogach. Po wykonaniu
tego miała radochę na cały dzień, ale potem przez przypadek zobaczyła jak
ćwiczy Nicole.
Walka z paroma przeciwnikami na raz. Wszędzie latała broń. Cienie szczelnie otaczały blondynkę, ale ta zbytnio się tym nie przejmowała. Sprawne cięcia jej serafickim niezwykłym mieczem i było po sprawie. Znowu miała całkowitą swobodę ruchów. Kolejnym ciosom towarzyszyły spektakularne ruchy. Były pełne gracji i lekkości. Mimo, że było to mroczne widowisko dla Arii było piękne i bolesne zarazem. Widać, że robiła to od dziecka. Jednak mojego hopla na punkcie ambicji nie wyleczysz pomyślała smutno Aria odchodząc. Nader wielkie pragnienie bycia najlepszą pchało ją cały czas do przodu, lecz jej sceptyczne usposobienie ją spowalniało.
To co zaproponował dzisiaj Pierre zawaliło ją po porostu z nóg.
-Dzisiaj nie będziesz walczyć z demonami. –Zaczął spokojnie –w pełni rozumiem, że to może się przejeść po dwóch tygodniach. Dzisiaj powalczysz ze mną.
-Poczekaj, poczekaj… -zaczęła Aria jąkając się. –Mam z tobą walczyć?
-Tak. –Potwierdził znikając na chwilę w zbrojowni. –Mam walczyć tym co ty czy mam dowolność wyboru?
-Ale po co?
-Aria, widać, że jeszcze mało wiesz o tym świecie. –Rzucił rozbawiony, ale po chwili spoważniał widząc chłodne spojrzenie brunetki. –Od pewnego czasu są też inni wrogowie. Teraz już nie spotkasz tylko demonów. W Warszawie już są Mroczni Łowcy.
-Skoro wy jesteście aniołami to pewnie oni są demonami, prawda? –Zgadywała Aria. –Jeśli chodzi o broń to bierz co chcesz.
-Dziękuję. –Odparł blondyn uśmiechając się. –Wyciągaj włócznie.
Aria posłusznie przywołała broń z ciemnoniebieskiego kryształu. Pierre zaraz pojawił się z japońskim mieczem. Cienkie ostrze było zdobione złotymi ornamentami, a rękojeść była obłożona jaskrawoczerwonym materiałem.
-A więc… -Zaczął poczym na chwilę zamilkł. Ustawili się naprzeciwko siebie i patrzyli w swoje oczy. –Już.
Blondyn natychmiastowo zadał pierwsze uderzenie. Zaskoczona jego zaciętością Aria ledwo odparła cios. Spróbowała odwdzięczyć się mocnym pociągnięciem włócznią na wysokości jego ramienia, lecz Pierre bez trudu odparł atak i wycelował w tą samą część ciała, w którą przed chwilą celowała jego podopieczna.
-Zgadłaś, oni są demonami. –Nagle odezwał się między wymianą ciosów Pierre. – Wszystko zaczęło się przez Sebastiana Morgensterna. On pociąga za sznurki w Ameryce, u nas rozpracowujemy dopiero kto jest przywódcą. Mroczni Łowcy niestety mają więcej siły niż my i są bardziej sprawni, ale nie mają jeszcze żadnych broni z wspomagaczami. My dalej mamy serafickie ostrza.
-Czyli w zasadzie nie mamy żadnej przewagi. –Stwierdziła Aria. Zablokowała proste pchnięcie trzonem włóczni. Jej serce, które zazwyczaj było spokojne zaczęło przyśpieszać.
-Tak, albo i gorzej. Oni są sprawniejsi, a nie mają żadnych run. –Przytaknął Pierre. Wykonał kolejne natarcie, którego Aria nie zdołała odeprzeć. Błyszczący metal zatopił się lekko w skórze uda. –Jeśli mam być szczery są jedyną rzeczą jaka mnie przeraża.
-Niczego innego się nie boisz? –Zapytała Aria, wyczuwała, że jej oddech i głos drży. Kiedy jej przeciwnik zaczynał kolejny atak, tym razem na wysokości jej tułowia, skoczyła na kucki i podcięła go grotem włóczni.
-Cholera. –Pierwszy raz odkąd go spotkała przeklął. –Bez przesady. Boję się o jednego człowieka, ale mam wrażenie, że go już nie ma.
-Tajemniczo to zabrzmiało. –Stwierdziła Aria zamykając jego nadgarstek w lodowej okowie. –Jeśli mogę wiedzieć, to kim jest ta osoba?
-Tak właściwie co mi szkodzi ci powiedzieć. –Stwierdził uśmiechając się. –Mój brat, kiedy przyjechaliśmy tu rok temu może był w Instytucie z dwa, trzy dni, a potem wyszedł na polowanie i nie wrócił. W pierwszej chwili wszyscy myśleli, że jakiś demon go załatwił i tyle. Ja wiedziałem, że to nie prawda, on miał talent. Szukaliśmy go równy miesiąc, ale go nie znaleźliśmy…

Nagle do sali weszła Nicole. Jej twarz zdobił wielki wyraz dezaprobaty.
-Pierre! Jak będziesz się tak cackał z nią to ona w życiu się niczego nie nauczy! –Wykrzyknęła ekspresyjnie wyrzucając ręce w górę.
-A skąd wiesz, że się cackam? –Zapytał podchwytliwie. –Aria, weź to rozpuść, bo głupio mi się rozmawia z nią z poziomu podłogi.
-Nie musisz. –Rzuciła Nicole. –Lepiej rozmawia mi się kiedy nie muszę patrzeć do góry. Francuzie drogi –zwróciła się do blondyna. –Wiesz, że w całym Instytucie są kamery?
-Zapomniało mi się. –Przyznał. –Pewnie byłaś ciekawa jak sobie radzi córeczka szefuńcia.
-Trochę, ale też ciekawiło mnie jakim jesteś nauczycielem. –Wytłumaczyła. –I muszę stwierdzić, że się do tego nie nadajesz.
-Nareszcie krytyka nie na mnie! –Stwierdziła triumfalnie Aria.
-Nawet nie chce mi się ciebie skrytykować jeśli mam być szczera. –Powiedziała blondynka posyłając znudzone spojrzenie Arii. –Mam nadzieję, że weźmiesz sobie trochę do serca to co powiedziałam.
Wyszła z lekkim trzaśnięciem drzwiami. W tym momencie również lód się skruszył. Chłopak usiadł z wyprostowanymi nogami lekko rozcierając swój nadgarstek. Brunetka podała mu dłoń by pomóc mu wstać. Przyjął ją z wdzięcznością. Kiedy przestał zajmować się ręką spojrzał na swoje stopy. Na wysokości kostek przebiegała cienka czerwona kreska.
-Ładnie mnie urządziłaś. –Stwierdził kiwając głową z uznaniem.
-Przepraszam. –Odparła Aria, nie wiedziała czemu niby się cieszył z ran.
-Za co? –Roześmiał się serdecznie. –Pięknie to zrobiłaś, nie spodziewałem się, że to zrobisz. Zazwyczaj jesteś dość statyczna w walce.
-Takie tam zaskoczenie. Pomyślałam, że może się mi uda wytrącić cię z równowagi, poszło lepiej niż myślałam. –Wyznała.
-Zresztą nie jestem dłużny –odrzekł patrząc na ranę Arii. –Boli? A zresztą nie ważne i tak to trzeba opatrzyć i tak.
Oboje poszli to gabinetu lekarskiego, w którym nigdy nikogo nie było. Czyżby i tutaj dosięgało fatum wiecznego barku pielęgniarki? Jak u siebie w domu Pierre wyjął z pierwszej lepszej szafki wodę utlenioną. Stawiając nogę w bucie na białym blacie polał czerwoną linię. Po chwili nie było ani śladu po ranie. Aria zamarła z niemym wow na ustach.
-Czaderskie, prawda? –Zapytał retorycznie. –Nocni Łowcy mają szybką regenerację.
Aria spojrzała na swoje obrażenia. Chyba trwały w martwym punkcie. Chociaż rana już zakrzepła.
-Dezynfekujemy? –Aria patrzyła nerwowo na czerwono-żółte strupy. Pierre przytaknął. Płyn szczypał po zetknięciu z krwią, ale rana dalej była taka sama.
-Geny wiedźmy. –Stwierdził cmokając blondyn –ale nie powinno być źle, jutro nie powinno nic być widać. Dam ci już na dzisiaj spokój.
Aria podświadomie się uśmiechnęła, koniec na dziś. Chociaż co teraz będą robić? Pierre pewnie zaraz znajdzie sobie jakieś zajęcie, ale ona? Przecież w zasadzie nie zna za dobrze tego budynku, ani nie wie co mogłaby robić. Czyżby czekała mnie nuda w domu? Na szczęście blondyn zaproponował, że posiedzą spokojnie przy herbacie, może spotkają Nicole.
Nicole siedziała sama przy stoliku i czytała jakąś książkę.
-O to chyba nie podejdziemy do niej. –Stwierdził Pierre, a napotykając pytający wzrok Arii dodał –nienawidzi jak się jej przeszkadza w nauce.
-Nie można się całe życie uczyć. –Stwierdziła Aria ruszając z miejsca, ale ktoś ją wyprzedził. Mieciu?
Wściekłym i dynamicznym krokiem podszedł do stolika amerykanki i z miną jakby był zniesmaczony i wściekły na raz postawił przed nią żółto-biały karton. Mleko?
-Do usług panience. –Rzucił z przekąsem i ukłonik się dwornie.
Aria zaczęła trząść się ze śmiechu, ale dała radę podejść do przyjaciela. Nicole przez moment miała minę jakby nie widziała o co chodzi, a twarz Pierre’a zdobił głupkowaty uśmiech.
- I co się szczerzysz, żabojadzie? –Zapytał ironicznie Mieczysław. –A ty się Aria nie śmiej, debilu ty.
-Ale to jest zabawne. –Z trudem powiedziała Aria wycierając łzy z kącików oczu. Różowe włosy zamajaczyły na korytarzu.
-O braciszek powrócił. –Powiedziała Felicja zamiast się witać. Rozczochrała mu włosy. –Gdzieś żeś był powsinogo? Mamusia dzwoniła. Clave już wie.
-No nie. Wkręcasz mnie. Nie mów, że to prawda. –Powoli mówił odruchowo poprawiając okulary na nosie.
-Pewnie zaraz pojawi się Stefan żeby zabrać cię na rozmowę z szefem. –Krakała Feli uśmiechając się złośliwie.
-Chwila. –Przerwała Nicole unosząc wzrok nad opasłego tomu. –O co chodzi?
-Obecny tutaj Mieczysław Sława podpalił tęczę na Placu Zbawiciela. –Wytłumaczyła Aria. Nicole popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
-Serio? –Okularnik kiwnął głową na tak. Uśmiechnęła się pewnie i pochwalnym tonem odparła –gratulacje!
Po tych słowach w drzwiach pojawił się Stefan, tym razem wyglądał jakby tryskał energią.
-Mieczysław, mogę cię prosić na chwilę? –Zaczął, ale po chwili dodał –po co ja się ciebie pytam. Chodź, szef chce z tobą pogadać.
-Teraz to jeszcze gorzej się go boję jak wyszło, że to ojciec Arii. –Powiedział pod nosem Mieciu. W nagłym olśnieniu spojrzał na Arię. –Chodź ze mną! Będziesz mnie bronić!
-Zwariowałeś? Nigdzie nie idę. –Spierała się brunetka. –Jakby zobaczył co mi Pierre zrobił to byś uniknął kary.
-Co ci ta pierdoła zrobiła? –Zapytał zdziwiony, a za niecenzuralne słowo dostał po głowie od Nicole.
Aria wskazała na swoją nogę, ale zauważyła pytające spojrzenie. Zerknęła na nią. Nie było żadnego śladu.
-Jaki odjazd! Zagoiło się. –Uradowana jak dziecko na nową zabawkę dziewczyna przyglądała się swojemu udu.
-Dobra, dzieciaki, bez odwalania. –Skwitował Stefan i machnął dłonią na okularnika. –Idziemy Mieciu!
Reszta została na swoich miejscach i rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Na początku snuli spekulacje na temat kary jaka czeka ich przyjaciela, lecz zaraz zaczęli dość przyziemne tematy. Co robiliście, głupawe historie, wyjazd rodziców Feli i Miecia do Idrisu. Przyjazne rozmowy, ale zarazem nic wnoszącego. Pozory mylą pomyślała Aria patrząc na Nicole najpierw do bólu szczera i chłodna, teraz staje się otwarta i zabawna.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Kto jest mistrzem w wymyślaniu durnych zdrobnień? Tak ja... a więc zaćmienia słońca wy moje oto nowy rozdział! W końcu są ferie, więc jest i czas na pisanie, ahhh cudowny czas
Walka z paroma przeciwnikami na raz. Wszędzie latała broń. Cienie szczelnie otaczały blondynkę, ale ta zbytnio się tym nie przejmowała. Sprawne cięcia jej serafickim niezwykłym mieczem i było po sprawie. Znowu miała całkowitą swobodę ruchów. Kolejnym ciosom towarzyszyły spektakularne ruchy. Były pełne gracji i lekkości. Mimo, że było to mroczne widowisko dla Arii było piękne i bolesne zarazem. Widać, że robiła to od dziecka. Jednak mojego hopla na punkcie ambicji nie wyleczysz pomyślała smutno Aria odchodząc. Nader wielkie pragnienie bycia najlepszą pchało ją cały czas do przodu, lecz jej sceptyczne usposobienie ją spowalniało.
To co zaproponował dzisiaj Pierre zawaliło ją po porostu z nóg.
-Dzisiaj nie będziesz walczyć z demonami. –Zaczął spokojnie –w pełni rozumiem, że to może się przejeść po dwóch tygodniach. Dzisiaj powalczysz ze mną.
-Poczekaj, poczekaj… -zaczęła Aria jąkając się. –Mam z tobą walczyć?
-Tak. –Potwierdził znikając na chwilę w zbrojowni. –Mam walczyć tym co ty czy mam dowolność wyboru?
-Ale po co?
-Aria, widać, że jeszcze mało wiesz o tym świecie. –Rzucił rozbawiony, ale po chwili spoważniał widząc chłodne spojrzenie brunetki. –Od pewnego czasu są też inni wrogowie. Teraz już nie spotkasz tylko demonów. W Warszawie już są Mroczni Łowcy.
-Skoro wy jesteście aniołami to pewnie oni są demonami, prawda? –Zgadywała Aria. –Jeśli chodzi o broń to bierz co chcesz.
-Dziękuję. –Odparł blondyn uśmiechając się. –Wyciągaj włócznie.
Aria posłusznie przywołała broń z ciemnoniebieskiego kryształu. Pierre zaraz pojawił się z japońskim mieczem. Cienkie ostrze było zdobione złotymi ornamentami, a rękojeść była obłożona jaskrawoczerwonym materiałem.
-A więc… -Zaczął poczym na chwilę zamilkł. Ustawili się naprzeciwko siebie i patrzyli w swoje oczy. –Już.
Blondyn natychmiastowo zadał pierwsze uderzenie. Zaskoczona jego zaciętością Aria ledwo odparła cios. Spróbowała odwdzięczyć się mocnym pociągnięciem włócznią na wysokości jego ramienia, lecz Pierre bez trudu odparł atak i wycelował w tą samą część ciała, w którą przed chwilą celowała jego podopieczna.
-Zgadłaś, oni są demonami. –Nagle odezwał się między wymianą ciosów Pierre. – Wszystko zaczęło się przez Sebastiana Morgensterna. On pociąga za sznurki w Ameryce, u nas rozpracowujemy dopiero kto jest przywódcą. Mroczni Łowcy niestety mają więcej siły niż my i są bardziej sprawni, ale nie mają jeszcze żadnych broni z wspomagaczami. My dalej mamy serafickie ostrza.
-Czyli w zasadzie nie mamy żadnej przewagi. –Stwierdziła Aria. Zablokowała proste pchnięcie trzonem włóczni. Jej serce, które zazwyczaj było spokojne zaczęło przyśpieszać.
-Tak, albo i gorzej. Oni są sprawniejsi, a nie mają żadnych run. –Przytaknął Pierre. Wykonał kolejne natarcie, którego Aria nie zdołała odeprzeć. Błyszczący metal zatopił się lekko w skórze uda. –Jeśli mam być szczery są jedyną rzeczą jaka mnie przeraża.
-Niczego innego się nie boisz? –Zapytała Aria, wyczuwała, że jej oddech i głos drży. Kiedy jej przeciwnik zaczynał kolejny atak, tym razem na wysokości jej tułowia, skoczyła na kucki i podcięła go grotem włóczni.
-Cholera. –Pierwszy raz odkąd go spotkała przeklął. –Bez przesady. Boję się o jednego człowieka, ale mam wrażenie, że go już nie ma.
-Tajemniczo to zabrzmiało. –Stwierdziła Aria zamykając jego nadgarstek w lodowej okowie. –Jeśli mogę wiedzieć, to kim jest ta osoba?
-Tak właściwie co mi szkodzi ci powiedzieć. –Stwierdził uśmiechając się. –Mój brat, kiedy przyjechaliśmy tu rok temu może był w Instytucie z dwa, trzy dni, a potem wyszedł na polowanie i nie wrócił. W pierwszej chwili wszyscy myśleli, że jakiś demon go załatwił i tyle. Ja wiedziałem, że to nie prawda, on miał talent. Szukaliśmy go równy miesiąc, ale go nie znaleźliśmy…

Nagle do sali weszła Nicole. Jej twarz zdobił wielki wyraz dezaprobaty.
-Pierre! Jak będziesz się tak cackał z nią to ona w życiu się niczego nie nauczy! –Wykrzyknęła ekspresyjnie wyrzucając ręce w górę.
-A skąd wiesz, że się cackam? –Zapytał podchwytliwie. –Aria, weź to rozpuść, bo głupio mi się rozmawia z nią z poziomu podłogi.
-Nie musisz. –Rzuciła Nicole. –Lepiej rozmawia mi się kiedy nie muszę patrzeć do góry. Francuzie drogi –zwróciła się do blondyna. –Wiesz, że w całym Instytucie są kamery?
-Zapomniało mi się. –Przyznał. –Pewnie byłaś ciekawa jak sobie radzi córeczka szefuńcia.
-Trochę, ale też ciekawiło mnie jakim jesteś nauczycielem. –Wytłumaczyła. –I muszę stwierdzić, że się do tego nie nadajesz.
-Nareszcie krytyka nie na mnie! –Stwierdziła triumfalnie Aria.
-Nawet nie chce mi się ciebie skrytykować jeśli mam być szczera. –Powiedziała blondynka posyłając znudzone spojrzenie Arii. –Mam nadzieję, że weźmiesz sobie trochę do serca to co powiedziałam.
Wyszła z lekkim trzaśnięciem drzwiami. W tym momencie również lód się skruszył. Chłopak usiadł z wyprostowanymi nogami lekko rozcierając swój nadgarstek. Brunetka podała mu dłoń by pomóc mu wstać. Przyjął ją z wdzięcznością. Kiedy przestał zajmować się ręką spojrzał na swoje stopy. Na wysokości kostek przebiegała cienka czerwona kreska.
-Ładnie mnie urządziłaś. –Stwierdził kiwając głową z uznaniem.
-Przepraszam. –Odparła Aria, nie wiedziała czemu niby się cieszył z ran.
-Za co? –Roześmiał się serdecznie. –Pięknie to zrobiłaś, nie spodziewałem się, że to zrobisz. Zazwyczaj jesteś dość statyczna w walce.
-Takie tam zaskoczenie. Pomyślałam, że może się mi uda wytrącić cię z równowagi, poszło lepiej niż myślałam. –Wyznała.
-Zresztą nie jestem dłużny –odrzekł patrząc na ranę Arii. –Boli? A zresztą nie ważne i tak to trzeba opatrzyć i tak.
Oboje poszli to gabinetu lekarskiego, w którym nigdy nikogo nie było. Czyżby i tutaj dosięgało fatum wiecznego barku pielęgniarki? Jak u siebie w domu Pierre wyjął z pierwszej lepszej szafki wodę utlenioną. Stawiając nogę w bucie na białym blacie polał czerwoną linię. Po chwili nie było ani śladu po ranie. Aria zamarła z niemym wow na ustach.
-Czaderskie, prawda? –Zapytał retorycznie. –Nocni Łowcy mają szybką regenerację.
Aria spojrzała na swoje obrażenia. Chyba trwały w martwym punkcie. Chociaż rana już zakrzepła.
-Dezynfekujemy? –Aria patrzyła nerwowo na czerwono-żółte strupy. Pierre przytaknął. Płyn szczypał po zetknięciu z krwią, ale rana dalej była taka sama.
-Geny wiedźmy. –Stwierdził cmokając blondyn –ale nie powinno być źle, jutro nie powinno nic być widać. Dam ci już na dzisiaj spokój.
Aria podświadomie się uśmiechnęła, koniec na dziś. Chociaż co teraz będą robić? Pierre pewnie zaraz znajdzie sobie jakieś zajęcie, ale ona? Przecież w zasadzie nie zna za dobrze tego budynku, ani nie wie co mogłaby robić. Czyżby czekała mnie nuda w domu? Na szczęście blondyn zaproponował, że posiedzą spokojnie przy herbacie, może spotkają Nicole.
Nicole siedziała sama przy stoliku i czytała jakąś książkę.
-O to chyba nie podejdziemy do niej. –Stwierdził Pierre, a napotykając pytający wzrok Arii dodał –nienawidzi jak się jej przeszkadza w nauce.
-Nie można się całe życie uczyć. –Stwierdziła Aria ruszając z miejsca, ale ktoś ją wyprzedził. Mieciu?
Wściekłym i dynamicznym krokiem podszedł do stolika amerykanki i z miną jakby był zniesmaczony i wściekły na raz postawił przed nią żółto-biały karton. Mleko?
-Do usług panience. –Rzucił z przekąsem i ukłonik się dwornie.
Aria zaczęła trząść się ze śmiechu, ale dała radę podejść do przyjaciela. Nicole przez moment miała minę jakby nie widziała o co chodzi, a twarz Pierre’a zdobił głupkowaty uśmiech.
- I co się szczerzysz, żabojadzie? –Zapytał ironicznie Mieczysław. –A ty się Aria nie śmiej, debilu ty.
-Ale to jest zabawne. –Z trudem powiedziała Aria wycierając łzy z kącików oczu. Różowe włosy zamajaczyły na korytarzu.
-O braciszek powrócił. –Powiedziała Felicja zamiast się witać. Rozczochrała mu włosy. –Gdzieś żeś był powsinogo? Mamusia dzwoniła. Clave już wie.
-No nie. Wkręcasz mnie. Nie mów, że to prawda. –Powoli mówił odruchowo poprawiając okulary na nosie.
-Pewnie zaraz pojawi się Stefan żeby zabrać cię na rozmowę z szefem. –Krakała Feli uśmiechając się złośliwie.
-Chwila. –Przerwała Nicole unosząc wzrok nad opasłego tomu. –O co chodzi?
-Obecny tutaj Mieczysław Sława podpalił tęczę na Placu Zbawiciela. –Wytłumaczyła Aria. Nicole popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
-Serio? –Okularnik kiwnął głową na tak. Uśmiechnęła się pewnie i pochwalnym tonem odparła –gratulacje!
Po tych słowach w drzwiach pojawił się Stefan, tym razem wyglądał jakby tryskał energią.
-Mieczysław, mogę cię prosić na chwilę? –Zaczął, ale po chwili dodał –po co ja się ciebie pytam. Chodź, szef chce z tobą pogadać.
-Teraz to jeszcze gorzej się go boję jak wyszło, że to ojciec Arii. –Powiedział pod nosem Mieciu. W nagłym olśnieniu spojrzał na Arię. –Chodź ze mną! Będziesz mnie bronić!
-Zwariowałeś? Nigdzie nie idę. –Spierała się brunetka. –Jakby zobaczył co mi Pierre zrobił to byś uniknął kary.
-Co ci ta pierdoła zrobiła? –Zapytał zdziwiony, a za niecenzuralne słowo dostał po głowie od Nicole.
Aria wskazała na swoją nogę, ale zauważyła pytające spojrzenie. Zerknęła na nią. Nie było żadnego śladu.
-Jaki odjazd! Zagoiło się. –Uradowana jak dziecko na nową zabawkę dziewczyna przyglądała się swojemu udu.
-Dobra, dzieciaki, bez odwalania. –Skwitował Stefan i machnął dłonią na okularnika. –Idziemy Mieciu!
Reszta została na swoich miejscach i rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Na początku snuli spekulacje na temat kary jaka czeka ich przyjaciela, lecz zaraz zaczęli dość przyziemne tematy. Co robiliście, głupawe historie, wyjazd rodziców Feli i Miecia do Idrisu. Przyjazne rozmowy, ale zarazem nic wnoszącego. Pozory mylą pomyślała Aria patrząc na Nicole najpierw do bólu szczera i chłodna, teraz staje się otwarta i zabawna.

-------------------------------------------------------------------------------------------
Kto jest mistrzem w wymyślaniu durnych zdrobnień? Tak ja... a więc zaćmienia słońca wy moje oto nowy rozdział! W końcu są ferie, więc jest i czas na pisanie, ahhh cudowny czas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz