Zwykłe
letnie popołudnie zmieniło jej życie nie do poznania. Aria właśnie odprowadzała
na zajęcia taneczne Felicje, jej dobrą przyjaciółkę.
Felicja w pierwszym momencie ich
znajomości była przeciętną nastolatką, która w ogóle nie wyróżniała się z
tłumu. Sto sześćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, wychudzona sylwetka z
wystającymi kośćmi i proste jasno brązowe włosy. Obecnie Felicja była o cztery
centymetry wyższa, z delikatnym kolczykiem w prawym obojczyku i z ufarbowanymi
na pudrowy róż włosami. Jedyne co nie zmieniło się od początku ich znajomości
to kolor oczu dziewczyny, wciąż pozostawały szare niczym betonowe bloki jej
osiedla. Kiedy ustały przed drzwiami domu kultury
w którym Felicja miała zajęcia pożegnały się i odeszły w dwie przeciwne strony.
Aria zamierzała do parku ujazdowskiego, był niedaleko, a umówiła się z
różowowłosą, że wróci z nią do domu. Nie wróci. Środek lata. Parno i gorąco, wszystko
wokoło kwitnie, ewentualnie przekwita. Sztuczny strumyk snuł się przy ścieżce,
którą szła piętnastolatka. Przystanęła na chwilę przy obwieszonym grawerowanymi
dowodami miłości w postaci kłódek mostku. Ciekawe kiedy się zawali? przeszło
jej złośliwie przez myśl.
W niezbyt czystej wodzie odbijała się
jej postać. Wysoka, blada, szczupła, ale nie chuda, sylwetka. Owalna twarz z
lekko zarysowaną szczęką, średniej wielkości, dość zgrabny nos, wąskie różowe
wargi. Oczy były dość zagadkowe. Niby był to typowy błękit, może bardziej
intensywny, ale nie to było zastanawiające. Kiedy było ciemno świeciły się
właśnie w tym kolorze, jak u kota. Było to jedną nie wyjaśnioną zagadką, lecz
jej matka miała tak samo. Kiedy znajomi pytali ją czemu takie są mówiła, że
taki efekt dają jej szkła kontaktowe. Włosy były wycieniowane, więc układały
się łagodnymi, prawie nie widocznymi falami, a miały przeciętny kolor jasnego
złotego brązu, chociaż niektórzy mówili że jest to ciemny karmelowy blond.
Różnicy między tymi odcieniami nie było. Ubrana w jasną koszulkę z nadrukiem
I'm not morning person i dżinsowe szorty nie wyróżniała się z tłumu nastolatek
szwędających się po Warszawie.
Nie lubiła sama chodzić po mieście. Mogła trochę poczekać i wyjść z
Mieczysławem, bratem bliźniakiem Felicji. Zawsze zdawało jej się, że coś ją
obserwuje. Nie przyjemne wrażenie. Teraz zaczynała troszkę żałować, że zgodziła
się odprowadzić przyjaciółkę. Niby wiedziała, że przecież nic złego nie może
się jej stać. A nawet jakby się stało to przecież wokoło są ludzie, przecież
wśród tych wszystkich biegaczy, hipsterów, gimbusów i dziadków znajdzie się
jakiś porządny człowiek, który chociaż trochę jej pomoże.
Z dość nieprzyjemnych rozmyślań wyrwał ją brzęk stóp lądujących na metalowej
poręczy mostu. Przy okazji zabrzęczało też parę wiecznych kłódek. Przekręciła powoli głowę w tamtą stronę. Idealnie
utrzymując balans między twardą powierzchnią, na której stała Aria, a
kamienistym strumyczkiem na barierce stał wysoki chłopak. Dziewczyny nie
zdziwiło to co on zrobił, sama jak była mała chodziła tak podtrzymywana przez
matkę. Niewiarygodny był jego wygląd. Śnieżnobiała cera, smukła sylwetka, która
wydawała się chuda przez czarne przylegające spodnie, podobne do tych, w
których widywało się biegających ludzi, a do tego o wiele za duży czarny sweter
z golfem, który zakrywał pół twarzy. Między lśniącymi w słońcu żółtymi oczyma
widniały trzy czarne kropki pnące się do góry oraz kolczyk. Dobra, tatuaże,
kolczyki, dużo piercingu, pewnie też miał coś zrobione z uszami, ale przecież
tacy ludzie też chodzą po tym mieście. Włosy też miał oryginalne, prawa połowa
biała, a lewa czarna. Ok, w Warszawie można spotkać takich ludzi kiedy nastaje
czas konwentów, ale z tego co wiedziała w obecnym czasie ni było żadnej tego
typu imprezy.
Z kocią gracją, której szczerze mówiąc mu zazdrościła, zszedł na ziemię. Był
dokładnie jej wzrostu, może troszkę wyższy. Dopiero teraz zauważyła, że
niewiadomo jakim sposobem miał na plecach czarny japoński miecz, katanę.
Smukłymi, wyglądającymi na delikatne i wypielęgnowane, lecz posiadającymi dwa
tatuaże w formie oka i jakiegoś zawijasa, dłońmi ściągną z twarzy materiał. Czy
już gdzieś nie widziała tych znaków? Równie blade jak twarz usta przyjęły formę
uśmiechu.
-Przepraszam, że tak nagle i bez uprzedzenia, ale muszę cię zabrać do
Instytutu. –Oświadczył zaskakująco przyjaznym głosem. –Twój ojciec chce z tobą
porozmawiać, panno Nightray.
-Chwila, chwila… -odezwała się zdezorientowana –przecież nie mam na nazwisko
Nightray, tylko Szumańska, a swojego ojca nie znam i nie mam pojęcia gdzie
jest.
Jeśli miała być szczerza poszłaby od razu za tym chłopakiem. Nie z uwagi na to,
że był intrygujący, lecz z powodu jego wypowiedzi. Nie wiedziała kto jest jej
ojcem, a gdy zaczynała ten temat ze swoją mamą ta zawsze opowiadała
nieszczęśliwą historię miłosną o młodej dwudziestopięciolatce i przystojnym
mężczyźnie w tym samym wieku, pochodzącym z Anglii, który stał ślepy na jej
szczere uczucia i zbzikował na punkcie swojej kariery. Obecnie podobno był dyrektorem
w jakiejś potężnej firmie na drugim końcu Polski. Z tego jeszcze co wiedziała
swoje kretyńskie imię zawdzięcza właśnie tajemniczemu tatusiowi. Aria, no kto
normalny by tak się nazywał? Miało być lirycznie i dziewczęco, tak wynikało z
opowieści matki. Aria bardzo nie lubiła swojego imienia, już wolałaby nazywać
się prosto i niewymyślnie. Dlaczego nie mogła być Ania, Honorata, Maria albo
nawet Daniela? Nieważne, teraz trzeba
pomyśleć jak tego gościa spławić, w końcu jeszcze mam trochę rozsądku by nie ufać
nieznajomym pomyślała gorączkowo.
-Ale twój ojciec wie, że żyjesz, mieszkasz w Warszawie, twoja matka to Helena
Szumańska z rodu Azela. Oraz wie, że czeka cię dość duże niebezpieczeństwo
przez jeden drobny błąd, którzy popełnił Cichy Brat trochę po twoich
narodzinach. –Kontynuował nakłanianie tajemniczy chłopak.
-Co za Cichy Brat? Jaki niby ród Azela? Jakie niebezpieczeństwo mnie czeka?
–Zasypała go serią pytań po czym dodała po namyśle –a w ogóle to kim ty jesteś?
-Ehh, za dużo pytań zadajesz. –Stwierdził z teatralnym westchnieniem. –Jestem
Shion, jestem Nocnym Łowcą, a służę w Czarnej Gwardii, czyli jednostce
chroniącej Warszawę przed demonami. A tak w ogóle to Czarna Gwardia to pomysł
twojego ojca, zbiera najlepszych Łowców i proponuje im wynagrodzenia za ochronę
Warszawy.
-Chwila, chwila… -powtórzyła po tym jak uścisnęła jego wyciągnęła ręką.
-Jak widzę jesteś dość oporna, więc zaprzestanę delikatnych technik, bo i tak
czego ci nie powiem to się nie zgodzisz ze mną iść. –Przerwał jej przymrużając
oczy. –Pan Nightray bardzo nie lubi kiedy mu się coś nie udaje. Na marginesie
to bardzo przeżywał stratę twojej matki.
Aria chciała dalej wypytywać nieznajomego, lecz poczuła, że traci grunt pod
nogami. Teraz oglądała świat z perspektywy bycia przerzuconą przez ramię
Shiona. Niby wydawał się strasznie chudy, ale zaskoczyła ją jego siła.
Wiedziała, że nie jest z tych szczupłych dziewczyn, które z łatwością można
oderwać od ziemi i wyrzucić w powietrze. Zaczęła się wić i kopać na oślep, lecz
chwyt ani trochę nie zelżał, a wręcz się wzmocnił.
-Mimo, że mam runę zdrowotną i tak czuję jak mocno kopiesz. –Poskarżył się
pretensjonalnym tonem a w jednym czasie wyjął coś przypominającego różdżki z
Harry’ego Pottera.
Smukły, czarny, połyskliwy materiał w formie pałeczki z przejrzystym kryształem
na końcu. Kiedy się jednak bliżej przyjrzeć wyraźnie było widać, że różdżka
jest zrobiona z metalu i miała wyryte takie same symbole jak na dłoniach
chłopaka oraz parę innych w tym samym stylu. Z wielką gracją przykucnął, a
zarazem na chwilę postawił obute w białe balerinki stopy Arii.
-Nawet nie myśl o tym by uciec. –Rzucił przerażająco słodkim tonem, który
zmroził krew brunetki. On naprawdę nie żartował. Dla bezpieczeństwa wolała
wykonywać jego polecenia, dopóki ma komórkę zawsze może wezwać pomoc.
Płynnym ruchem na betonowej powierzchni Shion namalował dziwny symbol, który
świecił błękitnym światłem, a po chwili otoczenie wokoło nich zawirowało. Po
chwili Aria znowu stała na swoich stopach. Trochę kręciło jej się w głowie, ale
przynajmniej wiedziała, że nie jest w jakimś podejrzanym miejscu w gorszej
dzielnicy.
-Pani Halinko, może pani zawiadomić Pana Nightray’a, że zadanie zostało
pomyślnie wykonane. –Shion zwrócił się przyjaznym tonem do niskiej, farbowanej
blondynki z początkami ciemnych odrostów siedzącej za biurkiem przy laptopie.
Sprawiała wrażenie przyjaznej kobiety dobijającej do czterdziestki.
-Dobrze. –Odpowiedziała sięgając po mikrofon –Stefan Kruczyński wzywany do
recepcji. –Shion roześmiał się.
Aria zdziwiona tą reakcje postanowiła na chwilę zignorować swojego porywacza.
Rzuciła okiem na wnętrze. Dość ciemne pomieszczenie oświetlane ciepłym światłem
żarówek energooszczędnych. Ściany w kolorze ciemnej kawy z częstymi kremowymi
wstawkami. Nad jasnym stanowiskiem pracy pani Halinki widniał ten sam symbol co
na dłoni Shiona oraz napis: Warszawski
Instytut. Podłoga z ciemnego gresu polerowanego odbijała światło. Za Arią
była winda o srebrnych drzwiach, a po jej prawej i lewej stronie przeszklone
ściany z otwartymi szklanymi przejściami.
Z lewej strony zjawił się szczupły mężczyzna średniego wzrostu. Na oko miał
koło dwudziestki. Spiczasty podbródek świetnie pasował do lekko zadartego nosa.
Oczy miał brązowe i dość zmęczone. Ciekawe
kim on tu jest? Kolejny koleś z Czarnej Gwardii? Drwiąco pomyślała Aria co za cyrk. Jego włosy miały pomieszany
kolor rudego i brązu, w zasadzie były bardzo ładne. Chociaż trochę za długie i
strasznie roztrzepane. Ubrany w czarne luźne spodenki do kolan i czarną bluzkę
na ramiączka ujawniał dziwne symbole na ciele. Tak jak Shion miał znak oka,
tego zawijasa, do tego jeszcze jakąś pokreśloną kreskę, owal z ogonem i jakby
krzyż z prostopadłymi liniami na końcach.
-A więc królowo recepcji –zaczął zmęczonym i znudzonym głosem. –Po co mnie
wzywasz?
-Mógłbyś pójść do szefa i powiedzieć, że jego córeczka się zjawiła? –Poprosiła
słodkim tonem, Aria najpewniej porównałaby go do zjedzenia na raz całej paczki
landrynek, oczywiście po przebraniu i wywaleniu tych o smaku anyszkowym.
- A może niech ona od razu idzie ze mną, nie opłaca mi się tak cały czas latać.
–Zaproponował mężczyzna zerkając ukradkiem na Arię.
-Rób jak chcesz, ja tylko przekazuję polecenia. –Rzuciła Halina wzruszając
ramionami.
-Powodzenia. –Powiedział Shion klepiąc po ramieniu Arię, po czym zniknął za
drzwiami z prawej strony.
Nastolatka posłusznie poszła za Stefanem, jak się domyśliła. Przeszli przez
korytarz. Na obu jego końcach były okna, ale wciąż był bardzo ciemny. Kiedy
mężczyzna zatrzymał się przed ostatnimi drzwiami kazał jej poczekać, a sam
wszedł na chwilę do pomieszczenia. Korzystając z okazji brunetka zerknęła za
okno. Zobaczyła znajomy widok. Plac Defilad 1. Była w Pałacu Kultury i Nauki.
Oceniając wysokość zapewne było to jakieś trzydzieste piętro. W razie czego
wiedziała przynajmniej, że w dalszym ciągu jest w rodzinnym mieście i może
dostać się do swojego mieszkania na Mokotowie. Trochę to trwało zanim Stefan
wrócił do niej, w tym czasie już dwa razy rozważyła ucieczkę.
-Niestety, twój najukochańszy tatuś…
-Którego nie widziałam całe życie. –Wtrąciła sprostowanie Aria.
-…ma teraz ważne spotkanie na temat zaklęć ochronnych nad Warszawą i paroma
większymi miastami z naszego regionu. –Wyjaśnił rzetelnym tonem. Wyciągnął do
niej dłoń. –Tak w ogóle to jestem Stefan Kruczyński, cieć od czarnej roboty.
-Aria Szumańska, totalnie normalna nastolatka, która została uprowadzona przez
dziwnego chłopaka z Bronia. –Przedstawiła się ironicznie podając mu dłoń.
-Zdziwisz się, nic nie ma w tobie z normalności jaką znasz. –Odezwał się
tajemniczo. –Twój ojciec, a mój szef zaproponował bym wyjaśnił ci o co w tym
wszystkich chodzi, pewnie jesteś ciekawa.
-Nie specjalnie, przecież codziennie porywają mnie tajemniczy nieznajomi.
–Rzuciła sarkastycznie.
-Taka miła jak tatuś kiedy jest zły. –Skomentował przeczesując szopę na głowie.
–I tak ci wszystko wyjaśnię, bo wyjaśnia jak najbardziej się tobie należą.
Chodź za mną.
Znów skierował się do recepcji. Kiedy przez nią przechodzili pani Halinka
uśmiechnęła się miło do dziewczyny. Podlizywanie
się do córki szefa, czy to nie jest takie typowe? jak zwykle pomyślała
radośnie brunetka. Stefan powiódł ją na prawą stronę piętra. Wyglądało na to,
że ten Instytut zajmuje całe jedno piętro w PKiN.
Wprowadził ją do przyjaznego jasnego przeszklonego wnętrza. Parę stolików, bar,
mała kuchnia. Czyżby coś w stylu kafeterii? Aria spojrzała na ludzi siedzących
w pomieszczeniu. Wszyscy ubrani podobnie, czernie lub inne ciemne kolory
dominowały w ich ubiorze. Stefan zaprowadził ją do pierwszego lepszego stołu
znajdującego się bardziej na uboczu. Grzecznie zapytał jej się czego by się
napiła i czy nie ma ochoty na coś do jedzenia. W tej sytuacji ostatnią rzeczą
jaką by robiła to jedzenie. Odpowiedziała, że kawa z mlekiem i półtorej
łyżeczki cukru wystarczy. Gdy jej przewodnik odszedł na chwilę wbiła wzrok w
kolana, które widziała przez szklany blat. Co
ja tutaj robię?ta i jej podobne myśli kłębiły się jej w głowie. Uspokój się dziewczyno, jesteś całkowicie
normalna. Nie dasz sobie zrobić prania mózgu! Teraz masz szansę o wszystko wypytać.
Próbując się uspokoić spojrzała w okno. Nawet to, że była dopiero druga
popołudniu a ruch na Marszałkowskiej był duży nie dziwiło jej.
-Stefan! Tu jesteś! Dasz mi klucze do schowka? –Nagle usłyszała znajomy głos.
Zawsze pobrzmiewała w nim nuta ironii, ale był jednym z bardziej
przyjaźniejszych dźwięków.
-A co znowu zrobiłeś? –Zapytał spokojnie Stefan stawiając dwie kawy na stoliku.
Jedna jasna z mleczną pianą na wierzchu, druga za to w kolorze smoły.
Jego rozmówca dopiero spojrzał na Arię. Ich oczy się spotkały. Nie mogła go
pomylić. Wysoki na metr osiemdziesiąt, ani chuderlak, ani mięśniak. Kwadratowa
twarz, która wyrażała obecnie zdziwienie. Szaroniebieskie oczy skryte za
szkłami okularów typu wayfarer i jasnobrązowa szopa na głowie. Mieczysław Mieciu
Sława, brat bliźniak Felicji Feli Sława. Mimo, że byli bliźniakami byli od
siebie tak różni, że można byłoby brać ich bardziej za rodzeństwo cioteczne.
-A-Aria? –Powiedział zdziwiony –co ty tu robisz?
-Jestem na wycieczce krajoznawczej. –Zażartowała obrzucając go gniewnym
spojrzeniem, które mówiło: wyjaśnisz mi to później.
-Później sobie porozmawiacie. –Przerwał im Stefan podając pęk srebrnych kluczy
nastolatkowi, który skinął głową w podzięce i powoli wycofał się na korytarz.
Stefan usiadł naprzeciwko niej i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Straszny z niego roztrzepaniec, co? –Zaczął pogawędkę. –Pewnie znasz też
Felicję?
-Tak, znam ich oboje. Jesteśmy przyjaciółmi. Szkoda tylko, że nie powiedzieli
mi, że nalezą do Instytutu pajaców. –Odpowiedziała z nutka żalu.
-Instytut pajaców? Dobra jesteś. –Zaśmiał się Stefan. –Pewnie masz masę pytań.
-Mogę już zaczynać? –Zapytała dla pewności, a on przytaknął upijając łyk z
filiżanki.
-Albo poczekaj jeszcze chwilę, bo strasznie gorzka mi wyszła. –Rzucił
wyciągając się na krześle, by zabrać cukierniczkę z stolika obok. –No to już.
-Kim w jesteście?
-Nefilim, zwani też Nocnymi Łowcami.
-A kim są Nocni Łowcy?
-Jesteśmy pół- aniołami, nasza krew jest połączona z krwią anioła Razjela.
Zajmujemy się zabijaniem demonów. Całą naszą wspólnotą rządzi Clave, a Idris
jest tak jakby naszą stolicą.
-Jak stajecie się pół-aniołami?
-Zazwyczaj działa to przez bycie potomkiem Nocnego Łowcy. Opcją drugą jest
wypicie krwi Razjela z Kielicha Anioła.
- Ok… czym są te znaki, które macie na rękach?
-To runy. Starożytne znaki zapewniające nam specjalne umiejętności. Coś w stylu
zaklęć. Im bliżej serca się je rysuje tym są silniejsze. Rysujemy je przy
użyciu Steli. –Wytłumaczył wyjmując z kieszeni podobną do różdżki Shiona
pałeczkę z kamieniem na końcu. Nie różdżka, Stela. Wskazał na wierzch swojej
lewej dłoni, symbol otwartego oka. –Jeden z podstawowych symboli Nocnych
Łowców. Runa widzenia. A tu –wskazał teraz runę, którą miał pod lewym
obojczykiem. –To runa Anielskiej mocy, ma ją każdy Łowca.
-Gdzie jesteśmy? –Gdy już miał otworzyć usta by udzielić odpowiedzi jeszcze
dodała –wiem, że w Instytucie, trudno przegapić ten napis w recepcji.
-No tak, pewnie chodzi ci o to czym zajmuje się Instytut i takie sprawy. –Aria
przytaknęła. –Instytut jest lokalną bazą Łowców. Jest ich parę w Polsce,
zazwyczaj przerabiają na nie większe kościoły. My akurat wybraliśmy radziecki drapacz chmur, widać go prawie wszędzie. Mieszkają tu Nefilim,
Podziemni i niektórzy Przyziemni, oczywiście tylko ci, którzy pomagają nam w
walce.
-Poproszę o definicję Podziemnych i Przyziemnych.
-Zabrzmiało szkolnym tonem. Podziemni to wampiry, wilkołaki, czarownicy,
faerie, demony, ogólnie magiczne stworzenia. Przyziemni to zwykli ludzie.
-A czym są faerie? Nigdy o nich nie słyszałam.
-Pół-anioły, pół-demony. Są naprawdę piękne, ale zarazem niebezpieczne. Lepiej
ich unikać, tej zasady trzymaj się bardzo mocno.
- Czym walczycie z demonami?
-Mamy różne bronie, głównie używa się serafickich ostrzy. Chociaż… -zaczął
nachylając się nad stolikiem i ściszając głos do szeptu –nasi polscy
inżynierowie wynaleźli broń, która daje magiczne umiejętności typu kriokineza,
pirokineza, hydrokineza i tym podobne.
-Czyli mamy coś czego nie ma nikt inny?
-Ta, Cleo, Donatan. –Roześmiał się Stefan. Zaczynała mu ufać, wydawał się
naprawdę w porządku. Niczego nie ukrywał, mówił prosto z mostu.
-Mam jeszcze tylko jedno pytanie, może dwa. –Zaczęła Aria, lecz w tym momencie
odezwał się piskliwy sygnał smsa, a Stefan wyjął komórkę i sprawdził wiadomość.
–Kim ja jestem i co niby mam z tym wszystkim wspólnego?
-Nie odpowiem ci już. Teraz czas, żeby zrobił to ktoś z twojej rodziny.
–Oświadczył wstając.
Nagle nastolatka poczuła ucisk w żołądku. Spotka się z człowiekiem, który jest
jej ojcem, a nigdy w życiu go nie widziała. Szybkim krokiem znowu przeszli
przez recepcję i korytarz by znaleźć się pod drzwiami opatrzonymi tabliczką
Gabriel Nightray. Stefan uśmiechnął się do Arii.
-Nie martw się, nie będzie źle. Tak naprawdę to jest bardzo w porządku gość.
–Mówił pocieszającym tonem. –Pewnie po tej rozmowie będę musiał się tobą zająć,
więc nie martw się, wszystko mi powiesz.
Aria już troszkę mniej nerwowa weszła do kolejnego ciemnego pomieszczenia.
Pokój, którego ściany były całkowicie zasłonięte przez regały z książkami. Tutaj
przynajmniej podłoga była wyłożona jasnymi panelami. Zero dywanów. Pod oknami
stało mahoniowe biurko a za nim siedział wysoki mężczyzna po trzydziestce.
Wstał. Mógł mieć około metra osiemdziesięciu dwóch. Był szczupły, ubrany w
dobrze skrojony szary garnitur i koszulę. Miał śniadą cerę, a na jego skórze
również widniały czarne runy. Twarz obecnie o pewnym wyrazie twarzy i uśmiechu
na wąskich wargach miała mocno zarysowaną szczękę. Oczy w kolorze świeżej
zieleni wpatrywały się w nią. Włosy krótko ścięte miał w kolorze identycznym
jak córka.
-Witaj Ario. –Głęboki spokojny głos o profesjonalnym brzmieniu.
-Witaj… tato. –Odwzajemniła przywitanie z ociągnięciem. Patrzyła na niego i
próbowała znaleźć jak najwięcej cech wspólnych z nią.
-Zapewne Kruczyński zapoznał cię trochę z tym miejscem i sytuacją. –Zagadnął
siadając. Brunetka wykonała to samo.
-Tak, ale nie ze wszystkim. Moje podstawowe pytanie, a będzie ich bardzo mało,
to kim jestem i czemu po piętnastu latach przypomniałeś sobie o córeczce?
–Chciała, żeby te pytania zabrzmiały jak najchłodniej, lecz czuła, że głos jej
drży.
-Jesteś Aria Szumańska Nightray. Córka Gabriela Nightray’a i Heleny Szumańskiej
z rodu Azela. Z tego ciekawego połączenia krwi wyszło coś nieprawdopodobnego.
Pewnie nie pytałaś kim są czarownicy? Pewnie Helena nigdy ci nie powiedziała
czemu twoje oczy są takie wyjątkowe? Twoja matka, a moja dawna żona, jest
czarownicą. Tak właściwie nie powinno cię tu być. –To zabolało. Jak można mówić
w taki sposób do swojego dziecka, nawet jeśli praktycznie się go nie znało?
–Czarownicy są bezpłodni. Lecz twoja matka przez jakiś czas była też Nocnym
Łowcą, zrobiła to dlatego, że chciała się ze mną związać. Jednak jej geny
wiedźmy były zbyt silne i nie udało się ich do końca pozbyć. Jednak wtedy zyskała
możliwość posiadania dzieci. –Aria od razu zwróciła uwagę na różnicę tłumaczeń
Stefana i Gabriela. Stefan wykładał wszystko prosto, nie wdawał się w
szczegóły. Natomiast jej ojciec był bardzo szczegółowy. –Twoje narodziny były
wręcz cudem, były bardzo małe szanse na to, że się pojawisz. Kiedy już
przyszłaś na ten świat specjaliści uznali, że też jesteś czarownicą, tyle, że
nie jesteś nieśmiertelna. Tak właściwie zacząłem odpowiadać już na drugie
pytanie. –Wtrącił. –Kiedy rodzi się Nefilim wykonuje się ceremonię, która ma go
chronić, Cisi Bracia, taki rodzaj zakonu, uznali, że w twoim przypadku jest to
zbędne. Jednak ostatnio odkryłem, że popełnili błąd. Kiedy Nocny Łowca nie jest
chroniony demony zbliżają się do niego, aby go zabić. Wiem gdzie mieszkacie, właśnie
na Mokotowie wzrosła aktywność demonów. Na szczęście twoja matka też to
zauważyła i rzuciła zaklęcie chroniące na wasze mieszkanie. Widząc ten problem
postanowiłem cię wyśledzić i uświadomić. Jednak nie jesteś do końca czarownicą.
Jesteś też Nefilim.
Aria siedziała jak wryta. Jakby się uparł to miało to sens, ale przecież magia,
wróżki i demony nie istnieją. Chociaż… ten cały Shion, te symbole zwane runami
i Stele do ich rysowania. Stefan mówił o tym z takim przekonaniem jakby była to
prawda. No i jeszcze Mieczysław. Jednak nie chodził do żadnego lekarza. Tak
właściwie nie miała pojęcia co robił. To co robiła Felicja, przecież o niej też
wspominał tak zwany cieć od czarnej roboty. Jeszcze jej mama… niby dlaczego
miała być czarownicą? Przecież była ładną kobietą, która marnowała swój
potencjał pracując w amerykańskiej korporacji. Ale jej oczy… może to jakaś
choroba.
-To wszystko cię przytłoczyło? –Zapytał Gabriel zerkając na nią z troską. –Nie
martw się, przydzielę ci dobrego nauczyciela, może nawet w twoim wieku…
-Czy ja się na cokolwiek zgodziłam? –Zapytała retorycznie. –Nie. Nie mogę w to
uwierzyć, nie chcę w tym uczestniczyć.
-Rozumiem. –Odezwał się spokojnie. –Gdybyś zmieniła zdanie to wiesz gdzie mnie
szukać. Możesz przyjść z mamą. Tęsknię
za nią i wiem, że głupio zrobiłem odcinając się od świata i ślęcząc nad tymi
broniami. –Westchnął. Włączył interkom. –Halino, zawołaj Stefana, żeby
przyszedł do mojego gabinetu z Zimową Włócznią. –Zdjął palec z guzika. –Mimo,
że nie chcesz się zgodzić to zamierzam ci dać coś czym możesz się bronić.
Po paru minutach napiętej ciszy pojawił się Stefan. W dłoniach, które miał w
różowych rękawicach kuchennych przyniósł równą sobie długą dzidę. Była piękna.
Główny trzon z błękitnego kryształu zdobionego delikatnymi wzorami szronu.
Srebrna wstawka, która służyła do trzymania również była pokryta wzorami jak
główna część, lecz tutaj były mocniejsze. Na górze był srebrzysty grot z
wtopionym przeźroczystym kryształem rozsyłającym tęczowe refleksy po pokoju.
-Ty to masz łeb. –Pochwalił Gabriel. –Rękawiczki kuchenne, tylko mógłbyś wybrać
jakiś lepszy kolor.
-Pożyczyłem od Magdy. –Wyjaśnił Stefan. Rzuciwszy okiem na Arię dodał. –Moja
dziewczyna.
-Weź ją do rąk Ario. W wypadku jakbyś nie mogła tego zrobić po porostu ją
wypuść. –Zachęcił ojciec dziewczyny.
Sceptycznie nastawiona piętnastolatka złapała za metalową wzorzystą
powierzchnię. Była lekko chłodna, przyjemne uczucie. Powoli podała ją sobie z
ręki do ręki. Wygodna. Czuła moc tego narzędzia. Nie mogła być to zwykła broń.
-Wiedziałem, że to wyjdzie. –Powiedział z dumą Gabriel.
-Wyjdzie co? –Zapytała Aria.
-Wiedziałem, że będziecie do siebie pasować. Ty i włócznia. –Rzekł uśmiechając
się. –Czujesz pewnie, że nie jest zwykła. Daje zdolność kriokinezy, zamrażanie,
zmiana temperatur. Weź ją.
-No dobra, wziąć ją mogę, ale nie sądzicie, że trochę dziwnym będzie
paradowanie po Warszawie z włócznią? –Zapytała z ironią brunetka.
-Dlatego da się ją zmniejszyć. –Oświadczył Stefan. –Potrzymaj za grot i pomyśl,
żeby się zmniejszyła.
Aria wykonała posłusznie polecenie, a z włóczni została dość duża zawieszka w
kształcie ostrza na błękitnym łańcuszku. Dziewczyna stała zszokowana.
-Jak sądzę powinnaś już wracać do domu, Helena będzie się martwić. –Stwierdził
mężczyzna w garniturze. –Do zobaczenia, córko.
-Papa, tato i ty Stefanie. –Rzuciła na odchodne.
Podświadomie zapamiętała drogę do wyjścia i przed wejściem do windy rzuciła
pożegnanie w strony Pani Halinki.
Owiana przez powietrze pełne spalin pomyślała teraz ciebie czeka przesłuchanie matko wiedźmo z rodu Gazela… nie… to
było Azela.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz