środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 2 Zraniona dusza

-Wróciłam! –Krzyknęła Aria od progu.
Cicho zamknęła za sobą drzwi i ściągnęła buty. To był jej dom. Pamiętała go od zawsze. Małe mieszkanie z dwoma pokojami, salonem z aneksem kuchennym, łazience i mikroskopijnym holu. Korytarz był słabo oświetlony, lecz jego ściany były jasne, pełne zdjęć i obrazków z Ikei. Podłoga była wykonana z matowych brązowych płytek. Nastolatka szybkim krokiem przeszła do salono-kuchni. Te wnętrze też było jasne, miało przyjemny pistacjowy kolor. Kuchenne blaty były śnieżnobiałe, a szafki w kontrastującym ciemnym fiolecie. Srebrzyste stołki takie jak w barze postawione na granicy czarnych płyt i jasnych paneli. Salon był małym pomieszczeniem w tym samym kolorze co kuchnia oraz wzorami w kolorze ziaren kawy. Ciemny puchaty dywan stanowił tło dla kremowej kanapy i jasnego stolika do kawy, naprzeciwko których stał telewizor. Obok stał stół z ciemnego drewna razem z dopasowanymi krzesłami. Biało-fioletowy storczyk właśnie kwitł, aż dziwne, że wytrzymał w takim nasłonecznieniu. Pod ścianą z dwójka dębowych drzwi stał regał z różnymi bibelotami, przez książki do pamiątek z wakacji przechodząc. Przypomniała sobie jak razem z mamą malowały ściany, ubaw i nie dokładność. Poszło pięć puszek farby zanim zrobiły to porządnie. Wiedziała, że nie przykładały się wtedy do pracy, a efekt był powalający. Czyżby to zasługa jakiegoś zaklęcia? Runa idealnego malowania ścian?
-Gdzie byłaś? –Zapytał się przyjazny głos. Nie było słychać w nim pretensji, jedynie troskliwą ciekawość.
To właśnie była jej matka, Helena Szumańska. Czyste usposobienie matczynej miłości. Spokojna, szczupła kobieta, która była o pół głowy niższa niż jej córka. Twarz w kształcie serca z delikatnym małym nosem i pełnymi wargami jakby zawsze miała przyjaznym wyraz. Jakby uwielbiało się całe życie, mimo że tak się nie da. W końcu kto by kochał życie z pracą jako sekretarka w korporacji gdzie często trzeba było zostawać po godzinach. Ciekawe czym naprawdę zajmuje się ta korporacja, wynajdowanie run? Proste blond włosy były dzisiaj ułożone w luźny niski kok, parę kosmyków wydostało się spod gumki utrzymującej misterną konstrukcję. Oczy tak samo niebieskie jak u Arii wpatrywały się w dziewczynę. Powiedzieć jej całą prawdę czy poczekać z tym? zapytała samą siebie piętnastolatka patrząc na domowy strój mamy, stare czarne dresy i jej dziecięca koszulka z W.I.T.C.H., szczerze zdziwiła się gdy ją zobaczyła. Myślała, że już dawno leży w koszu, lub jest oddana jakiejś córce znajomych mamy. Raz kozie śmierć.
-W Pałacu Kultury. –Rzuciła siadając na chromowym krześle. Helena spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
-Felicja miała dzisiaj występ?
-Nie. Felicja poszła normalnie na zajęcia. –Wytłumaczyła przyjmując z wdzięcznością kubek herbaty. Upiła łyk. Dzika róża, truskawka i rabarbar, jedyne takie połączenie herbaty ekspresowej z pobliskiej Biedronki. –Miałam ją też z nich odebrać, ale nie odebrałam.
-Bo? –Pociągała ją dalej za język matka.
-Bo spotkałam niejakiego Shiona z Czarnej Gwardii, który stwierdził, że mój ojciec się chce ze mną spotkać –powiedziała jakby była to najnormalniejsza rzecz w świecie. Helena zakrztusiła się wodą, którą właśnie zaczęła pić. Gdy skończyła jej córka dalej kontynuowała. –Początkowo pomyślałam, że to żarty, ale on mnie porwał i jakimś magicznym sposobem znaleźliśmy się na trzydziestym piętrze Pałacu. Ciekawe, nie?
-Powiedz mi, że żartujesz. –Odezwała się poważnie. Aria pierwszy raz od niepamiętnych czasów zobaczyła, że matce rzednie mina i robi się nader skupiona oraz poważna. –Ario, powiedz mi, że wymyśliłaś to wszystko. Wiem, że masz bujną wyobraźnię. Powiedz, że to nie prawda.
-Dobra. To nie prawda. –Zgodziła się dziewczyna. –Sama w to nie wierzę. Wiesz spotkałam tam niejakiego Stefana Kruczyńskiego, powiedział mi to i owo o tym całym zamieszanie. Nefilim, Nocni Łowcy, jakieś wypasione bronie. Nawet tatuś dał mi jedną.
Na dowód zdjęła wisiorek. Chwile potrzymała go w dłoni po czym pojawił się jasny kontur trzonu włóczni. Z błękitnym światłem pojawiła się w jej dłoni w całej krasie. Wysoka na metr osiemdziesiąt, z kryształu i metalu. Malowana szronem.
Helena patrzyła na to z przerażeniem. Powoli uniosła dłoń z paznokciami pomalowanymi na żółto do ust, na których utrzymywało  się wspomnienie różowo-pomarańczowej szminki.
-Cholera. Ale dlaczego? Czemu ten palant przypomniał sobie o swoim dziecku po trzynastu latach? –Zapytała, najprawdopodobniej, retorycznie mierząc wzrokiem piękną broń.
-Powiedział, że jacyś Cisi Bracia popełnili błąd przy ocenie kim jestem. Zaskoczyłam ich. –Odpowiedziała Aria. Wypuściła powietrze i kontynuowała –tak właściwie nie obchodzi mnie to, że nie jestem kimś za kogo się uważałam. Najbardziej interesuje mnie to dlaczego mi nie powiedziałaś kim jestem. Zawsze było cudne dziecko, utalentowana dziewczynka, mój słowik, normalna nastolatka, porządna dziewczyna, ale nigdy wiedźma, Nefilim czy Nocny Łowca. –Czuła, że głos jej coraz bardziej drżał. –Powiedz mi dlaczego?
-Bo świat nadprzyrodzony wcale nie jest cukierkowo słodki jak mówi się w bajkach, opowieściach czy nawet w mediach. –Wytłumaczyła patrząc w okno, słońce było jeszcze dość wysoko na horyzoncie. –Świat pełen magii, zła, rywalizacji. Jeśli nie skupisz się na swoim celu nic z tego nie wyjdzie. Inni próbują podciąć ci skrzydła, a każde działanie jest oceniane. Dura lex, sed lex. Clave nie dało mi łatwego życia, byłam wybrykiem, czymś co nie powinno się nigdy pojawić. Nie rozumiałam ich sztywnych zasad. Odeszłam, odeszłam razem z tobą. Zamierzałam uchronić cię przed złym światem.
-Mamo, przecież wszędzie świat jest zły. –Zauważyła Aria. –Nie ma miejsca gdzie nie byłoby ani jednej zranionej duszy.
-Wiem, ale nie chciałam, żebyś ty była tą zranioną duszą. –Powiedziała patrząc z troską na swoje dziecko, lecz ono nie odwzajemniało obecnych uczuć. –Pewnie ojciec sprzedał ci już uroczą historię, że żałuje swoich czynów. Zresztą ta włócznia była pierwszym projektem nad jakim pracował dla Instytutu. W pewnym momencie, kiedy już było wiadomo, że jesteś, był mu tak oddany, że nie zwracał na mnie uwagi. Wracał późnymi wieczorami, wręcz w nocy, brał prysznic, szedł spać, a bladym świtem znów zmierzał na trzydzieste piętro Pałacu Kultury.
-To czemu z nim byłaś?
-Bo miałam nadzieję. Miałam nadzieję, że przejrzy na oczy. Nie przejrzał. Potem dawny szef Instytutu został zabity przez jakiegoś demona. Od razu zaproponowano mu to stanowisko. –Przerwała na chwilę. Ciszę przerywał jej szybki oddech. Podjęła znów –wtedy już wiedziałam, że moje nadzieje były jak pajęczyna, jeden ruch je przerwał. Miałam pieniądze, więc pewnego dnia nic nie mówiąc spakowałam nas w jedną walizkę, wzięłam ciebie na ręce i wyszłam bez słowa.
-Szukał nas?
-Tydzień. Tyle nas szukał. Ukryłam się u mojej siostry Telimeny. Bardzo mi wtedy pomogła. Powiedziała mi, że jeśli nie chce być odnaleziona muszę przestać być tym kim nie jestem. Jednym rytuałem zdjęła ze mnie wszystkie runy i wyeliminowała krew Razjela. –Powiedziała, znowu nastąpiła krótka pauza. Jej błękitne oczy były teraz szkliste i zachmurzone. –Spotkałam go potem, powiedziałam, że nie jest w stanie naprawić błędów przeszłości i żeby się do ciebie nie zbliżał.
-Mamo. Mówiłaś, że nie chciałaś bym była zranioną duszą. –Zaczęła Aria, słowa te płynęły z serca –ale ja nią jestem. Właśnie dzisiejszego dnia nią zostałam. Nie wiem już czy mam wierzyć sobie, tobie czy może niejakiemu Gabrielowi Nightray, który jest zwany również moim ojcem. Naprawdę nie wiem. Albo okłamywaliście mnie całe życie, lub ktoś postanowił nagle urządzić ten cały cyrk by wpędzić mnie w jakąś psychozę.
Dziewczyna powoli podniosła się z stołka. Czuła, że cała się trzęsie i obraz przed jej oczami zamazuje się przez łzy. Helena już otwierała usta by coś powiedzieć, ale pierwsza zrobiła to jej córka.
-Martwi mnie jedno. Czemu ukrywaliście przede mną fakt, że nie jestem zwykłym szarym człowiekiem? Rozumiem, we wczesnych latach dzieciństwa by dziecko nie wygadało czegoś ważnego nieodpowiednim osobom, ale kiedy jestem świadoma, naprawdę można było mi to powiedzieć. Jakoś bym to zniosła.
Otworzyła pierwsze drzwi po lewej i zatrzasnęła je z hukiem. Ustała na chwilę zaciskając mocno powieki i pięści. Powoli wycofała się do wejścia, oparła o dębową powierzchnię i osunęła na podłogę. Lekko wilgotnymi oczyma spojrzała na swoje królestwo.
Mały pokój, dwa metry szerokości na cztery długości. Zimna podłoga z jasnych paneli podłogowych przykrytych w jednym miejscu puchatym kremowym dywanem. Pod ścianą, na której były okna i kamienny stary parapet, stało łóżko z szarą błyszczącą ramą. Wokół niej zawinęła lampki z choinowe by nadać trochę magicznego nastroju. Starannie ułożona pościel w vintage'owy czarno-biały wzór była przytrzaśnięta błękitnym poduszkami, jedne miały nadruki, inne były gładkie. Koło jej posłania stał mały stolik nocny. Leżała na nim książka, którą obecnie czytała. Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Czy to też okaże się prawdą? Przeniosła zmęczony wzrok na ścianę poobklejaną jej rysunkami. Zazwyczaj były to postacie z anime lub ulubieni aktorzy, nie zawsze udawało się ich dobrze odwzorować. Ciężkie biurko z ciemnego drewna było miejscem sztuki i jej liliowego laptopa. Na przeciwko niego stała szafa o minimalistycznym wyglądzie, przynajmniej nie przyszła jej Narnia na myśl kiedy na nią spojrzała.
Bliska płaczu z poczucia bezsilności opuściła głowę na podciągnięte do piersi kolana. Czemu ukrywali tą prawdę? Co im to dało? Myślałam, że wybuchnę przy ojcu, ale jednak układność przy obcych ludziach wygrała. Czemu muszę być taka grzeczna i ułożona? No tak mama taką mnie stworzyła. Żebym była tajemnicza wśród ludzi obcych i nowopoznanych, a otwarta i zabawna w zaufanym kręgu. Przy niej już nie wytrzymałam, okazałam to co było prawdziwe. Zapewne zraniłam. Oni też zranili, zadali cios tej osobie, za którą się uważałam. Tej spokojnej, ułożonej, zabawnej dziewczynie, której czasami zdarzało się podśpiewywać pod nosem, a potem za to się wstydzić. Teraz została obca osoba, która jest czarownicą i aniołem na raz. Czy to siebie nie wyklucza? Przecież anioły są boże, a ludzcy słudzy Boga palili czarownice na stosie. Nie powinnam istnieć? Chyba tak. Ciekawe jak to całe Clave zareagowało na mnie. Co? Może to zamknąć? Ewentualnie możemy pobawić się z badaniami genetycznymi, może to ulepszy naszą rasę? Może to przed tym mama chciała mnie ochronić? Powinnam być jej wdzięczna, że nie uczestniczyłam w tym dziwacznym przedstawieniu.
 A może to jakaś sekta? Wymyślili, że świat jest pełen demonów i magicznych stworzeń oraz nadali sobie misję chronić przed nimi Warszawę? Ohh dlaczego mnie w to wciągnięto? Ale chwila, chwila… oznaczało by to, że Felicja i Mieciu też są w tej sekcie. Miecia nie da się pomylić z inną osobą, nie wykonalne. Widziałam go tam, a ślepa nie jestem.  Czy to oznacza, że moi przyjaciele też mnie okłamywali? On nie miał żadnych problemów zdrowotnych, a Feli nie uczestniczyła w żadnych zajęciach artystycznych w domu kultury? A to wszystko przez jakieś nierealne batalie z wymyślonymi stworami.
Czarne myśli kłębiły się w jej głowie. Przychodziły coraz to głupsze pomysły. Iluminaci, kosmici, politycy, tajne stowarzyszenia pragnące władzy nad światem, despotyczni przywódcy. Ale w końcu odezwał się jeden dość nieracjonalny, w jej ocenie, głos w głowie.
A co jeśli to wszystko jest prawdziwe? Może jednak istnieją demony, czarownice, wilkołaki, wampiry? Te tatuaże na serio działają? A ja mam jakieś umiejętności, dzięki którym mogę zrobić co tylko będę chciała? Sama ta włócznia już jest pojechana. Zimowa włócznia, tak? Przywołuje zimę? A może tworzy lód? Byłabym wtedy jak Elsa z Krainy lodu, niezrozumiana, żyjąca w ciągłym strachu, z wielkim pragnieniem wolności. Tylko czemu Stefan trzymał ją w rękawiczkach żaroodpornych? Przecież jest lekko chłodna, to przyjemne uczucie. A może tylko dla mnie taka jest?
Piękny przejaw nagłego niczym nie uzasadnionego optymizmu, kochana. Jak przekonasz się czy to wszystko jest prawdą?
Zaczęła prowadzić ze sobą dialog. Optymistyczna Aria kontra Aria, ironiczny sceptyk.
No jak to jak? Praktycznie.
Co masz na myśli mówiąc praktycznie?
Z moich obserwacji wynika, że ci cali Nocni Łowcy chodzą ubrani cali na czarno. Ubiorę się jak jeden z nich i wyjdę na miasto z tą oto włócznią. Nie może być trudno się nią posługiwać.
Bardzo głupi, samobójczy plan. Nie sądziłam, że kiedykolwiek wpadniesz na coś takiego. Wydawałaś się rozsądną osobą.
Wiesz, wydawałam się. Mój świat runął jak domek z kart szarpnięty nagłym podmuchem wiatru. Teraz już nic nie jest takie samo.
Rób jak chcesz, ja za to nie odpowiadam.
Ocierając resztki łez z policzków powoli wstała. Nie słyszała nic poza cichym pobrzękiwaniem radia w kuchni. Albo  Helena próbowała coś ugotować lub po prostu zapomniała o nim. Aria podeszła do szafy i gwałtownym ruchem ją otworzyła. Miała bardzo mało czarnych ubrań. Dwie pary czarnych dżinsowych spodni, jakiś o dwa rozmiary za duży T-shirt oraz czarna bluza z kapturem i ciemnoszarymi wstawkami. Jednak powinno się nadać. Dziewczyna dopiero teraz pomyślała iż może być za wcześnie dla realizacji jej planów. Wyciągnęła z kieszeni szortów smartphone’a. Dwudziesta piętnaście. Słońce chyliło się ku zachodowi barwiąc niebo na różowo, liliowo z złotymi przebiciami. Mało już pozostało z pięknego błękitu takiego samego jak w jej oczach. Jednak było za jasno. Powinna poczekać aż ulice się wyludnią. Druga czy też trzecia powinny być odpowiednią porą na ten szalony plan.  Teraz powinna odpocząć by być przytomną w tamtym czasie. Zaciągnęła turkusowe zasłony odcinając częściowo dopływ światła do pokoju. Może nie było to tym samym co w nocy, ale tak też dało się usnąć. Ustawiła alarm na drugą trzydzieści, podłączyła słuchawki i wcisnęła je do uszu. Plan ku poznaniu prawdy można było uznać za rozpoczęty.
Obudziła się ponownie przez jazgotliwy pisk. No tak budzik. Co ona miała? A no tak, samobójczy plan. Zauważyła, że jest opatulona szaro-różowym kocem w sowy. Mama. No tak, wiecznie martwiąca się kobieta. Nie zostawiłaby tak łatwo sprawy, ale zobaczyła iż jej najukochańsze, a zarazem jedyne, dziecię śpi i postanowiła przełożyć sprawę na jutro. Przynajmniej nikt nie przeszkodził jej z realizacją tego beznadziejnie głupiego zamiaru. Szybko przebrała się w czarny strój. Jak zauważyła w lustrze na korytarzu nie wyglądała w nim aż tak źle. Na chwilę jeszcze wróciła do kuchni po klucze do drzwi i wyruszyła na swoje pierwsze polowanie na demony.
Opustoszałe ulice Mokotowa nie wydawały jej się pod żadnych względem straszne. Jej codzienna okolica, którą znała jak własny pokój. Idź prosto, skręć w lewo, prosto. Jeszcze parę takich manewrów i wyjdzie z strefy gdzie każdy ją zna, chociażby z widzenia. Teraz był idealny moment aby pokazać się z bronią. Teraz używając długiej laski jako podparcia zmierzała w stronę Śródmieścia. Jak na razie ani widu ani słychu dziwacznych istot.
Znudzona już monotonnym przemieszczaniem się po niezbyt czystych chodnikach Warszawy pomyślała, że czas wypróbować co w ogóle może zrobić tym mroźnym cacuszkiem. Niezdarnie wdrapała się na dach. Brak jej było gracji ruchów jaką widziała u Shiona. Ten pewnie serią pięknych akrobacji znalazłby się na dachu w jakieś trzy sekundy. Może i Aria była w tym momencie zazdrosna, lecz starała sobie radzić z tym co teraz miała. Z niebyt dobrą kondycją zaczęła przebywać dachy. Gdy odległości między nimi nie przekraczały dwóch metrów, spokojnie dawała radę to przeskoczyć, jednak nie zawsze tak było. Coraz większe odległości stawały się przeszkodą. Czemu nie zastosujesz tej swojej magii, kochana? Między kolejnymi budynkami przerwa była około pięciometrowa. Brunetka spokojnie ruszyła przed siebie, a kiedy poczuła, że spada skierowała grot broni w dół. Wystrzeliły z niego kryształy lodu, od którego zgrabnie się odbiła. Cicho wylądowała na płaskim podłożu i obróciła się by ujrzeć co się stało. Niebiesko-biała platforma na cienkim trzonie. To coś naprawdę zdołało wytrzymać jej ciężar? Jakby na zaprzeczenie tym słowom konstrukcja rozpadła się w deszcz lodowych kryształków. Czyli jednak jak Elsa!
Uśmiechnęła się promiennie i udała się dalej bawić nieprzeciętną umiejętnością. Podczas skoków połączonych z tworzeniem lodu miała ochotę krzyczeć, jednak wrodzona moralność nakazywała ciche delektowanie się chwilą. Jednak o trzeciej nad ranem wciąż trwa cisza nocna. Z niewiarygodną szybkością tworzyła i niszczyła pomosty, kładki i platformy. Kiedy już się zmęczyła przystopowała. Nawet nie zauważyła, że już była na Marszałkowskiej. Zjechała ze ślizgiem po mroźnej poręczy, która tak jak wszystkie inne zniknęła roztrzaskując się. Czuła bicie swego serca, zmęczenie i podekscytowanie dało swój upust. Czyli to jednak jest prawda. Przynajmniej ta część o magii się sprawdza. Jedyną wątpliwością są demony, wampiry, wilkołaki, no i w zasadzie też Nocni Łowcy… myśli mieszały się z dudnieniem płynącej krwi w jej uszach. Niewiele czasu zajęło sercu ustabilizowanie tętna, a płuca zaraz wyrównały oddech. Wracać już do domu? Ta myśl nie pojawiła się w umyśle Arii. Usłyszała jakąś wiązankę przekleństw i śmiech szaleńca. Skoro umiem jako tako posługiwać się tym co mam nic mi się nie stanie wmówiła sobie nastolatka kierując się w stronę dźwięków.
Plac Zbawiciela. Miejsce gdzie łatwo było zauważyć jakieś znane, albo za takie się uważające, osobistości. Miejsce zgrupowań wszelkiego hipsterstwa. Miejsce gdzie stała słynna tęcza, symbol pokoju, chociaż wielu mówiło tu o promowaniu homoseksualizmu.  Mimo, że była noc zielone połacie trawnika były jasno oświetlone zimnym światłem nowoczesnych latarni. Niebieskim obecnie świecącym oczom Arii ukazał się widok małej bitwy.
Czarny, wysoki na trzy metry, z mackami w kolorze smoły, bez twarzy. Czyżby Slenderman wyszedł z lasu? Biała jak papier twarz bez żadnego śladu ust, nosa i oczu. Wokoło niego unosił się czarny gęsty dym.  Prawdziwe zestrachana brunetka szybko podbiegła pod zadaszenie jednej z kawiarni. Powoli przemieszczała się między filarami by zdobyć jak najlepszy widok, a zarazem drogę ucieczki.
-A niech cię piorun pierdolnie, Fryderyczku! –Wrzasnął znajomy głos.  
Pchnięta ciekawością Aria wyjrzała za kolumny. No tak, któż inny mógłby wyrażać się z taką kulturą zza Buga? Tylko i wyłącznie Mieczysław. Biegł nader szybko jak na siebie z szablą. Sama broń była interesująca. Srebrne ostrze z złocistym agresywnym wzorem, który błyszczał niczym żywy ogień. Mały fragment rękojeści jaki widziała mówił jej znów o złotym kolorze tyle, że teraz połączonym z wściekłą czerwienią. Chłopak zamachnął się mieczem a w stronę Slenderowatego poleciała kaskada jaśniejących płomieni. Gdzieś z naprzeciwka doszedł do niej śmiech. Dźwięczny, trochę jeszcze dziecięcy, ale z psychopatyczną nutą.
-Nawet nie wiesz jak lubię te nasze rozmowy Mieczysławie. –Wyznał wesoło niski chłopak z naprzeciwka.
Według Arii nie mógł mieć więcej niż metr siedemdziesiąt. Delikatnej postury o śnieżnobiałej cerze. Twarz miał o lisim profilu, a oczy lekko skośne w kolorze czystej czerwieni. Przez włosy można było go pomylić z dziewczyną. Zręcznym ruchem zdjął gumkę z kucyka. Rozwiane, piękne, kruczoczarne włosy sięgały trochę przed ramiona. Ubrany był luźno. Ciemne dżinsy, szkarłatna koszula w kratę i brązowa skórzana kurtka. Uśmiechał się podle patrząc na starania Mieczysława.
-A tobie Felicjo jak podoba się dzisiejsza zabawa? –Zapytał odwracając głowę trochę w bok. Aria zrobiła to samo.
Trochę dalej od swojego bliźniaka stała Felicja. Różowowłosa zebrała włosy w kucyk na boku. W ręku trzymała czarny błyszczący łuk, a na ramię miała zarzucony kołczan. Broń przypominała łuk refleksyjny, lecz miała bardziej sportowy wygląd. Automatycznie naciągająca się srebrna cięciwa, ale wciąż zostały zachowane typowe cechy wyglądu łuku refleksyjnego. Jak dobrze, że Mieciu namówił mnie na granie w tego nowego Tomb Raidera, przynajmniej sobie sama przed sobą poszanuję znajomością rodzaj łuków zażartowała w myślach Aria chociaż wiedziała, że to nie jest sytuacja skora do żartów.
-Wyśmienicie, dodałabym jakieś określenie, ale nie zniżam się do poziomu mojego brata. –Rzuciła wściekle Felicja.
-Słyszałem! –Krzyknął Mieciu szykując się do posłania kolejnej fali płomieni.
-Policzymy się w domu! –Zarządziła Feli.
-Jacy jesteście zgodni! Nie dziwne, że jesteście Parabatai. –Ocenił Fryderyk przesłodzonym tonem. –Demonie, wykończ ich.
Potwór machnął jedną macką, a rodzeństwo zostało odrzucone na parę metrów. Mieczysław podniósł się pierwszy.
-Kurwa, nawet nie wiesz jak cię nienawidzę, dziadu. –Odezwał się cichym lecz pełnym gniewu tonem.
Aria zmarszczyła brwi. Jej przyjaciele właśnie walczyli z demonem, prawdopodobnie przywołanym przez tego chłopaka, a ona stała i z ukrycia obserwowała rozwój wydarzeń. Jest nieprzydatna, beznadziejna. Teraz powinna wyjść z ukrycia i walnąć demonowi z lodowej pięści. Palce prawej dłoni mocniej zacisnęły się na włóczni. Aria nie zauważyła, że po asfalcie pomknęła lodowa ścieżka, która po chwili wspięła się na nogi monstra. Fryderykowi zrzedł uśmiech, teraz miał na twarzy zdziwiony grymas.
-Co za mag wam pomaga? –Zapytał wściekłym tonem.
-Nie wiemy –odpowiedział chłopak z jasnobrązową czupryną. –Dzięki gdziekolwiek stoisz!
Aria mimo woli się uśmiechnęła, jednak coś pomogła. Niezbyt świadomie, ale zawsze. Mieczysław szybko podbiegł tam gdzie stała jego przyjaciółka, lecz nie zauważył jej. Odbił się od filaru i trzymając oburącz ostrze poszybował prosto w stronę Slendero podobnego. Jednak sekundę przed uderzeniem ten rozpłynął się w czarnym dymie. Czarna strzała wbiła się w trawiaste podłoże, a na obliczu Felicji zawitał uśmiech. Fryderyk wzdrygnął się, ale zaraz również rozpłynął się w powietrzu. Mieczysław razem z płonącą Bronia trafił w tęczę. Zaraz spadł na plac razem z swoim rynsztunkiem. Siostra podbiegła do niego i pomogła mu wstać. Aria również.
-Aria? –Rzuciła skołowana Feli. –Co ty tu robisz?
-Bawię się w Nocnego Łowcę? Przynajmniej tak mi się wydaje. –Odpowiedziała patrząc raz na Miecia raz na Felicję. –Jesteście niesamowici.
-Dzięki, ale to głównie ja jestem w tym duecie gwiazdą. –Wytłumaczył chłopak po czym został lekko uderzony w tył głowy przez siostrę.
Dopiero teraz zauważyli, że jest jakoś dziwnie jasno. Powoli obrócili się. Tęcza się paliła.
-Mieciu, który to już raz zostałeś podpalaczem tęczy? –Zapytała z dezaprobatą najniższa osoba w tym gronie.
-Dopiero drugi raz mi się to zdarzyło. Nie róbmy z tego pierdolonego dramatu. –Fuknął poprawiając okulary.
-Wiecie co? Może wytłumaczymy sobie sytuację po drodze? –Zaproponowała Aria powoli.
-Świetny pomysł. W stronę Mokotowa marsz! –Rozkazała różowowłosa.
Trójka przyjaciół odwróciła się na pięcie. Aria od razu zaczęła opowiadać co się stało, kim jest. Felicja nie kryła zdziwienia, a Mieczysław nie szczędził przekleństw. Kiedy brunetka skończyła swój wywód, rodzeństwo zaczęło się tłumaczyć.
Jak się okazało nie dość że są bliźniakami to jeszcze partnerami, czyli Parabatai. Związani ze sobą mocą i intuicją. Nie dość, że mieli parę run to jeszcze zaczęli opowiadać jej o swoich treningach prowadzonych od dziewiątego roku życia. Katorżnicze próby siłowe, wkuwanie tysiąca run, polowanie na demony. Jak się okazało ich rodzice tez są Łowcami. Po dość monotonnym marszu doszli do domu Arii.
-I co? Po tym co zobaczyłaś już wierzysz? –Zapytał Mieczysław z powagą, która w ogóle do niego nie pasowała.
-Tak. I spodziewam się, że jeśli nie dołączę do tej waszej organizacji demony się na mnie zasadzą i zamordują. –Odpowiedziała Aria. –Więc zostanę Nocnym Łowcą.
-Postaramy się zostać jej trenerami, nie? –Powiedziała Feli dając kuksańca bratu.
-Z tobą mogę trenować. Z tym psycholem wolę nie. –Oświadczyła uśmiechając się wrednie.
-Słyszałem!
-Policzycie się kiedy indziej. –Rozkazała Felicja. –A teraz zmykaj do domu, bo pewnie twoja mama zauważyła, że ciebie nie ma.
-Do zobaczenia rano w Instytucie. –Pożegnała się Aria.
Kiedy wjechała cicho windą na czwarte piętro w bloku starała się nie wydawać żadnych dźwięków. Głośne szczęknięcie zamka sprawiło, że zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Na palcach przemierzyła korytarz i otworzyła drzwi obok swojej sypialni. Helena spała i nic nie było w stanie jej obudzić. Arii spadł kamień z serca. Weszła do swojego pokoju, przebrała się w piżamę. Gdy położyła się w łóżku stwierdziła, że nie uśnie. Teraz jej życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nic nie będzie takie samo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz